Some kind of little world 4, Water and Sand 2

Jedzenie naprawdę mi smakowało. Widać było, że olbrzym jest dobrym kucharzem. Opowiadał o swoich ostatnich miesiącach.Z rozmowy wynikało, że ostatni raz widzieli się krótko po tym, jak Minbruk się wprowadził do tego miejsca. Mówił o tym, jak odbudowywał zrujnowany dom. Silne mięśnie zdecydowanie pomagały mu w zadaniu. Szczerze mówiąc nie słuchałam go dokładnie, niespecjalnie mnie to interesowało. Zastanawiałam się, o czym myśli Łukasz, który prawie w ogóle się nie odzywał. Postanowiłam, że zapytam go przy pierwszej dobrej okazji. Gdy olbrzym skończył mówić byłam już pojedzona. Spróbował spytać chłopaka, co u niego słychać, jednak ten wyraźnie nie chciał opowiadać, mówiąc, że musimy się już zbierać, żeby dojść do domu przed tym, jak się całkowicie ściemni. Zapewnił olbrzyma, że postara się jak najszybciej znowu go odwiedzić. Wyszliśmy i powoli zaczęliśmy w ciszy oddalać się od chatki Minbruka. Ścieżka prowadziło znowu przez las, zdecydowanie gęstszy od tego nad morzem. Pierwszy odezwał się Łukasz.
- Chciałaś trenować walkę mieczem.
Rzeczywiście, teraz sobie przypomniałam, że to był powód, dla którego to zaczęliśmy. Zupełnie już o tym zapomniałam.
- Jeśli nadal chcesz, to udamy się w jedno z najlepszych miejsc do tego. Muszę cię jednak kilka rzeczy opowiedzieć, i przed kilkoma ostrzec. Po pierwsze - kontynuował po chwili przerwy. - Oboje jesteśmy tutaj tylko zwykłymi ludźmi. To prawda, że ja stworzyłem ten świat, jednak nie mogę za bardzo w niego ingerować.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Wydawało mi się, że może tu robić wszystko, co się mu podoba.
- Wiem, o czym teraz myślisz - mówił dalej. - Też na początku myślałem, że będę mógł wszystko. Niestety szybko się okazało, że za każdym razem jak zmieniam cokolwiek, to świat staje się przez to gorszy. Nawet jeśli początkowe założenia były dobre, nawet jeśli miało to wprowadzić pokój i pomóc innym, to najczęściej kończyło się zagładą. Kiedyś wytłumaczę ci dokładniej, skąd to się bierze, w każdym razie obiecałem sobie, że będę używał umiejętności zmieniania wszystkiego tylko w bardzo uzasadnionych rzadkich momentach... okey, kończę ten wstęp. Generalnie chodzi o to, że do szkoły, która najlepiej cię nauczy korzystania ze wszystkiego musimy zajechać, nie przeniosę nas tam. Czeka nas więc kilka dni jazdy konnej. Mam nadzieję, że potrafisz.
- Rodzice zabierali mnie do stadniny jak byłam młodsza, ale...
- To świetnie - przerwał mi, po czym pokazał ręką lekko w bok. - Przyjrzyj się, widzisz coś? - zapytał. Popatrzyłam w tym kierunku ale nie mogłam niczego dojrzeć. Drzewa skutecznie zasłaniały widok, do tego był już późny wieczór. Pokręciłam głową. Uśmiechnął się, po czym powiedział: - Chodź za mą i za kilkanaście kroków spójrz w tym samym kierunku.
Posłuchałam i ze zdziwieniem odkryłam, że to wystarczyło, aby zobaczyć całkiem wyraźne zarysy jakiegoś budynku znajdującego się kilka metrów od ścieżki.
- Oto mój dom - powiedział chłopak. - Oczywiście nie jedyny - dodał uśmiechając się. - Prześpimy się tam, a jutro rano wyruszymy dalej.
- Ale przecież... musimy chodzić na zajęcia. Nie możemy tutaj spędzić kilku dni...
- Jeśli chcesz się dobrze nauczyć, to myślę, że kilku miesięcy. Ale nie martw się, nie stracisz nawet jednego dnia zajęć. Zanim ci wszystko wyjaśnię, moglibyśmy wejść do środka?
- Pewnie... - odpowiedziałam niepewnie.
Skręcił nagle w krzaki, zdziwiona poszłam za nim i odkryłam dobrze zamaskowaną, wąską ścieżkę, prowadzącą prosto do coraz lepiej widocznego domu. Z zewnątrz wyglądał na duży ale prosty. Jednopiętrowy, za to dosyć szeroki, wykonany był z kamieni połączonych zaprawą, na których gęsto rósł mech. Przyjrzałam się mu dokładniej, bo coś dziwnego jeszcze w nim było. Po chwili dotarło do mnie, ze ten dom nie ma okien, tylko jedne masywne, drewniane drzwi. Szczerze mówiąc bałam się wchodzić do środka, jednak wyglądało na to, że nie mam innego wyjścia. Łukasz podszedł do drzwi i dotknął ich, a one lekko się otworzyły. W środku było całkiem ciemno. Przekroczyłam próg i... nagle ogarnęła mnie jasność. Po chwili oczy przyzwyczaiły się do dużej ilości światła, zobaczyłam, że w środku jest całkiem przyjemnie. Znajdowałam się w dużym, prostokątnym pokoju, w którego centrum, na czerwonym dywanie, stał spory, dębowy stół zawalony książkami i różnymi papierami, dookoła którego stało kilka krzeseł. Dookoła pokoju znajdywały się regały z książkami, jedynie w jednej ze ścian był oprócz tego niezapalony kominek, jednak mimo to było całkiem ciepło. Rozejrzałam się jeszcze raz, jednak nie udało mi się ustalić, skąd wydobywało się światło. Po prostu było wszędzie dookoła. Chłopak stał obok stołu i pochylał się nad czymś. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że to mapa. Oderwał wzrok od niej i uśmiechnął się do mnie.
- Ile twoim zdaniem spędziliśmy tu czasu? - spytał.
Zastanowiłam się. Na plaży byliśmy wczesnym popołudniem, a teraz była już noc.
- Nie wiem... sześć, osiem godzin?
- Weszliśmy tu chwilę po 10, prawda? W takim razie powinno być teraz między 16-18. Zamknij oczy, obudzimy się na chwilę.
Posłuchałam. Poczułam lekki zawrót głowy, ale po chwili czułam, że siedzę na czymś miękkim. Nogi lekko mi ścierpły, ale jak nimi poruszyłam to szybko nieprzyjemne uczucie minęło. Wstałam i pytającym wzrokiem spojrzałam na Łukasza
- Popatrz na zegar - powiedział. Spojrzałam i ze zdziwienia aż usiadłam. Była 10:30.
- Ale... jakto... - odpowiedziałam po chwili. - Przecież spędziliśmy tam tak wiele czasu.
- Bez problemu można zamienić kilka godzin tu na kilka dni tam... z odrobiną wprawy na kilka tygodni, a nawet miesięcy. Aczkolwiek tego ostatniego nie polecam, ciężko jest się potem znowu tutaj odnaleźć.
- Kilka miesięcy?! - krzyknęłam z wrażenia. - Przecież to... to niesamowite! Możesz przeżyć swoje życie kilka razy, naprawiać błędy, poznawać tyle ludzi...
- Ej, spokojnie - odpowiedział sceptycznie. - Jeszcze się przekonasz, że to wcale nie jest takie cudowne.
Nie słuchałam go, wyobrażając sobie, ile można w tym czasie zrobić, ile przeżyć, z takimi możliwościami. Można spełnić wszystkie marzenia... dosłownie wszystkie. Zarumieniłam się lekko. Głupie myśli. Aby je odgonić zapytałam:
- Ile najwięcej ci się udało w taki sposób... zamienić?
- Trochę ponad osiem godzin tutaj na prawie rok tam.
- ROK?! - nie wierzyłam w to co słyszę. - To musiało być niesamowite!
- Myślę, że dałoby się nawet więcej, po prostu bałem się próbować.
- Bałeś się? Czego..?
- Posłuchaj, zrozumiesz, jeśli spędzisz rok czasu w miejscu, które nie istnieje, żyjąc z ludźmi, których naprawdę nie ma, w świecie, który jest technologicznie kilkaset lat za współczesnym. Pierwsze co chcesz zrobić, to tam wrócić. Tam gdzie są twoi przyjaciele, gdzie jest...
Głos się mu załamał. Spojrzał w dół.
- ... twoja miłość - dokończyłam za niego. Spojrzał na mnie smutno. - Opowiedz mi coś o niej - dodałam.
- Innym razem... być może podczas podróży, będziemy mieli wiele czasu na rozmowy. Wracamy tam?
- Pewnie!
- Ile byś chciała spędzić tam czasu? Lepiej sobie to założyć wstępnie, łatwiej jest potem z tego wyjść.
- Nie wiem... byłam tam dopiero kilka godzin, ale może... tydzień na początek?
- No dobra, zamknij oczy.
Posłuchałam. Chwilę później stałam w tym samym pokoju gdzie kilka minut temu.
- Ten świat się "zatrzymuje" w momencie jak z niego wychodzimy. Dlatego najlepiej opuszczać go zasypiając, albo w takich miejscach jak to.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Czy jest jakaś możliwość... przyspieszenia czasu tutaj?
- Pewnie, ale nie przejmuj się tym, mogę ci bez problemu obiecać, że nie będę niczego przyspieszał. Robiąc to zatraca się sens tego wszystkiego. Jeśli chcesz żyć naprawdę, musisz nie tylko cieszyć się chwilami przyjemnymi, ale też zmagać się z codziennymi problemami.
- Problemów mam dosyć w prawdziwym świecie.
Uśmiechnął się.
- Idź się przespać - powiedział. - Jutro wstajemy z rana, czeka nas długa podróż. Wyśpij się dobrze, bo wątpię, że szybko będziesz mogła spędzić noc w łóżku tak wygodnym jak to tutaj. Chodź, zaprowadzę cię.
Podszedł do jednych z zamkniętych do tej pory drzwi i otwarł je. Gestem zaprosił mnie do środka. Znajdował się tam dosyć długi korytarz z rzędem czterech drzwi po lewej stronie, zakończony drzwiami na samym końcu.
- Wszystkie pokoje wyglądają tak samo, więc weź sobie po prostu pierwszy z brzegu, weź kąpiel i połóż się.
- To takie dziwne... iść spać w świecie, który nie istnieje...
- Jak nie będziesz myślała o tym, że nie istnieje, to będzie ci prościej, uwierz mi. Swoją drogą powinnaś o mnie myśleć jako o Kaeyrym, a o sobie jako o Maelhi, przynajmniej dopóki jesteś tutaj. Łatwiej będzie potem wrócić do prawdziwego "ja" z prawdziwego świata.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się, po czym odwróciłam się i otwarłam pierwsze drzwi z lewej. Pokój w środku był średniej wielkości, skromnie urządzony. Po prawej stronie znajdowało się szerokie łóżko, obok którego stała duża szafa. Naprzeciwko znajdował się regał z książkami. Na końcu pokoju znajdowała się drzwi do kolejnego pomieszczenia, zapewne łazienki. Odwróciłam się do chłopaka.
- W takim razie dobranoc... Kaeyr.
Zbliżył się i mnie przytulił. Nie protestowałam.
- Dobranoc - powiedział, po czym odwrócił się i wrócił do poprzedniego pokoju. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam do swojego pokoju. Pierwsze co zrobiłam, to otwarcie szafy, ze zdziwieniem odkryłam, że znajdowały się w nim wyłącznie kobiece ubrania. Pomyślałam, że rano nie będę miała łatwego wyboru, co na siebie włożyć. Postanowiłam jednak póki co się tym nie przejmować i wypróbować łazienkę i to łóżko. Idąc w kierunku drzwi stwierdziłam ze zdziwieniem, że jestem dosyć zmęczona. W sumie to trochę przewędrowałam dzisiaj, dodałam w myślach, otwierając drzwi do łazienki. Pomieszczenie było niewielkie, aczkolwiek znajdowała się w nim całkiem ładna, biała, ceramiczna wanna, lustro oraz umywalka, przy której dostrzegłam różnego rodzaju narzędzia kosmetyczne... wyglądające szczerze mówiąc dziwnie, staro. Pewnie, żeby mnie przyzwyczaić do panujących tu standardów... za to wanna nie była zdecydowania wedle tych standardów, cieplutka woda szybko wypełniła  ją po brzegi. Na taki luksus można sobie pozwolić mając w perspektywie kilka dni jazdy konnej. Ciekawe kiedy znowu będę mogła się tak odprężyć. Postanowiłam wyjść i położyć się do łóżka, gdy poczułam, że powoli zasypiam.




Ranek obudził mnie zapachem jedzenia. Otworzyłam oczy i ze zdziwieniem odkryłam, że Łukasz... pfu... Kaeyr stoi nade mną z tacą jedzenia, patrząc się na mnie z oczekiwaniem. Uśmiechnęłam się i lekko podniosłam.
- Dzień dobry - powiedział. - Zjedz dobrze, bo czeka cię kilka godzin w siodle zanim trafimy na jakąś karczmę.
- Dziękuję - odpowiedziałam, patrząc, co przyniósł - jajecznicę na boczku, oraz kawę. Nie przepadałam za nią, ale postanowiłam się napić.
- Kawa tutaj to egzotyczny rarytas i tylko bardzo bogaci ludzie mogą sobie pozwolić na picie jej na codzień. Mam nadzieję, że dasz radę przeżyć bez niej?
- Pewnie, nie jestem miłośnikiem kawy.
- Ja tak samo - uśmiechnął się, po czym wyszedł z pokoju. Zjadłam szybko i podeszłam do szafy wybrać coś do ubrania. Było wiele ładnych rzeczy, ale postanowiłam znaleźć przede wszystkim coś wygodnego, w końcu ładne sukienki nie były dla mnie czymś niezwykłym. W końcu postanowiłam ubrać zielone, szerokie spodnie oraz luźną, białą koszulkę. Wyszłam z pokoju i dołączyłam do Kaeyra przy stole. Oderwał się z zamyślenia i pokazując na południowo-zachodni fragment mapy powiedział:
- Jesteśmy w lasach gdzieś mniej więcej tutaj. Pół godziny marszu ścieżką, którą szliśmy wcześniej wyprowadzi nas z lasu. Będzie tam chatka mojego znajomego, który opiekuje się moimi końmi. Stamtąd pojedziemy kawałek na wschód, do głównego traktu handlowego, a nim na północ. Trochę po południu zatrzymamy się na przerwę w tej wsi - pokazał punkt na mapie. - Po czym do wieczora będziemy jechać dalej na północny wschód, aż dojedziemy do jednego z większych miast tutaj...
- Dobra, dobra, i tak nie zapamiętam - przerwałam mu. - Pokaż lepiej, gdzie dojedziemy?
Przesunął palcem daleko na wschód i uśmiechnął się pokazując okolicę jednej z większych kropek.
- Aż tutaj. Ale nie martw się, przeleci szybko, jak będzie trzeba to zmienimy po drodze konie. Jeśli nie spotkamy żadnych przeszkód, będziemy tam za 3, najwyżej 4 dni.
- To trochę sporo...
- Pewnie, ale od stania i patrzenia w mapę nie zajedziemy nigdzie.
Uśmiechnęłam się.
- Jeszcze jedno pytanko, jakie przeszkody możemy spotkać po drodze?
- Myślę, że żadne, z którymi nie mógłbym sobie poradzić. Tylko pamiętaj, mam tutaj wielu przyjaciół, ale mam też kilku wpływowych wrogów. Zresztą... prędzej, czy później pewnie sama ich poznasz.
Po moich plecach przeszedł dziwny dreszcz. Jeśli on może mieć tu wrogów, to jak mogę czuć się bezpieczna. Popatrzyłam jeszcze raz na niego, uzbrojonego w półtoraręczny miecz przewieszony przez plecy, z sztyletami po bokach, ubranego w czerń. Wyglądał groźnie i... dostojnie. Tak, mogłam się przy nim czuć bezpiecznie.

Koniec części czwartej.


Some kind of little world 3, Water and Sand

Dlaczego ja to powiedziałam?! Zdziwiona pytałam samą siebie. To przecież niemoralne... nawet nie jesteśmy parą. Nawet mi się nie podoba...
- Ale pamiętaj, bez żadnych podtekstów! - powiedziałam. - Chociaż chyba lepiej, jeśli dzisiaj wrócę do siebie... wiesz, tak chyba będzie najlepiej - dodałam i zarumieniona wybiegłam z mieszkania.
Ochłonęłam dopiero po chwili, będąc już w drodze na przystanek. Zatrzymałam się i złapałam za głowę. Co się ze mną dzieje?! Zupełnie nie wiedziałam, dlaczego tak zareagowałam... przecież on zupełnie nie był w moim typie. W ogóle. Nie podobał mi się. Nie. Zdecydowanie.
Moje rozmyślenia przerwał właśnie Łukasz podbiegając do mnie.
- Hej, co jest? - powiedział. - Wybiegłaś tak nagle... nawet telefonu zapomniałaś...
Rzeczywiście! Jak mogłam być tak roztargniona... taka... brakowało mi dobrego słowa na określenie tego stanu...
- Słuchasz mnie w ogóle? - przerwał moje rozważania.
- Tak, pewnie.. przepraszam, wiesz to... przepraszam noo. Ale chyba naprawdę będzie lepiej jak już pojadę.
- To szkoda... - wyraźnie posmutniał. - Jeśli będziesz chciała jeszcze kiedyś wpaść, to zapraszam.
- Pewnie... to pa - powiedziałam, próbując się uśmiechnąć, odwróciłam się i poszłam w kierunku przystanku tramwajowego.
Co jest ze mną... myślałam jeszcze przez chwilę.




Dzień minął Łukaszowi nijak. Nie potrafił zebrać myśli. Z jednej strony cieszył się, że się udało, z drugiej był zdziwiony zachowaniem dziewczyny. Nie zachowywała się w taki sposób nigdy wcześniej. Następnego dnia miał wrażenie, że lekko go unikała. Nie do końca wprost, ale było widać pewną zmianę. Nie był do końca przekonany, o co jej dokładnie chodzi. Nie potrafił zrozumieć, czego ona chciała. Nie zamienili więcej niż kilku słów przez cały dzień. Zajęcia przeminęły i powoli zaczynał się weekend, kiedy skierował się w stronę swojego domu. Było pochmurnie i wiedział, że jeśli nie dzisiaj, to najpóźniej jutro będzie padało. Rzeczywiście tak było, gdy obudził się następnego ranka zobaczył, że za oknem dosyć mocno pada. Poprzedniego wieczoru nie zrobił nic kreatywnego, po prostu posiedział, posłuchał muzyki, pomyślał trochę. Położył się wcześniej spać, dziewczyna się nie odzywała. Tym bardziej zdziwił go dzwonek do drzwi i stojąca za nimi przemoczona Marta.
- Cześć - powiedziała. - Co tam słychać? - uśmiechnęła się lekko, chociaż wyraźnie pogoda popsuła jej nastrój. Bez czekania na odpowiedź przekroczyła próg. Chłopak przyjrzał się jej jak zdejmowała sportową kurtkę przeciwdeszczową. Miała na sobie jeansy oraz czarną bluzę. Popatrzyła na niego podkrążonymi oczami, wyglądała na wyraźnie zasmuconą.
- Zrobię ci herbatę, bo jeszcze się pochorujesz - powiedział. - Coś taka smutna?
- Ta pogoda i w ogóle... nie mogłam dzisiaj zasnąć.
Słysząc ostatnie zdanie chłopak zatrzymał się w pół kroku. Przypomniało mu się jego pierwsze spotkanie z wchodzeniem w te transy. Bardzo szybko chciał coraz więcej i częściej... czyżby ją spotkało to samo?
- Coś się stało? - zapytał i ruszył dalej do kuchni. Pomieszczenie nie było wielkie, po lewej stronie od wejścia przez całą długość znajdował się blat, w którym był zlew oraz kuchenka. Na końcu stała lodówka. Po prawej stronie znajdował się mały stolik i dwa krzesła.
- Właśnie problem w tym, że nie... po prostu czułam, że potrzebuję tu przyjść... Chcę spróbować jeszcze raz - powiedziała zdecydowanie.
- Domyśliłem się - odparł.
- Dlatego przyszłam tak wcześnie -dodała szybko. Łukasz popatrzył na wiszący na ścianie zegar - było krótko po 10.
- Rozumiem.
Stali chwilę w milczeniu, które przerwała dopiero gotująca się woda.
- Po prostu nie chciałabym ci niepotrzebnie zajmować łóżka, jakbym znowu tak zasnęła.
- Ale naprawdę nic się nie stało. Napij się - podał jej szklankę z zaparzoną herbatą. - Rozgrzejesz się trochę i możemy zaczynać.
- Dzięki - uśmiechnęła się.

Kilka minut później siedziała już na fotelu w jego pokoju. Zamknęła oczy i zaczęła oczyszczać myśli, zanim jeszcze do niej podszedł. Widać było drobne zniecierpliwienie i oczekiwanie na jej twarzy. Łukasz wziął głębszy oddech i dotknął jej skroni. Po chwili świat zawirował






Tym razem czułam się zdecydowanie lepiej. Początkowa jasność nadal oślepiała, jednak zawroty w głowie nie były aż tak silne.
- Spróbuj wstać - usłyszałam jego głos. Spróbowałam posłuchać. Mięśnie początkowo nie chciały mnie słuchać, jednak szło mi zdecydowanie lepiej niż za pierwszym razem. - Spokojnie, spokojnie, nie przemęczaj się - powiedział. - Naprawdę minie jeszcze sporo czasu zanim będziesz w stanie się tutaj poruszać. Zamknij oczy, wezmę cię gdzieś, gdzie będzie zdecydowanie ładniej.
Posłuchałam i po chwili świat znowu wirował. Poczułam, że siedzę na czymś sypkim. Twarz ogrzewało mi słońce. Usłyszałam plusk fal i otworzyłam oczy. Znajdowałam się na plaży, patrzyłam na spokojne morze. Słońce znajdowało się lekko z lewej strony, ale było jeszcze dosyć wysoko, chociaż po jego pozycji można było wywnioskować, że jest już popołudnie. Plaża ciągnęła się aż po horyzont w lewo i w prawo. Odwróciłam się i zobaczyłam, ze Łukasz stoi kilka metrów za mną, na wydmie i wpatruje się w morze. Widać było, że o czymś myśli, że coś... wspomina. Za nim widać było kilka drzew, pewnie dalej znajdywał się las, chociaż nie było go widać przez zasłaniające widok wydmy. Popatrzyłam na niego jeszcze raz, miał na sobie spodenki za kolana w żółto-brązowe plamy oraz jasną, beżową koszulkę. Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie, że nie mam na sobie swoich spodni i bluzy, a jestem ubrana w strój kąpielowy i przepasana jasno czerwoną chustą ozdobioną jakimiś kwiatami. Podeszłam do niego. Pierwsze kroki szły mi dosyć sztywno, ale szło mi coraz lepiej. Trochę kręciło się jeszcze w głowie, ale było bez porównania lepiej, niż ostatnio.
- W tym świecie spędziłem chyba najwięcej czasu - powiedział. - Bardzo polubiłem ludzi, które tu zamieszkują... i nie tylko ludzi. Zresztą sama się przekonasz - uśmiechnął się. Stanęłam obok niego i popatrzyłam, co znajduje się za wydmą. Tak jak sądziłam, był tam las, chociaż oddzielał nas od niego kilkunastometrowy pas krzaków i pojedynczych drzew. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam, że daleko na horyzoncie znajdują się góry. Trochę po prawej zobaczyłam ścieżkę biegnącą w głąb lasu.
- Wcale nie jest taki duży, jak się wydaję - usłyszałam znowu jego głos. - W kilka minut znajdziemy kogoś, chcesz?
Szczerze mówiąc nie byłam już tego taka pewna. Co innego być w tym świecie, podziwiać przyrodę, piękno, móc beztrosko odpocząć, a co innego poznawać ludzi, którzy nawet nie istnieją w rzeczywistości. Chyba zaczynałam powoli rozumieć, dlaczego był taki zamyślony. Ciekawe kim była tamta dziewczyna... Czyżbym się robiła zazdrosna? Niemożliwe.
- Nie musisz się bać - uśmiechnął się. - Ze mną nic ci nie grozi.
Nie wątpiłam w to, w końcu to jego świat, więc pewnie nic się nie mogło stać. Chociaż ciekawiła mnie jedna rzecz
- A... - język początkowo był trochę zdrętwiały i musiałam kilka razy się skupić, żeby coś powiedzieć. - A... a co się stanie, jak tutaj umrę?
Uśmiechnął się lekko.
- Nie jest to zbyt przyjemne uczucie, ale generalnie się budzisz. Nie polecam zbyt mocno. Kilka dni masz potem problem się skupić...
- Wiele razy umierałeś? - przerwałam mu w pół zdania. Popatrzył tylko na mnie smutno i lekko się uśmiechnął. Następnie odwrócił i zaczął iść powoli w kierunku ścieżki.
- Chodź lepiej - rzucił do mnie.
Ruszyłam za nim, zrównując z nim swój krok po chwili. Doszliśmy do ścieżki, odwrócił się do mnie, podając mi coś.
- Masz tutaj buty. Po lesie mimo wszystko lepiej się chodzi w tym niż na boso.
W rękach miał sandały, chociaż nie zwróciłam wcześniej uwagi, żeby coś w nich trzymał. No ale w końcu to jego wymyślony świat, pewnie wiele rzeczy może zmieniać. Ubrałam je na nogi i weszliśmy na ścieżkę. Była wąska, więc musieliśmy iść gęsiego, bo chociaż las nie był zbyt gęsty, to nieprzyjemnie się szło, gdy krzaki po bokach dotykały nagiej skóry na nogach. Po jakichś dwóch minutach drzewa mocniej się rozrzedziły, znajdowaliśmy się na polanie, przed nami było niewielkie wzniesienie. Szłam teraz obok niego pod górę.
- Ładnie tu - powiedziałam.
- Dzięki - odpowiedział. - Tylko nie przestrasz się jak wyjdziemy na górę. Mieszka tam ktoś... o specyficznej aparycji, za to bardzo miły.
Zaciekawił mnie tym, chociaż jak na złość poczułam lekkie uczucie strachu. Po chwili byliśmy już na szczycie, po drugiej stronie, kilka metrów poniżej znajdowała się okrągła chata zbudowana z kamieni. Dach był pokryty drewnianą strzechą. Z komina wydobywała się stróżka dymu.
- Zanim pójdziemy dalej... musimy lekko zmienić nasz wygląd. W takich strojach nie pasujemy tu - powiedział. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. - Będzie ci pasowała czarna suknia z lekkim dekoltem i białymi falbankami, co ty na to?
- Brzmi świetnie - odparłam.
- Zamknij na chwilę oczy.
Poczułam lekkie drganie. Otworzyłam oczy. Na sobie miałam długą czarną suknie bez rękawków. Spojrzałam na Łukasza i ze zdziwienia aż westchnęłam. Miał na sobie luźne, długie spodnie, nie potrafiłam dokładnie określić z jakiego materiału. Na nogach dobrze wykonane, skórzane buty i czarną, skórzaną kurtkę. Zza pleców wystawała mu klinga miecza, zauważyłam też sztylety przy obu bokach. Wyglądał groźnie. Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Pamiętaj, że nazywam się Kaeyr. Pod tym imieniem mnie tutaj znają. Ty możesz używać dowolnego, tylko bądź w tym konsekwentna. Jak kogoś spotkamy to powiemy, że jesteś z jakiejś bardzo odległej krainy. Może to lekko zdziwić, ale spokojnie. Poza tym pamiętaj, że jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi... nie spodziewaj się, że będę ci wyciągać z rękawa buty jak na plaży - uśmiechnął się mocniej. - A poza tym to rób co chcesz. Wiesz, życie to fabularny sandbox, możesz robić co chcesz. A tego świata i tak mocniej nie zepsujesz - dodał, po czym uśmiech znikł z jego twarzy. - Chodźmy.
Zdziwiło mnie to, co mówił. Wychodziło na to, że spędził tu naprawdę wiele czasu. I naprawdę wiele musiało się zdarzyć, a przecież nie mógł być tutaj bardzo długo, bo przecież musiał chodzić do szkoły... ktoś by zauważył dłuższe nieobecności. Rozmyślenia przerwało mi pukanie w drzwi. Były zdecydowanie wyższe od Łukasza, a on nie był niską osobą. Po chwili się otworzyły i w tym momencie zrozumiałam o co mu chodziło, gdy mówił, żebym się nie przeraziła. Było to dosyć trudne - za drzwiami stał olbrzym. Miał grubo ponad dwa metry, zarówno na wysokość, jak i na szerokość, i nie chodzi o to, że był tak gruby, chociaż z powodu braku koszuli widać było spory brzuszek. Po prostu był mocno barczysty. I bardzo mocno umięśniony. Łukasz wydawał się przy nim mały, a ja czułam się jak drobinka. Chłopak podszedł do niego i mocno uścisnął.
- Kopę lat - powiedział. Twarz olbrzyma, okrągła i zdecydowanie nie należąca do przystojnych, uśmiechnęła się.
- Kaeyr! - odpowiedział. - Dobrze widzieć! - dodał, spoglądając na mnie.
- Oto Minbruk - przedstawił olbrzyma Łukasz.
- Pewnie, Minbruk - roześmiał się ten drugi. - Przydek od bruku. Droge robili. Kamień nosiłem. Duży kamień. Ciężki kamień.
- Jak zobaczysz tą drogę to zrozumiesz - szepnął do mnie Łukasz. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam.
- A ja nazywam się Maelha, miło mi cię poznać.
Poczułam pyszny zapach mięsa ze środka i zaburczało mi w brzuchu. Nie sądziłam, że mogę być tutaj głodna. Olbrzym zauważył to i powiedział:
- Zapraszam, zaprszam. Kaer i Maelha. Ładne imie - zwrócił się do mnie. - Kamień jest taki. Maelhit. Miłość przynosi. Podobno.
- Podobno - odparł Łukasz zamyślony.
- Czasem przynosi. Ale jeść lepiej. Zapraszam. Dzika mam. Zjemy. Pogadamy. Powspominamy.
- Może lepiej nie - odpowiedział wyraźnie już smutny chłopak. - Ale zjem z ochotą.

Teraz już naprawdę ciekawiło mnie, kim była tamta dziewczyna.

Koniec części trzeciej.


Some kind of little world 2, the first touch

Spadałam coraz dalej i dalej, pokonując strach, tak jak mi Łukasz nakazał. Nagle poczułam, że przestałam spadać. Leżałam na czymś twardym. Spróbowałam otworzyć oczy i otoczyła mnie całkowita jasność. Zmrużyłam oczy próbując przyzwyczaić się do światła.
- Spokojnie - usłyszałam męski głos gdzieś obok. - Oddychaj powoli... wdech... wydech... spokojnie, wyrównaj oddech...
Rzeczywiście dopiero teraz zorientowałam się, jak mocno oddycham, przez chwile poczułam że się duszę, ale jego głos dobrze mnie uspokajał. Spróbowałam otworzyć jeszcze raz oczy i przekonałam się, że nie już trochę się przyzwyczaiłam do wszechotaczającej mnie bieli.
- Spokojnie... - powiedział jeszcze raz. - Wiesz... chyba się nam udało - dodał.
Spróbowałam się obejrzeć, jednak nie było to łatwe. Mięśnie na początku odmawiały posłuszeństwa. Prostowanie rąk i nóg szło mi bardzo opornie.
- Spokojnie, spokojnie, na wszystko przyjdzie czas - męski głos powtarzał nade mną. Zaczynał mnie irytować tym swoim "spokojnie".
W końcu udało mi się odrobinę obrócić. Natychmiast zakręciło mi się w głowie... pode mną nic nie było. Tylko biel. Wszędzie biel. Zaczynało mnie to trochę przerażać.
- Spokojnie, wyrównaj oddech - powiedział jeszcze raz. - Pamiętasz jak się nazywasz? Kim jesteś? Skąd się tu wzięłaś? Jak ja się nazywam?
Spróbowałam otworzyć usta, ale poczułam tylko jeszcze większy zawrót głowy. Zamknęłam oczy i spróbowałam się skupić na równym oddechu, równocześnie próbując sobie przypomnieć. Kim jestem? Wspomnienia powoli wracały do głowy... ostatnie miesiące, tygodnie, dni, wszystko sobie powoli przypominałam. W końcu przypomniałam sobie jak przyszłam do Łukasza i miał mi coś pokazać, to miało być... to chyba to.
- U... uda... udało się - zdołałam z siebie wykrztusić, po czym znowu poczułam zawroty głowy.
- Spokojnie, zaraz powinno być ci lepiej... to miejsce... chociaż ciężko nazwać to miejscem... to taka "pustka". Nie ma tutaj dosłownie nic oprócz nas. Zawsze wchodząc w transy najpierw ląduje w tym miejscu zanim trafie w bardziej konkretne... daj mi chwilę, spróbuje nas przenieść, może tam będziesz się czuła lepiej. Tutaj rzeczywiście może być nieprzyjemnie, szczególnie na początku.
Znaczenie jego słów zaczynało docierać do mnie powoli. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa, ale nie miałam siły zaprotestować.
- Zamknij oczy jeszcze na chwilę.
Posłuchałam i po chwili poczułam, że wszystko zaczyna wirować. To uczucie było bardzo dziwne do wytłumaczenia. Po chwili wirowanie ustało a ja poczułam lekki wiaterek na swojej skórze. Otworzyłam oczy i poczułam tak głęboki zawrót głowy, że myślałam, że zemdleje.
- Spokojnie, oddychaj - Łukasz ciągle powtarzał. - Nie chcę tego jeszcze przerwać.
Powstrzymałam odruch wymiotny i otworzyłam oczy. Przed sobą miałam zapierający dech w piersiach widok. Znajdowaliśmy się na niewielkim pagórku, pośród bujnych, zielonych traw. Przed nami rozciągał się widok na liczne pagórki na których znajdowały się różnokolorowe pola uprawne. Z daleka poznawałam pszenice, kukurydze... Po lewej stronie w oddali widziałam spory las. Z daleka nie rozpoznawałam jakie drzewa w nim rosną, w każdym razie zachwycał nasyceniem zieleni. Po prawej stronie widoczne były góry. Wysokie szczyty niknęły w chmurach, gdzieniegdzie można było widać, że są obsypane śniegiem. Krajobraz istnie bajkowy. Szczególnie, że nigdzie nie było widać ani jednej żywej duszy. Zdziwiło mnie to trochę, pola uprawne i żadnych domów?
- Ten świat jest mocno niedopracowany, zachowałem go w sumie jedynie dla sentymentu. To było pierwsze miejsce, które stworzyłem. Podoba ci się? - chłopak zapytał, siadając obok mnie.
- Jest cudownie.. tylko bardzo pusto.
- Tak... wtedy nie potrafiłem jeszcze tym za bardzo sterować... jak się czujesz?
- Odrobinę zmęczona - skłamałam. Tak naprawdę byłam okropnie zmęczona i najchętniej bym zasnęła.
- Tak... widzę... wiesz co, na dziś musimy skończyć. Skoro się udało raz, to uda się znowu, nieprawdaż? Nie ma się co przemęczać.
- Ale tu jest tak przyjemnie...
- Wiem, wiem, jeszcze tu wrócimy - uśmiechnął się do mnie. - Zamknij oczy - powiedział. Zrobiłam to i po chwili znowu poczułam jak wszystko dookoła wiruje, po czym poczułam dziwne uczucie jakby lotu, a w końcu twarde zderzenie z... jedyne co mi przyszło do głowy to z rzeczywistością. Natychmiast zasnęłam.






Gdy się obudziłam, był środek nocy. Światło księżyca oświetlało pokój, ale... to nie był mój pokój. Zerwałam się z łóżka, powoli przypominając sobie, gdzie jestem i skąd się tu wzięłam. Zasnęłam zaraz po transie, pewnie na fotelu... Łukasz musiał mnie tu przenieść i położyć... swoją drogą ciekawe, gdzie on jest. Wstałam i powoli wyszłam z pokoju. Świeciło się w kuchni i tam też poszłam. Znalazłam tam Łukasza czytającego jakąś książkę.
- Cierpisz na bezsenność, co? - zapytałam. Zaskoczony oderwał się od lektury i popatrzył na mnie. Uśmiechnął się i powiedział:
- A ty wręcz przeciwnie. Przespałaś dobre sześć, siedem godzin? W każdym razie, jak tam wrażenia?
- Było super! Chcę jeszcze!
- Spokojnie - uśmiechnął się. - Przyjdź jutro wieczorem, to znowu spróbujemy.
- A ty co taki nie w humorze? - zapytałam. - Udało się, nie powinieneś się cieszyć.
- Może powinienem... w sumie sam nie wiem teraz. To co zrobiliśmy jest wbrew pozorom bardzo niebezpieczne... łatwo można stracić kontakt z rzeczywistością... potem chce się tylko żyć tam. Nie chce się wracać..
Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem, ale nie powiedział nic więcej, zamknął książkę i podszedł do mnie, po czym ni stąd ni zowąd przytulił mnie. Zaskoczona nie wiedziałam przez chwile co powiedzieć. Puścił mnie i powiedział:
- To przyjdziesz jutro? Czy zostajesz się przespać?
- Jest środek nocy, nie chciałabym jeździć po mieście w nocy... a z drugiej strony...
- ... z drugiej strony ja mam tylko jedno łóżko. Podwójne, ale jedno.
- No właśnie...
- No dobra, będę spał na podłodze. Albo wcale, w sumie ciekawą książkę czytam - pokazał na stół. Przyjrzałam się tomowi, ale nie potrafiłam rozczytać tytułu. Na pewno nie był po Polsku. Zaciekawiło mnie to.
- Co to za książka?
- Takie różne... fantastyka - uśmiechnął się. - Kiedyś ci o tym opowiem. Teraz powinnaś się wyspać.
- Możemy iść razem, ale wiesz... bez żadnych podtekstów... po prostu poleżymy obok...
- Oczywiście - odpowiedział, po czym podszedł bliżej i mnie pocałował. Zamknęłam oczy i poczułam, że cały świat dookoła wiruje. Po chwili je otworzyłam, i czułam, że leżę na łóżku.
Sama.
Popatrzyłam na zegarek, dochodziła 11. Nie wiedziałam, co było naprawdę, a co było snem. Poza tym ten chłopak, on przecież nie jest w moim typie... zastanowiłam się. Zawsze wolałam chłopaków wyższych i szczuplejszych niż on. I zdecydowanie brunetów, on był blondynem. Czy czuje coś do niego..? Niee, raczej nie...
Więc skąd ten sen?
Postanowiłam odłożyć rozmyślenia na później, a póki co wstać i poszukać go, porozmawiać. Z pokoju poszłam prosto do kuchni znajdującej się tuż obok, po prawej stronie. Nie było go tam, za to znalazłam kartkę:
Słodko spałaś, więc cię nie budziłem. Poszedłem na zajęcia. Wrócę po 12.
Łukasz

Zajęcia! Całkowicie o nich zapomniałam! No ale już za późno, nie zdążę na nie. Następne dopiero o 13, to spróbuję się trochę ogarnąć do tego czasu.
Z kuchni wyszłąm do znajdującej się na przeciwko łazienki. Pomyślałam, że w sumie mogłabym się umyć, ale nie mam swojego ręcznika... chociaż w sumie mogłabym użyć jego, na pewno się nie pogniewa. A czy się nie wstydzę? Cóż, po dzisiejszym śnie chyba nie... pomyślałam i się zarumieniłam. Poza tym do wyboru mam albo to zrobić, albo do wieczora chodzić nieumyta. Wygrał ten ostatni argument.






Nie sądziłem, że to się uda. Naprawdę jestem zdziwiony, że poszło tak łatwo! Chociaż miałem nadzieję, że zareaguje łagodniej, ale z drugiej strony wiem, co zrobiłem nie tak. Następnym razem pójdzie łatwiej i szybciej. Oczywiście mam nadzieję, że będzie następny raz... chociaż nie sądzę, żeby nie chciała.... pamiętam swój pierwszy udany raz. Jak tylko się obudziłem chciałem znowu... i znowu... teraz już wiem jakie są niebezpieczeństwa nadużywania tego. Pamiętam, że przez pewien czas żyłem bardziej w tamtym świecie, niż w prawdziwym.
A teraz?
Nie byłem pewien.
Popatrzyłem na nią jeszcze raz. Zasnęła od razu po "przebudzeniu się". Też tak miałem na początku. Pierwszy raz zawsze jest bardzo męczący, potem będzie górki. Szybko się nie obudzi, lepiej przeniosę ją do pokoju i położę w łóżku a sam prześpię się... chyba na podłodze.




Łukasz wrócił do mieszkania kilkanaście minut po południu. Zaraz po wejściu zdziwiły go dwie rzeczy; po pierwsze zapach spalonego jedzenia, po drugie dziewczyna w kuchni. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że przecież Marta u niego spała.
- I jak tam, wyspana? - rzucił przy wejściu. - Widzę, że coś dobrego zrobiłaś? - dodał nie pozwalając jej odpowiedzieć.
- Pewnie, niewiele tu masz, ale coś tam zrobiłam.
- Wygląda smacznie - odpowiedział patrząc na wyglądające zupełnie niesmaczne fragmenty... czegoś. Nie był w stanie konkretnie powiedzieć, czego. - Dzięki - dodał, próbując się uśmiechnąć.
- Nie musisz się tak krzywić, wiem, że nie potrafię gotować - odpowiedziała uśmiechając się. - Szczerze mówiąc, to nie polecam, nie nadaje się do niczego - roześmiała się, pokazując na jedzenie. - Przy okazji... skorzystałam z twojego prysznicu, mam nadzieje, że się nie gniewasz.
- Pewnie, jestem śmiertelnie obrażony - odparł uśmiechając się. Odpowiedziała uśmiechem. - Kiedy znowu masz ochotę spróbować..? - zapytał.
- Już teraz! - odpowiedziała natychmiast, uśmiechając się szerzej. Naprawdę miała szeroki zasób uśmiechów. - A kiedy mogę? - dodała.
- A kiedy masz czas?
- Choćby dziś wieczorem... tylko nie chciałabym znowu ci przeszkadzać... żebyś przeze mnie znowu spał na podłodze.
- Drugi raz już nie będzie tak męczący... mam nadzieję... chciałbym ci pokazać coś więcej, niż tylko pola...
- Pewnie, tym bardziej, że teraz już wiem co mnie czeka..
- Czyli przychodzisz wieczorem - przerwał jej w pół zdania.
- Żebyś znowu spał na podłodze..?
- Przyzwyczaję się - odparł uśmiechnięty.
- Wiesz co.. zobaczę... - odpowiedziała i zamyśliła się na chwilę. - W sumie to nie musisz spać na podłodze. Zmieściłbyś się obok.

Uśmiechnął się w odpowiedzi.

Koniec części drugiej.


Own little world, cz. 1


Welcome to a world,
where the air I breathe is mine.

Nothing to overhelm me,
and nothing to cloud my mind.
Be anyone, do anything I'd never want to try
Time doesn't exists here

I will never die
~Celldweller


Otworzyłem oczy. Leżała obok mnie. Długie, czarne włosy spływały po jej nagich plecach. Księżyc oświetlał szczupłe ciało, a ja nie mogłem się napatrzeć. Chciałem dotknąć gładkiej skóry, jednak nie mogłem się poruszyć. Zamknąłem oczy przypominając sobie, że to nie jest prawda. Że znowu wszedłem w trans. Nie umiałem inaczej. Otworzyłem oczy ponownie, siedziałem na łące opadającej lekko w dół, w kierunku płynącej w dolinie rzeki. Dalej rozciągały się kilometry lasów, na horyzoncie niewyraźnie widać było góry. Zrobiłem głęboki wdech i wstałem. Powiał lekki zachodni wiatr. Obróciłem się lekko w prawo patrząc na znikające powoli za horyzontem słońce. Czas wracać, pomyślałem. Nie mogłem zostawać tutaj zbyt długo, i tak w ostatnim czasie przychodziłem tutaj za często. Rzeczywistość, tak czarna i nasycona cierpieniem, odchodziła coraz dalej i dalej, bałem się, że w końcu stracę z nią kontakt i nie będę w stanie rozróżnić co dzieje się naprawdę, a co jest tylko skutkiem ćwiczonych od wielu lat medytacji. Świat, który tworzyłem tu przez cały ten czas, wydawał się niemal idealny. Niestety świadomość, że nic z tego nie jest prawdą była przytłaczająca. Kilka tygodni temu postanowiłem przyprowadzić tutaj kogoś z prawdziwego świata. Wiedziałem, ze jest to teoretycznie możliwe, jednak nigdy dotąd nie próbowałem tego robić. Odwróciłem się i zobaczyłem drzwi. Wyjście. Ostatni raz popatrzyłem na zachodzące słońce i nacisnąłem klamkę.

Otworzyłem oczy. Lekki zawrót głowy, jak zawsze wracając do rzeczywistości. Usiadłem na łóżku, opierając głowę o ręce. Popatrzyłem na zegar - minęło półtorej godziny, czyli dokładnie tyle, ile sobie założyłem. To ważne, gdybym zaczął spędzać tam zbyt dużo czasu musiałbym przerwać medytacje na jakiś czas. Ostatni raz stało się to półtorej roku temu, przerwa skończyła się dopiero trzy miesiące temu. Potrzebowałem tego zbyt mocno. Odcięcia się od świata, w którym Ona mnie nie chce, nie kocha. Wolałem być w swoim małym, wymyślonym świecie, w którym nic nie jest prawdą, niż wrócić do alkoholu, narkotyków i myśli samobójczych. Niemniej nie udało mi się to. Popatrzyłem za okno, powoli zachodziło. Wyszedłem na taras, mieszkanie w penthousie miało tę dużą zaletę, że człowiekowi zdawało się, iż jest na szczycie świata. Przede mną widniały przedmieścia a dalej, na horyzoncie złociste pola. Oparłem się o barierkę. Za pół godziny przyjdzie do mnie. Będzie miała problem, który tylko ja będę mógł rozwiązać. Problem z rzeczywistością. Przyjdzie więc do specjalisty w tej dziedzinie, do osoby, która pomoże jej odciąć się od niej, zapomnieć na chwilę o świecie. Jednak tym razem nie dam jej kolejnych gramów niszczących jej słaby organizm, tym razem pokaże jej swój mały świat...
To be continued...



Some kind of little world

Cześć Marta.

Chciałbym ci coś pokazać. Pamiętam naszą wczorajszą rozmowę, chciałaś trenować walkę mieczem, ale przecież mamy XXI wiek, nie ma gdzie, nie ma z kim. Dlatego chciałbym cię zaprosić do mnie. Przyjdź jak będziesz miała czas.

SMS od Łukasza z rano bardzo mnie zdziwił. O co mogło mu chodzić? Znaliśmy się już kilka miesięcy, ale między nami nic więcej nigdy nie było. Szczerze mówiąc nie był w moim typie, ja w jego chyba też nie. Czasem rozmawialiśmy, ale w sumie rzadko, dopiero w ostatnim czasie więcej, zmieniono nam plan zajęć i mamy kilka pół, albo całogodzinnych przerw. Wczoraj właśnie rozmawialiśmy o walce na miecze. Gdy byłam młodsza trenowałam z bratem, ale to było dobre kilka lat temu i to bardziej tak dla zabawy. Łukasz powiedział, że on też kiedyś trenował, ale nie chciał powiedzieć nic więcej. Dzisiaj się nie widzimy, nasze zajęcia się rozmijają.
Ale w sumie zaciekawiło mnie, o co mu chodzi. Może po południu się tam przejdę.






Patrzyłem się na telefon, na wysyłającą się wiadomość zastanawiając się, czy dobrze zrobiłem. Nie chciałbym się ośmieszyć. Co prawda nie zależy mi bardzo na niej, ale mimo wszystko, nie chciałbym aby moje teoretyczne rozważania okazały się fałszywe, nie chciałbym, żeby to nie była prawda. Zresztą w sumie nie jest specjalnie w moim typie, poza tym mam dziewczynę. Szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy Marta o tym wie, zresztą co za różnica, nie podoba mi się i tyle.
Z drugiej strony zaintrygowała mnie sobą, jest trochę inna niż inne dziewczyny... ale nie, nie jest w moim typie. Poza tym mam już dziewczynę. Ja nie zdradzam. Poza tym muszę się zbierać na zajęcia.
Mimo wszystko szkoda, że jej dzisiaj nie zobaczę
Cześć Łukasz.

Zaciekawiło mnie to, o czym napisałeś. Wpadnę koło 17.

Nie spodziewałem się, że odpisze tak szybko. Dochodziła 12 i miałem za sobą już pierwsze zajęcia, nie myślałem, że będzie chciała już dzisiaj przyjść. Szczerze mówiąc trochę mnie to zestresowało, ale z drugiej strony miło, ze chce przyjść. Mam nadzieje, że wszystko się uda i pójdzie zgodnie z planem. Przemyślałem wszystko od rana i jestem prawie pewien, że musi się udać, jednak nie chciałbym zawieść samego siebie... i chyba jej też. No cóż, przekonamy się wieczorem. Jeśli się uda, to będzie ciekawie, jeśli nie - trudno.
A teraz pewnie nie będę się mógł skupić na zajęciach.






Być może postąpiłam głupio, no ale raz się żyje, poza tym nie mam specjalnie wiele do roboty w domu. W najgorszym razie zanudzę się u niego w domu a nie u siebie, najwyżej nie przyjdę drugi raz do niego. Szkoda, że jeszcze tyle godzin zostało, tak, wiem, że jestem w gorącej wodzie kąpana i chciałabym wszystko od razu, no ale cóż, już taka jestem i tyle. Nie lubię czekać. Zawsze chcę mieć wszystko, tu i teraz.
Mam nadzieję, że będzie warto poczekać te kilka godzin.






Słońce wisiało jeszcze wysoko nad zachodnim horyzontem, gdy dochodziła 17. Łukasz jak zwykle wolał być chwilę wcześniej, niż chwile za późno i czekać na drugą osobę, niż kazać jej czekać na siebie. Nawet mimo to, że wiedział, że Marta zawsze się spóźnia. Stał, ciesząc się wiosennym słońcem, czując jak szybko nadchodzi lato. Zadowolony patrzył na rozciągające się przed sobą pola. Jednak piętnaście minut później zaczął się obawiać, że zmieniła zdanie, tylko z jakiegoś powodu nie napisała mu o tym, albo po prostu o nim zapomniała. Postanowił poczekać jeszcze chwilę. Pięć minut później wyszła z budynku uczelni, uśmiechnięta jak zawsze. Długie, czarne, kręcone włosy powiewały przy każdym kroku. Była wysoka i szczupła, do tego miała na sobie czarną sukienkę do połowy ud w różowe kwiatki, czarne legginsy, a  na ramionach jeansową kurteczkę. Wyglądała świetnie. Łukasz trochę się zmieszał tym, że on nie był jakoś specjalnie ubrany, jednak szybko sobie przypomniał, że przecież ona tak się na codzień ubiera. Jej rodzice byli lekarzami, więc na brak gotówki na nowie ubrania nie mogła narzekać. Zaczął się zastanawiać, jak ładnie musi wyglądać, gdy ma jakąś specjalną okazję. Rozmyślania przerwała mu ona sama:
- Cześć Łukasz - powiedziała, uśmiechając się.
- Cześć - odpowiedział. - Jak tam minął dzień?
Powoli ruszyli w kierunku jego domu. Łukasz mieszkał tuż obok uczelni, więc mając słońce po prawej stronie postanowili przejść się ten kawałek na nogach, rozmawiając o różnych rzeczach. Piętnaście minut później byli już pod klatką schodową. Marta była tu już kilka razy, ale zawsze nie potrafiła się powstrzymać przed pomyśleniem, że tak mądry chłopak jak on powinien mieszkać w lepszych warunkach. Wynajmował mieszkanie w starej kamienicy, jednym z niewielu tak starych budynków w okolicy. Dookoła znajdywały się już w zasadzie same wielopiętrowe, nowe bloki. Jednak te kilka kamienic, które pozostały, były zabytkami. Swoją drogą robiły też specyficzny nastrój, niektórzy go lubili. Niestety miało to też swoje złe strony, były to jedne z najtańszych mieszkań, więc w większości były zamieszkane przez.... niekoniecznie elitę społeczeństwa. Dla Łukasza jednak najważniejsza była niska cena. Na wynajmowanie mieszkania w jednym z bloków nie byłoby go zwyczajnie stać. Nie pochodził z zamożnej rodziny, rodzice oczywiście nie szczędzili mu pieniędzy na edukacje... ale z pustego nawet Salomon nie naleje.
Weszli po schodach na drugie, najwyższe piętro. Chłopak otworzył drzwi i weszli do środka.
- Napijesz się czegoś? - zapytał.
- Tylko wodę poproszę - odpowiedziała i uśmiechając się usiadła na fotelu. - Więc co chciałeś mi pokazać? - zapytała.
Zestresowany przyniósł jej szklankę wody, odetchnął i powiedział:
- Wiesz, to może być trochę dziwne, ale... mam pewną teorię. Nigdy dotąd jej nie przetestowałem, więc nie wiem... szczerze mówiąc, nie spodziewam się, że w ogóle zadziała...
- Mam się bać? - odpowiedziała wciąż uśmiechnięta. Trudno było ją przestraszyć, poza tym wiedziała, że gdyby doszło co do czego, to chłopak nie miał z nią żadnych szans. Od dziecka trenowała wiele sportów, w tym sztuki walki, więc gdyby chciała mogłaby się od niego bez problemu uwolnić. Gdyby chciała. Nie zdążyła się jednak nad tym głębiej zastanowić, gdyż chłopak kontynuwał
- ... chodzi mniej więcej o to, ze potrafię wprowadzić samego siebie w pewnego rodzaju trans, w którym jestem w zupełnie innym miejscu... mogę wybrać kim chcę być i takie tam... w każdym razie podejrzewam, że jest możliwe wspólne wejście w tego rodzaju stan.. to mogłoby być... ciekawe. Wiesz, wyobraź sobie cokolwiek, nie wiem, średniowiecze, z walką na miecze, łuki czy... magie... albo odległą przyszłość. To wszystko nie dzieje się naprawdę, ale ty czuje się, jakbyś była całą sobą w środku, możesz robić co chcesz...
- Brzmi ciekawie - powiedziała, i się roześmiała.
- Nie śmiej się! - odpowiedział i uśmiechnął się. - Wiem jak to brzmi, ale to działa, wiele razy sam wchodziłem w taki stan, uwierz mi, jest warto.
- I jak chciałbyś to osiągnąć razem ze mną?
- I właśnie tu się zaczyna moja teoria... mózg człowieka działając wytwarza pewnego rodzaju fale, które tworzą swojego rodzaju aurę dookoła głowy. Uważam, że można spróbować zinterferować te fale ze sobą nawzajem, wtedy mogłabyś osiągnąć ten sam stan co ja... ale wiesz, to tylko teoria... tak naprawdę nie wiem, co się może stać.. o ile cokolwiek się stanie.
- Hm... wiesz co, szczerze mówiąc nie wierzę, że coś takiego jest w ogóle możliwe, ale w sumie z ciekawości... czemu nie - odparła, uśmiechając się.
- Okey, w takim razie usiądź wygodnie..
- Już siedzę wygodnie! - roześmiała się. - Co jak co, ale fotel akurat masz super.
- Dzięki - uśmiechnął się do niej. - Chodziło mi o to, że musisz się odprężyć, rozluźnić mięśnie, zamknąć oczy, spróbować nie myśleć o niczym...
- Znam dobrze judo i karate, więc bez żadnych głupich pomysłów! - powiedziała, ciągle uśmiechnięta. - Okey, to zaczynamy... A w ogóle jak chcesz interferować te fale?
- No właśnie... jeśli ci nie będzie to odpowiadało, to powiedz, nie musimy próbować...
- No właśnie co..?
- Położę ci ręce na skroniach.
- I tyle?
- Tak.
- Aaa.. to spoko... już sie bałam, że będziesz chciał wykorzystać moment i położyć je gdzie indziej. Okey, już się odprężam, rozluźniam, możemy zaczynać.

Zamknęła oczy i zaczęła próbować myśleć o niczym. Nie było to łatwe, szczególnie w momencie jak poczuła jego dłonie na swoich skroniach. Poczuła, jak pulsują i po chwili zaczęło się jej wydawać... że spada. Zerwała się wystraszona.

- Co to było?! - krzyknęła, próbując się opanować.
- Co..? Poczułaś coś? - odpowiedział zdziwiony.
- Takie uczucie jakbym... spadała? - odpowiedziała podekscytowana.
- To... to znaczy, że to działa - odpowiedział również podekscytowany. - Chociaż szczerze mówiąc myślałem, że potrwa to dłużej... wiesz co, to uczucie jest normalne, myślę, że to będzie najtrudniejsza część na początku, pokonać odruch ucieczki od tego... spadania... jak zaczynałem to też miałem z tym spory problem. Spróbuj to opanować, to potrwa tylko chwilę... jak skończysz spadać to spróbuj otworzyć oczy... gotowa?
- Tak - odpowiedziała, a on znowu położył ręce na jej skroniach. Po chwili znowu się zerwała i przepraszając powiedziała, żeby spróbował jeszcze raz. Za trzecim razem również się nie udało.

Udało się za to za czwartym.

Koniec części pierwszej.