Odpowiedź na marzenie o powrocie w polityce... Tylko do czego?

Na jednym z forów została postawiona teza, marzenie o powrót do stanu polskiej polityki sprzed PiSu, czyli w domyśle sprzed 2015 roku. Oto moja odpowiedź.

Stanu sprzed PiS nie ma, a jeśli go gdzieś szukać to w latach 1993-1997.

Główną przeszkodą jest obecna konstytucja. Warto tu przypomnieć, dlaczego wygląda ona w taki a nie inny sposób. Została wprowadzona przez SLD w czasach, kiedy na prawicy na jednego polaka przypadały dwie partie i każdy ciągnął w swoją stronę. Generalnie wyniki wyborów z 1993 to trochę kawał, bo jak inaczej nazwać to, że największą partią w Sejmie po 50 latach komuny, w drugich całkowicie wolnych wyborów, została partia składająca się wtedy głównie z postkomunistów. Za to bardzo scentralizowanych komunistów. W wynikach z tych wyborów widać 33 komitety wyborcze, w tym 19 ogólnopolskich. Dla porównania w 2015 komitetów było 15, w tym 8 ogólnopolskich. Łącznie wszystkie partie poniżej progu wyborczego dostały w 1993 35.5% głosów, czyli więcej niż SLD i PSL (2 największe wtedy partie w Sejmie) razem wzięte!

Referendum konstytucyjne wtedy to też trochę kabaret. Prawica uznała, że nie pójdą głosować, żeby bez progu 50% frekwencji referendum było nieważne... Problem w tym, że nie było takiego progu. Do głosowania poszło 42.86% uprawnionych - mniej niż w jakichkolwiek wyborach parlamentarnych, a głosowanie było od tych zdecydowanie ważniejsze. W końcu SLD udało się już w 97 wymienić, a konstytucji do dziś nie. Mimo to ledwo zostało wygrane - stosunkiem 53.45% do 46.55% głosów. Łatwo można policzyć, że na "Tak", za obecną uważaną czasem za świętą i nienaruszalną konstytucją zagłosowało w 97 roku 22.76% uprawnionych polaków do głosowania. Czyli w zasadzie ówczesny elektorat SLD.

Można śmiało powiedzieć, że konstytucję napisali komuniści, aby ułatwić utworzenie monowładzy w nowo powstającym państwie polskim.

Co więcej, sami się zabezpieczyli przed takim samym problemem w przyszłości, zgodnie z obecną konstytucją referendum konstytucyjne musi mieć 50% frekwencji i uzyskać ponad 50% głosów na tak aby było ważne. Czyli zgodnie z obecną konstytucją obecna konstytucja byłaby nieważna.

Polacy w niej są pozbawieni de facto jakiegokolwiek wpływu na kształtowanie polityki. Pewnie, można wybrać między PO/KO a PiSem, natomiast próg wyborczy gwarantuje, że małe partie nigdy nie dostaną się do Sejmu, przez co bardzo ciężko rozkruszyć te dwa bloki. Od 2005 roku rządzi na zmianę PO albo PiS i nic nie zapowiada się, aby miało to się zmienić. Brak wiążących referendów, czy wpływu zbierania podpisów na cokolwiek. Do tego fakt, o którym mało kto pamiętał przed wypowiedziami Kukiza z poprzednich wyborów, a o którym ludzie znowu zapominają - nie głosuje się na człowieka, tylko na partie. Sam fakt tego, że niezależnie który numer z partii dostanie najwięcej głosów to i tak wchodzi numer 1 do sejmu, to przecież kawał z demokracji w najlepszej formie.

Osobiście nie widzę w tym momencie szansy na zmianę tego. Polska jest podzielona bardzo mocno na dwa obozy i obu obozom pasuje ten podział. Usunięcie progu wyborczego czy zmiana ordynacji wyborczej na coś bardziej bezpośredniego nie jest na rękę ani PiSowi ani PO, równocześnie tylko te dwie partie mają w tym momencie środki i poparcie umożliwiające im w ogóle realną walkę o władzę.