Wybory nie będą sfałszowane, wygra Andrzej Duda, oraz PSL

Dużo osób mówi że wybory zostaną sfałszowane. Chciałbym podzielić się przemyśleniami dlaczego uważam, że tak nie będzie, i dlaczego PSL ma szansę być największym zwycięzcą tych wyborów, nawet jeśli prezydentem zostanie Duda.

  1. Sondaże wyborcze. Od dobrych kilku lat ostatnie sondaże przedwyborcze są bardzo blisko finalnych wyników. Wiadomo, zawsze są drobne fluktuacje ale to już nie czasy gdy tydzień przed wyborami daje się jednemu kandydatowi 5% poparcia a tydzień później on wygrywa.
    W ostatnim sondażu Ipsos dla Oko.Press Andrzej Duda ma 63% poparcia. Nie mówię o sondażu dla TVP i innym przychylnym PiSowi mediom. Oko.Press to jedno z najbardziej hejtujacych władzę pism. A nawet oni dają Dudzie mocne zwycięstwo w pierwszej turze.
  2. Kontrowersja związana z wyborami korespondencyjnymi jest taka, że "łatwo podrobić głosy". W Polsce do głosowania uprawnionych jest ok 30 mln osób, najczęściej głosowało 15 mln, więc wymagana do zwycięstwa w I trurze połowa to jakies 7.5 mln głosów. Zróbmy czarny dla Dudy scenariusz, w którym zdobywa legitnych 6 mln głosów. PiS w wyborach parlamentarnych w 2019 zdobył 8mln, więc to byłby dużo gorszy wynik dla tej partii od tamtych. Oznaczałby to, że musieliby podrobić jakieś 1.5 mln głosów. W Polsce jest 49 okręgowych komisji wyborczych, co daje średnio 610 tys uprawnionych na komisję. Przy założeniu 50% frekwencji musieliby lekko licząc przekupić 5 komisji, wraz z wszystkimi obserwatorami itd. Oprócz tego wydrukować gdzieś te 1.5 mln kart do głosowania, podbić je pieczątkami, wypełnić. Nie mówię, że to niemożliwe, jednak takie przedsięwzięcie wymagałoby przynajmniej kilkuset a zapewne kilku tysięcy zaangażowanych osób, robiąc wszystko w konspiracji. Patrząc na punkt 1 wydaje mi się, że PiSowi to się zwyczajnie nie opłaca, przynajmniej w pierwszej turze. High risk, low reward. To byłoby Watergate w wersji polskiej.
    I to przy założeniu 50% frekwencji, czyli takiej jak była 5 lat temu, gdy ludzie musieli w niedzielę ubrać się, wyjść z domu, zagłosować. Takiej sytuacji jak teraz nie mieliśmy nigdy ale całkiem możliwe że będziemy mieć rekordowo wysoką frekwencję (czy w tym przypadku liczbę ważnych głosów), co oznacza, że całe przedsięwzięcie będzie jeszcze trudniejsze bo trzebaby jeszcze więcej głosów podrobić.
  3. Bojkot wyborów, czyli najdziwniejsza kampania w historii naszych wyborów. PO bardzo zależy na bojkocie wyborów, bo wiedzą, że aktualnie nie mają szans na zwycięstwo, a mogą stracić dużo więcej, niż tylko te wybory. Kidawa od dłuższego czasu nie przekracza w sondażach 10%. Wyprzedzają ją kandydaci bez poparcia największej partii opozycyjnej, bez poparcia jakiejkolwiek pattii. Dla PO jest to potężny cios w policzek, politycy są świadomi, że grunt usuwa im się spod nóg, że ich wyborcy od nich uciekają czy to do Lewicy, czy do PSL i innych opozycyjnych partii. Bojkot i próby zablokowania wyborów to dla nich jedyny sposób na utrzymanie się na powierzchni. Pozostali kandydaci też to zrozumieli, Lewica i PSL mają szansę dzięki tym wyborom znaleźć się na topie opozycji. Pewnie, wygrać ich kandydatom będzie trudno z Dudą, ale im większe poparcie zdobędą dla swoich kandydatów tym lepsza pozycje będą mieć w następnych wyborach. Co prawda jest do nich jeszcze dwa lata, ale nigdy nie wiadomo co wydarzy się po drodze, a budowanie kapitału wyborczego jest zawsze dobre. Np. jeśli Kosiniak Kamysz zdobędzie 15% poparcia, to wcale nie będzie przegranym, w poprzednich wyborach 5 lat temu kandydat PSL miał 1.6% poparcia. Będąc na pozycji zwycięzcy zawsze można próbować podkupywać posłów do dołączenia się do partii itd.
  4. Rozbicie w partiach. Moim ulubionym etapem historii polskiej polityki jest Sejm II Kadencji, gdzie SLD, mocno kojarzone wtedy z komunizmem, ledwo 4 lata po pierwszych częściowo wolnych wyborach, stało się największą partią w Polskim Sejmie. Było to możliwe dzięki temu, że w prawicy tamtych lat sprawdzało się powiedzenie "gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie polityczne a każdy ciągnie w swoją stronę". SLD skupiało całą Lewicę i to dało im zwycięstwo. PiS zrobił to samo w 2015 roku. Podział nie był wtedy tak duzy jak 22 lata wcześniej, ale i tak koalicji udało się zebrać pod jeden sztandar kilka ugrupowań. Warto pamiętać, że wciąż jest to koalicja. Takie twory mają to do siebie, że mogą się zacząć chwiać. Najlepszym kandydatem jest tutaj Zjednoczona Prawica Gowina. W tym momencie moim zdaniem nie ma szans, że on odejdzie do PO, a tym bardziej do Lewicy, natomiast jest szansa, że jeśli będzie chciał lepszej pozycji w Rządzie to dogada się z PSL. Tu dopatrywałbym szansy tej ostatniej partii na prawdziwe zwycięstwo, czyli rozbicie, przynajmniej częściowo koalicji rządzącej, albo wprowadzenie jednej osoby do rządu. Historycznie nie byłoby w tym nic niemożliwego, PSL było zawsze znane z umiejętności dogadywania się z partiami rządzącymi. Jest tu też szansa na przedterminowe wybory. Minimalna, ale prawda jest taka, że to byłoby najlepsze na co opozycja może liczyć w tym momencie. Na tym najwięcej zyskałoby PSL i Lewica, najwięcej straciło PO i PiS. Pierwsze dwa zyskałoby większą ilość posłów kosztem PO, PiS mógłby stracić samodzielną większość.

To ostatnie to dlaczego PiSowi tak zależy na jak najszybszych wyborach z jak najbardziej miażdżącą przewagą Dudy w I turze, dlaczego PO zależy na odwleczeniu ich jak najbardziej, najlepiej tak długo żeby mogli podmienić kandydata na kogoś kto ma jakiekolwiek szanse (choćby posła Budkę), i dlaczego PSL I Lewica chcą generalnie wyborów ale może za kilka miesięcy, żeby zdobyć jeszcze lepszy wynik, niż zdobędą teraz.

Na koniec: PiS ma wszystkie karty w ręce. Wybory się odbędą, niezależnie od tego jak bardzo głośne będą krzyki żeby je przesunąć. Jedyna opcja żeby je odłożyć to byłoby udane votum nieufności wobec rządu i jakiś stan wyjątkowy z tego powodu, jak dla mnie coś kompletnie nierealnego. Opozycja jednak może bardzo dużo ugrać. Przykładów na poparcie tego nie trzeba szukać daleko, wiele osób w poprzedniej kadencji dostało się do Sejmu tylko dzięki dobremu wynikowi Kukiza w I turze. Jeśli popatrzymy na najbliższy rok, to najwięcej do wygrania ma teraz PiS. Jeśli na najbliższe kolejne 2-3 lata - Lewica i PSL. PO przegrywa w każdym z tych scenariuszy i dlatego chwyta się każdego rozwiązania żeby wybory podważyć.