Ziarno Prawdy #4 - Fragmenty Przeszłości

Obudził się. Stracił rachubę czasu od wejścia do zamku. Siedział w jednej z wielu podziemnych sali znajdujących się w korytarzach pod ruinami. Czuł się dziwnie. Cały czas nie rozumiał wydarzeń ostatnich godzin. Próbował przypomnieć sobie, co naprawdę się wydarzyło. Wspomnienia były niewyraźne, jednak pewnych rzeczy był pewien.

Leżał patrząc w czerwień jej oczu. Bał się, a mimo wszystko nie mógł się poruszyć, chciał uciekać, a równocześnie chciał przy niej zostać. Wewnętrzna walka spowodowana strachem i pożądaniem. Uśmiechnęła się do niego szerzej, nachyliła się i pocałowała. Cały świat stanął w tym momencie w miejscu i zawirował. Nie liczyło się dla niego nic więcej oprócz ciepła jej ust.

Z następnych wydarzeń pamiętał tylko urywki. Po pocałunku stała się dla niego całym światem i zanim doszedł do siebie zorientował się, że prowadzi go poprzez labirynt korytarzy. Wiedział, że nigdy stąd sam nie byłby w stanie wyjść. W końcu doprowadziła go do sali, w której teraz siedział. Nie był zamknięty, więc nie mógł mówić, że jest więźniem, jednak nawet gdyby chciał wyjść to nie miał pojęcia, w którą stronę się kierować. Siedział więc przy sporym, drewnianym stole, koło którego stało kilka starych, jednak masywnych i dobrze zachowanych krzeseł. Poza tym w pomieszczeniu nie było nic więcej. Nie było nawet okna, jedynym źródłem światła były pochodnie przyczepione do ścian. Czuł się samotny, opuszczony i zdradzony.

W końcu usłyszał kroki na korytarzu. Zbliżała się, wiedział to. Otworzyła drzwi i uśmiechnęła się. Wyglądała teraz normalnie, nie miała czerwonych oczu i bladej twarzy, jednak nie miała na sobie swojego stroju - była ubrana w długą, czarną suknie.
- Przepraszam, że tak to wyszło - powiedziała. - Ale gdybym ci po prostu wszystko opowiedziała, nie uwierzyłbyś. Wszystko zaczęło się dawno przed tym jak któreś z nas się urodziło




15 dzień po 2 drugiej pełni, rok 238 3. ery

Wiedziała, że umiera. Trafiła kosa na kamień, jak to mawiają ludzie. Miała na swoim koncie już 6 udanych morderstw, w większości przypadków przeciwnicy nawet nie potrafili się bronić.
Tym razem było inaczej.

Mężczyzna, który był celem spał. Podeszła bliżej i wyjęła powoli nóż. Bezdźwięcznie zbliżyła się do niego, powoli przystawiając ostrze do jego gardła. Gdy była bliziutko, tuż, tuż, zerwał się, łapiąc ją za nadgarstek, wyrywając nóż z dłoni. Zaskoczyło ją to i ułamek sekundy minął zanim pozbierała się na tyle, by sięgnąć drugą ręką po zapasowy nóż. Ten ułamek wystarczył, by poczuła, jak jego ostrze przebija skórę a następnie ból masakrowanych organów wewnętrznych. Puścił ją i osunęła się na ziemię. Spojrzała w dół i zobaczyła, jak krew wydostawała się szybko na ziemię z jej ciała. Wiedziała, że nie zostało jej wiele czasu. Mężczyzna odwrócił się i patrzył przez okno w zamyśleniu. Sięgnęła pod koszulkę, znalazła go, swój naszyjnik, który otrzymała przed wieloma laty w wiosce. Miał pomóc jej w niebezpieczeństwach. Wyczuwała w nim magię, jednak nikt nie wiedział jak on działa. Spojrzała na niego. Niebieski kamień zatopiony częściowo w srebrze lśnił w blasku wschodzącego słońca. Nie miała dużo czasu, skupiła się na nim. Przypuszczała, że jest to możliwe, chociaż nigdy wcześniej nikomu się nie udało. Zakręciło się jej w głowie. Ostatnim co zobaczyła był zaskoczony wzrok mężczyzny, który odwrócił się na dźwięk huku.

O tajemniczym artefakcie zapomniano na wiele lat. Krążyły o nim legendy, jednak nikt go nie widział na własne oczy. Mówiło się o tajemniczej mocy, jaką miał posiadać, z czasem wyolbrzymiano pogłoski tak bardzo, że rzekomo miał dawać niemal boską moc.

W końcu został odnaleziony

7 dni przed końcem 3. ery, rok 538

Wybuch całkowicie zaskoczył Iridię. Jeszcze nigdy nie widziała takiej mocy uwolnionej w jednym momencie. Otrząsnęła się z pyłu, chociaż była już w sporej odległości od budynku to fala uderzeniowa przewróciła ją na ziemię, wstała i stwierdziła, że na szczęście nic się jej nie stało. Odwróciła się i zobaczyła, że z domu, w którym przed chwilą była, nie został kamień na kamieniu.
Przemierzała pustkowie w podróży do Sa'aldinu i takie domy, chodź były rzadkością, pozwalały przeżyć tą podróż. Ludzie tu mieszkający zajmowali się głównie uprawą roli, niekiedy również hodowali zwierzęta. Podróżnikom sprzedawali prowiant, pieniądze wydawali u przemierzających te tereny kupców, zmierzających z jednej krainy, do drugiej.
Iridia postanowiła zbadać ruiny. Podeszła bliżej i zauważyła, że większość ścian została wręcz stopiona. Od kilku dni słyszała o dziwnych wydarzeniach, zwiastujących nadejście nowej ery, jednak wątpiła w ich prawdziwość. W końcu miała dowód przed własnymi oczami. Weszła między rozrzucone kamienie, licząc na to, że może znajdzie coś cennego. W końcu jeśli nie ona, to zrobi to ktoś inny, a nie przypuszczała, żeby komuś ewentualne złoto przydałoby się bardziej, niż jej. Do celu pozostały już tylko 2 dni drogi, jednak zapasy, szczególnie złote monety, kurczył się zbyt szybko, bała się, że na miejscu będzie musiała od razu szukać pracy, zanim odpocznie po kilkunastu dniach podróży. Przeglądała pobieżnie ruiny, nie chciała stracić zbyt wiele czasu tutaj, jednak nic nie znalazła. Już miała wracać do przerwanej podróży, gdy między kamieniami dostrzegła, że coś odbija promienie słoneczne. Podeszła bliżej i dostrzegła mały, srebrny obiekt. Podniosła go i zachwyciła się pięknem jego wykonania. Niebieski kamień zatopiony w srebrze.
- Ślicznie wyglądałby na szyi - pomyślała. Dostrzegła, że jest w nim specjalne miejsce, w który można dać srebrną nić, niestety nie miała pod ręką nic odpowiedniego. Schowała go do sakiewki, którą zawsze miała przy sobie, z postanowieniem, że będzie to jej ostatnia deska ratunku i sprzeda go tylko, gdyby miała głodować.
Ruszyła w dalszą podróż.

2 dni później, okolice Sa'aldinu, stolicy Astarii

- W końcu dotarłam - powiedziała do siebie patrząc z góry na miasto. Na żywo wydawało się jeszcze piękniejsze. Białe budowle najstarszej części miasta - Gildii - lśniły w słońcu. Właśnie tam zmierzała, chociaż wątpiła, by została przyjęta. Legendarni wojownicy szkoleni byli tylko z najznamienniejszych rodów Astarii i chociaż zdarzało się, że przyjmowali człowieka "znikąd", to wątpiła, by jej się to udało. Niemniej zamierzała spróbować. Popatrzyła jeszcze raz na rozległe miasto. Nawet stąd widać było podział na 3 dzielnice - Gildię, wraz z Pałacem Królewskim, znajdujące się w samym centrum i otoczone najwyższym murem, który zdawał się być tak wysoki, że wątpiła, by był jakikolwiek sposób wspięcia się na niego przez agresorów. W następnym kręgu znajdowała się dzielnica najbogatszych ludzi. Czerwone dachówki i białe ściany lśniły w słońcu, lecz nie prezentowały się aż tak wspaniale jak środkowy krąg. Najbardziej zewnętrzny krąg, otoczony "najgorszym" murem, który swoją drogą wciąż był bardzo ciężki do zdobycia, ten krąg był dzielnicą mieszczan. Tam mieszkali wszyscy rzemieślnicy, targi oraz rozrywki dla zwykłych ludzi. Biedota musiała mieszkać na zewnątrz. Każde miasto miało swoje ciemne strony i nawet Sa'aldin nie mógłby istnieć bez slumsów.
W końcu napatrzyła się i ruszyła w kierunku miasta, które miało zmienić całe jej życie.




Podobało się? Polub Ziarno Prawdy na facebooku

Nie czytałeś poprzednich części? Wszystkie na http://zp.dawid-izydor.pl


Ziarno Prawdy #3 - Podróż w nieznane

Telefon w końcu się odezwał. Dzwonił do dziewczyny z koncertu już kilka razy, jednak nie odbierała. Tym razem to ona zadzwoniła. Odebrał ucieszony i długo rozmawiali. Był jeszcze bardziej uśmiechnięty, gdy dowiedział się, że dziewczyna przyjeżdża w góry.

- Też pojadę - powiedział do siebie. - Pojadę i w końcu ją znowu zobaczę.

Od ostatniego dziwnego snu minęły już ponad dwa tygodnie, a wakacje zbliżały się do końca. Nic ciekawego nie wydarzyło się w tym tygodniu, więc w pamiętniku zapisywał wspomnienia z ostatnich lat. Codziennie przybywało kilka stron i powoli zeszyt zaczynał się kończyć.
- Trzeba będzie poszukać czegoś grubszego - pomyślał i postanowił pójść w pierwszym tygodniu szkoły do sklepu papierniczego.

Tymczasem musiał zacząć przygotowywać się do wyjazdu w góry. Miał co prawda jeszcze dwa dni do przyjazdu Alicji, jednak nigdy wcześniej nie jechał nigdzie całkiem sam i chociaż nie wątpił, że bez problemu rodzice go puszczą, w końcu nie specjalnie się przejmowali tym co robił, to musiał się sam spakować.




W końcu siedział w pociągu. Plecak z najbardziej potrzebnymi rzeczami leżał obok niego. Spojrzał przez okno i zobaczył stary, zniszczony budynek dworca.
- Mogliby go w końcu wyremontować - pomyślał. - Wyglądałby tak ładnie..
Pociąg ruszył a on wciąż patrzył przez okno. Do celu miał jakieś dwie godziny, jednak nie miał nic ze sobą aby przyspieszyć upływ czasu. Książka, którą czytał z zainteresowaniem jakiś czas temu zniknęła i nigdzie nie mógł jej znaleźć, chociaż przeszukał cały pokój.
- Cóż, musiałem ją zgubić - powiedział do siebie w myślach. - Szkoda, nigdy nie dowiem się jak wszystko się skończyło.
Miał ze sobą swój własny pamiętnik, jednak nie chciał go pisać w pociągu. Bał się, że jego też zgubi, albo, że ktoś go przeczyta.

Na kolejnej stacji wsiadła grupa nastolatków z plecakami. Dwóch chłopaków i trzy dziewczyny, najwyraźniej wybierali się tam gdzie on. Niestety, siedzenia były ustawione w taki sposób, że razem mogły siedzieć równocześnie tylko cztery osoby i tyle z grupki też siadło. Jedna dziewczyna - wysoka, z rudymi włosami, opadającymi falami na koszulę, nie miała gdzie usiąść. Rozglądała się bezradnie, w końcu zauważyła, że koło Mateusza jest jeszcze miejsce wolne.
- Można usiąść? - zapytała nieśmiało.
- Oczywiście - odpowiedział i przeniósł plecak na ziemię.
Siedzieli w milczeniu a czas mijał. Nasz bohater oglądał zmieniający się krajobraz za oknem, gdy poczuł, że coś dotyka jego ramienia. Odwrócił głowę i zauważył, że dziewczyna zasnęła i widocznie nieświadomie opierała się teraz o niego. Zakłopotany nie wiedział co zrobić. Ona najwidoczniej poczuła przez sen, że coś jest nie tak i otworzyła oczy. Ich spojrzenia spotkały się. Oczy miała całkiem brązowe, co wyjątkowo pasowało jej do urody. Wcześniej nie przyjrzał się jej dokładnie i dopiero teraz zauważył piegi na jej twarzy.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - poderwała się i zarumieniła. - przepraszam, prze....
- Juuuż, spokojnie - uspokoił ją i zaśmiał się. Ona również uśmiechnęła się, wciąż zawstydzona. - Nic się nie stało - dodał.
- Zasnęłam i jakoś tak nie kontrolowałam tego - jej głos drżał odrobinę. Wpatrywała się w podłogę.
Mateusz poczuł się głupio, obwiniając się, że ją obudził.
- Naprawdę nic się nie stało - powiedział łagodnym głosem.
Spojrzała na niego i znowu patrzeli sobie w oczy. Poczuł, że serce zaczyna mu mocniej bić. Zauważył w niej również coś, czego nie widział u żadnej dziewczyny do tej pory. Dotknął ręką jej policzka i przyciągnął głowę w swoją stronę.

- Bilety do kontroli - usłyszał głos nad sobą. Otworzył oczy i popatrzył dookoła. Nie było dziewczyny, nie było tej grupy ludzi, wagon był pusty.
- To był sen - powiedział do siebie i zaśmiał się w myślach. - Dlaczego nie mogłem pośnić jeszcze chwilę.
- Głuchy pan?! - konduktor krzyknął na niego - Bilety sprawdzam a nie mam całego dnia
- Słucham? - popatrzył zaspanym wzrokiem. - Aaa, bilet, tak, tutaj mam.
Konduktor sprawdzał bilety a on zamyślił się przypominając sobie ten sen.
- Nie mógł pan chwilę później przyjść? - zapytał konduktora w myślach. Ten oddał mu bilet, życząc miłego dnia. - Było tak blisko - pomyślał.

Do ostatniej stacji nie udało mu się zasnąć. Przez pewien czas zapomniał nawet po co jechał w góry. Myślał ciągle o tych rudych włosach. W końcu dojechał. Dziewczyna, z którą miał się tu spotkać już na niego czekała. Zauważyła go od razu i uśmiechnęła się. Podszedł do niej i przywitał się.
- Niedaleko stąd znajdują się ruiny zamku - powiedziała. - Przejdziemy się?
- Pewnie - Mateusz odpowiedział uśmiechając się niepewnie. - Dlaczego ona ma czarne włosy a nie rude? - w myślach zapytał samego siebie.

Stara budowla nie była bardzo duża za to w fatalnym stanie. Mateusz zastanawiał się, czy aby na pewno bezpiecznie jest tam wchodzić, jednak dziewczyna nalegała i nie mógł odmówić, jednak miał złe przeczucia co do wchodzenia do środka. W kamiennych murach było coś przerażającego. W końcu dotarli do pierwszego pomieszczenia. Było stosunkowo niewielkie, za to z bardzo wysokim sufitem. Po przeciwnej stronie widać było zagłębienie w ziemi. Podeszli bliżej i zobaczyli, że są tam schody. A raczej szczątki schodów.
- Wchodzimy - zdecydowała dziewczyna.
- Ale... - Mateusz próbował zaprotestować, jednak ona już schodziła w dół. Wzruszył więc ramionami i poszedł za nią. Na dole było całkiem ciemno. Chłodne powietrze i wilgoć sprawiła, że zaczęli drżeć z zimna.
- Zabrałeś latarkę? - zapytała go z nadzieją w głosie. Przecząco pokręcił głową. - Ale mi zimno - dodała. Przytulił ją a ona uśmiechnęła się. - Wracamy - oznajmiła. Mateusz objął ją i ruszyli z powrotem.
Wchodząc po schodach, nagle usłyszeli głuche stuknięcie z góry. Dziewczyna mocniej przytuliła się do niego i z strachem w głosie zapytała - Co to?
Pytanie nie było przemyślane, gdyż on nie miał pojęcia co mogło to być. Po chwili przekonali się, że nie było się czego bać - tylko drzwi się zamknęły.
- Drzwi? Jakie drzwi - pomyślał Mateusz patrząc na drewniane wrota. - Wydaje mi się, że gdy tu wchodziliśmy, nie otwieraliśmy żadnych drzwi. Nic nie zauważyłem - powiedział na głos.
- Musiałeś przeoczyć - zbagatelizowała dziewczyna. - Po prostu je otwórz i wracamy.
- Gdyby to było takie proste - powiedział po chwili mocowania się z wrotami. - Zatrzasnęły się.
- Czyli że co? - zapytała zdziwiona
- Czyli, że nie wyjdziemy. Stoją twardo. Ani drgną - spojrzał do góry. - Dziura w dachu jest za wysoko, nawet jakbym cię podsadził to nie dosięgniesz. A za chwile będzie się ściemniać.
- Mamy tu spędzić całą noc? - powiedziała przerażona.
- Musimy znaleźć inne wyjście albo liczyć, że ktoś nas tu znajdzie.

Zrobiło się jeszcze chłodniej, więc przytulił ją mocniej. Było już zbyt ciemno by zapuszczać się w korytarze, więc postanowili zaczekać do rana tam, gdzie byli. Na szczęście zabrali plecaki z prowiantem, przynajmniej mieli pewne, że nie umrą z głodu. Niestety mieli tylko jeden śpiwór.
- Zmieścimy się razem? - zapytał. Nie chciał zostać bez przykrycia.
- Tak, ale będziemy musieli się mocno do siebie przytulić - uśmiechnęła się do niego.
- Żaden problem - odwzajemnił uśmiech i zaczął wyjmować śpiwór z plecaka.

Leżeli już obok siebie i zasypiali przytuleni, gdy rozbudziło ich wycie.
Dobiegało od strony schodów.
- Słyszałaś to?
Nie musiał czekać na odpowiedź, gdyż usłyszał to samo jeszcze raz.
Popatrzył na nią przerażony.
Skórę miała trupiobladą.
Uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
Były czerwone.


Ziarno Prawdy #9 - To tylko zwykła piwnica

Poniedziałek, 10 września 2001 roku

Mateusz szedł teraz do szkoły, jednak nie wiedział, jak ma się zachować przy Natalii. Od sobotniego poranka zastanawiał się, co dokładnie między nimi doszło, jednak jak na złość, nic dokładnie nie pamiętał. Nagle po drugiej stronie ulicy zauważył rudowłosą dziewczynę, którą widział już wielokrotnie i na którą wpadł w piątek. Przyglądała się mu. Nagle przypomniały mu się wydarzenia tamtego dnia, gdy zobaczył tą twarz za drzwiami, jednak szybko to od siebie odepchnął. Musiałem mieć przewidzenie, pomyślał. Spojrzał na dziewczynę i ich spojrzenia skrzyżowały się, szybko opuściła wzrok i odwróciła się, odchodząc szybko. Pomyślał, że to dziwne, że w piątek zdawała się poznawać go, chociaż był pewien, że nigdy ze sobą nie rozmawiali. Tylko ten sen z wakacji. Czy to możliwe, żeby to wydarzyło się naprawdę? Nie, przecież nie był w górach, to wszystko był tylko sen.
Pogrążony w rozmyśleniach doszedł do drzwi szkoły.
- Hej! - usłyszał dziewczęcy głos za sobą, odwrócił się i zobaczył Natalię. Uśmiechała się do niego.
- Cześć - odpowiedział i spróbował odwzajemnić uśmiech, niestety nie wyszło to najlepiej. Nie zważając na to, dziewczyna przytuliła go na przywitanie. Nie odezwał się. W ciszy szli na swoją pierwszą lekcję z swoją wychowawczynią. Chłopak postanowił powiedzieć nauczycielce o tym, co widział w piwnicy. Przeczekał chwilę lekcji, aż pozwoliła każdemu zająć się sobą, po czym podszedł do niej. Popatrzyła na niego dziwnie, gdy opowiadał jej o dziewczynie, którą widział przez tamte drzwi. Oczywiście nie uwierzyła mu, postanowiła jednak zabrać go tam i udowodnić, że to tylko zwykła piwnica.
- Mateusz chce obejrzeć podziemia, są jeszcze jacyś chętni? - powiedziała. Większość klasy popatrzyła na niego dziwnie, jednak znalazły się jeszcze dwie osoby, które również chciały tam pójść - Kacper oraz Natalia. Dziewczyna uśmiechała się do niego cały czas.
Wyjście miało zająć im kilka minut, w końcu nie było tam nic ciekawego do oglądania - twierdziła nauczycielka, jednak poprosiła psychologa szkolnego aby przypilnował klasy pod jej nieobecność. Oczywiście zgodził się od razu. Był to niekonfliktowy mężczyzna koło czterdziestki i bardzo lubił spędzać czas z młodzieżą.
Gdy stanęli przed drzwiami do piwnicy Mateusza przeszedł dreszcz - przypomniał sobie, co widział w piątek. Zebrał się na odwagę i popatrzył przez okno, jednak ciemność nie pozwalała mu nic zobaczyć. Wychowawczyni otworzyła drzwi i weszła do środka, próbując włączyć światło. Nie udało się, zobaczyła jednak, że tuż obok wejścia leżą trzy latarki.
- No dobra, weźcie je, Natalia pójdzie ze mną - powiedziała nauczycielka
- Ale... - dziewczyna chciała zaprotestować i zostać razem z Mateuszem, jednak chłopcy już byli w środku. Westchnęła i ruszyła razem z nauczycielką. W środku rzeczywiście nie było nic ciekawego, w większości stare szafy.
- Widzicie, nie ma tu nic ciekawego - Mateusz usłyszał głos za plecami. Dotarł właśnie do zakrętu korytarza.
- Jeszcze zobaczę tylko tutaj - rzucił bez oglądania się i przeszedł kawałek. Od razu rzuciło mu się w oczy, że część, w której się znajdował nie była otynkowana - widać było cegły. Po chwili dotarło do niego, że nie ma również żadnych mebli - idzie pustym korytarzem. Odwrócił się, chcąc wrócić i stanął jak wryty. Przed sobą miał niekończący się korytarz, nie widać było nigdzie zakrętu, przez który przed chwilą przeszedł. Poczuł się dziwnie, nagle zrobiło się mu chłodno. W oddali, za plecami usłyszał śmiech. Odwrócił się i ujrzał zaginioną dziewczynę. Stała kilka metrów przed nim i wpatrywała się w niego zimnymi, niebieskimi oczami.
- A więc trafiłeś tu - powiedziała chłodno. - Myślałam, że cię wystarczająco wystraszyłam od tego miejsca - zaśmiała się. - No ale skoro już tu jesteś to chodź, pokaże ci coś - wyciągnęła do niego swoją rękę.
Dotknął jej i poczuł przeszywające zimno, po czym zakręciło mu się w głowie. Spróbował odzyskać równowagę, jednak poczuł, że leci.
- Nie bój się - usłyszał głos dziewczyny. Po chwili znowu zakręciło mu się w głowie i zobaczył, że znajduje się gdzieś na ulicy. - To tylko wizja - znowu głos dziewczyny. Nie mógł zlokalizować, skąd mówiła, wydawało mu się, że znajduje się jakby w środku niego. Zobaczył przed sobą wysoki budynek. - Nic ci się nie stanie, stój spokojnie i patrz - dziewczyna mówiła dalej. - To co zobaczysz wydarzy się już niedługo, żebyś miał pewność, że mówiłam prawdę.
Rozejrzał się, jednak nie poznawał tego miejsca. Wysokie budynki po obu stronach ulicy, widział też kilka wieżowców. Nigdy nie był w takim miejscu.
- Patrz - znowu głos dziewczyny. Odruchowo spojrzał na budowlę, która zwróciła jego uwagę już wcześniej. Po chwili coś w nią uderzyło. Zobaczył kłęby dymu wydobywające się z budowli. Nagle znowu zakręciło mu się w głowie, wizja przyspieszyła, gdy znowu popatrzył, budowli już nie było. Poczuł, że znowu leci i po chwili stał przed dziewczyną.
- Co to było?! - zapytał zdumiony. Nic nie rozumiał.
- Już wkrótce się dowiesz. Pokażę ci coś jeszcze, ale nie teraz, najpierw musisz odpocząć i przekonać się, że ta wizja to była prawda.
- Ale jak? Co? Nic nie rozumiem - powiedział zdezorientowany. Podeszła do niego bliżej i dotknęła ręką jego głowy. Cały świat zawirował.

- Mateusz! - usłyszał głos nad sobą. - Słyszysz mnie, Mateusz!! - kobiecy głos krzyczał. Otworzył oczy i zamrugał, jednak nic nie widział. Leżał na ziemi, bolała go głowa. Zobaczył światło latarki. - Bogu dzięki, obudziłeś się - powiedział głos. Teraz rozpoznał swoją wychowawczynią. - Nie odzywałeś się i ruszyliśmy cię szukać - mówiła. - Znaleźliśmy cię na ziemi, musiałeś zemdleć.
- Ta dziewczyna... - powiedział cicho.
- Jaka znowu dziewczyna, nic tu nie ma, chodź lepiej, nie chcę mieć kłopotów przez ciebie.
Pomogła mu wstać. Popatrzył przed siebie, poświecił latarką, to był ten zakręt, jednak droga blokowana była przez zawalony przed latami sufit. Odwrócił się i poszedł do wyjścia. Pielęgniarka szkolna obejrzała go i odesłała na resztę dnia do domu. Idąc myślał jeszcze o tym, co widział. Wszystko to strasznie go przytłaczało. Zobaczył jeszcze idącą po drugiej rudowłosą dziewczynę, jednak zanim zdążył zareagować, skręciła w boczną uliczkę i zniknęła za budynkiem. Nie miał siły iść za nią, zresztą nie widział sensu. Głowa nadal go bolała i chciał jak najszybciej znaleźć się w domu i położyć. Gdy wszedł przez główne drzwi, zdziwiona matka spytała go, cóż tak wcześnie. Odpowiedział, że zemdlał w szkole i odesłano go do domu. Popatrzyła z troską i rozkazała, aby się położył i przespał. Tak też zrobił.
Obudził się dopiero następnego dnia rano. Ból głowy z poprzedniego dnia minął, jednak wątpliwości co do tego, co się wydarzyło, wciąż pozostawało. Wstał i popatrzył na kalendarz.
Był 11 września 2001 roku.


Ziarno Prawdy #2 - To tylko koncert

Mateusz wyjechał na wakacje nad morze, zapomniał zabrać ze sobą książkę. Dni mijały spokojnie, nie miewał w tym czasie tych snów co wcześniej. Rano szedł na plażę, trochę popływał, jadł obiad i znów szedł na plażę. I tak cały czas aż do przedostatniego dnia, w którym postanowił pójść na koncert.

Nie znał zespołu, nazwy również nie zapamiętał. Lubił jednak muzykę którą grali, poza tym był już trochę znudzony - przez ostatni tydzień nie wydarzyło się nic specjalnego. Był sobotni wieczór, przyszedł wcześniej aby zająć dobre miejsce pod sceną. Do koncertu zostało ponad pół godziny więc nie było jeszcze zbyt wielu ludzi. Skierował się w kierunku grupki stojącej na środku zaraz pod sceną. Kilku chłopaków rozmawiało ze sobą, widocznie znali się, więc nie podchodził do nich, ustawił się kawałek obok nich. Z głośników dobiegała jakaś łagodna muzyka, aby umilić oczekiwanie na koncert. Mateusz zaczął rozglądać się po sąsiadach, było kilka chłopaków i dziewczyn. Jedna z nich przykuła jego uwagę, widział co prawda tylko jej plecy, jednak kruczoczarne, kręcone włosy sięgające łopatek były pociągające na swój sposób. Znajdowała się niedaleko, więc niby przypadkiem przesunął się do niej, nie miał jednak odwagi się odezwać. Stał więc wciąż za nią.
- Zachowuje się jak idiota - powiedział do siebie w myślach.
Teraz jednak nie mógł się już poruszyć. Minuty mijały powoli a on czekał. Ludzi przybywało, robił się coraz większy ścisk. Chcąc nie chcąc, musiał w końcu stać tak blisko, że opierał się o nią. Nagle odwróciła się, a serce Mateusza zamarło. Z przodu była jeszcze ładniejsza niż z tyłu. Wpatrywał się w jej śliczną twarz, podkreśloną delikatnym makijażem, podczas, gdy ona coś do niego mówiła.
- Możesz powtórzyć - wykrztusił w końcu z siebie. - Nie usłyszałem - dodał zakłopotany.
Uśmiechnęła się, zrobiła się tym samym jeszcze ładniejsza.
- Przepraszam, jeśli moje włosy będą ci przeszkadzać - powiedziała. - Jak zacznę tańczyć mogą gonić na wszystkie strony - uśmiechnęła się ponownie.
- Spoko - odpowiedział.
Po czym zaśmiał się w myślach z swojej głupoty. Druga taka szansa żeby pogadać może się nie wydarzyć. Dziewczyna tymczasem odwróciła się w kierunku sceny. Mateusz stał jeszcze chwilę myśląc jak zwrócić uwagę tej dziewczyny, gdy usłyszał oklaski - artyści wchodzili na scenę. Nie znał piosenek, jednak bawił się tak dobrze, że zapomniał o piękności przed sobą. W końcu skończyła się ostatnia piosenka i trzeba było wrócić do rzeczywistości. Zrobiło się już ciemno, jednak postanowił pójść do hotelu na nogach zamiast autobusem. Czarnowłosa odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła przyjaźnie.
- I jak podobało się? - spytała.
Uśmiechnął się, odpowiadając, że nie znał tego zespołu ale bawił się dobrze, rozmawiali jeszcze chwilę idąc do wyjścia. Okazało się, że szli w tym samym kierunku. Odprowadził ją pod drzwi domu, na pożegnanie dostał jeszcze numer telefonu.
- Wszystko byłoby piękne, gdyby tylko nie mieszkała po drugiej stronie Polski - pomyślał idąc już do swojego pokoju.

Po powrocie do domu czuł się wypoczęty, jednak czegoś brakowało. Dopiero po kilku dniach zorientował się co to jest. Nigdzie nie mógł znaleźć czarnej księgi.

***

Znajdował się w dziwnym, ciemnym pomieszczeniu. Leżał na twardym, kamiennym stole. Próbował się rozglądać, jednak widział tylko świece dookoła oświetlające kamienne mury. Nie poznawał tego miejsca, nigdy wcześniej w nim nie był. Nie mógł również się podnieść, coś przytrzymywało go. Usłyszał zgrzyt zamka i po chwili gdzieś za nim otwarły się drzwi, poczuł chłodny powiew powietrza, chciał zobaczyć kto wszedł, ale nie mógł obrócić głowy. Po chwili dostrzegł, że dwie postaci w długich do ziemi, ciemnych sukniach podchodzą do niego; jedna z prawej, druga z lewej strony. Chciał popatrzeć na ich twarze, niestety kaptury oraz dziwne maski skutecznie zasłaniały ich twarze. Poczuł, że chwytają go za dłonie, po czym razem powiedzieli coś w nieznanym mu języku. Po chwili z ciemności przed nim wyłoniła się jeszcze jedna postać, musiała tam być już wcześniej. Czarna niczym smoła suknia kontrastowała mocno z trupiobladą twarzą. Była to kobieta o ciemnych włosach, jednak nie rozpoznawał rysów jej twarzy, widział ją pierwszy raz w życiu. Powiedziała coś w tym tajemniczym języku i natychmiast dwie postaci stojące do tej pory koło niego puściły go i zrobiły krok do tyłu. Nie wiedział co o tym myśleć. Po chwili postać podeszła do niego, nachyliła się i...

... w tym momencie obudził się zlany potem. Serce biło mu szybko, gdy rozglądał się dookoła.
- To tylko sen - uświadomił sobie po chwili. - Tylko zły sen.
Jednak jeszcze nigdy nie doświadczył czegoś tak realnego.

Była jeszcze ciemna noc, wiedział, że już nie zaśnie, nie miał też nic do czytania. Postanowił więc pisać. Pierwszy rozdział swojego pamiętnika.




Podobało się? Polub Ziarno Prawdy na facebooku

Nie czytałeś pierwszej części? Nadrób to - Ziarno Prawdy #1 - Pamiętnik Przeszłości


Ziarno Prawdy #1 - Pamiętnik przeszłości

Obudził się nagle. Ten sam sen od kilku dni. Do tej pory śniło mu się, że wchodzi do dużego, starego budynku, słyszy, że ktoś go woła, po czym budzi się. Codziennie to samo. Aż do dziś. Pierwszy raz nie obudził się, gdy został zawołany. Zapamiętał z tego snu jedno. Te oczy.

Mateusz ciężko oddychając dochodził powoli do siebie. Zdawało mu się, że ciągle je widzi. Popatrzył na budzik, 3:30.
-Całe szczęście, że mam wakacje - pomyślał.

Był 26 lipca 2001 roku. Wiedział, że już nie zaśnie więc wstał, zaświecił lampkę i wrócił do przerwanej lektury książki, którą znalazł przypadkiem idąc przez szkołę w ostatnim tygodniu nauki. Była dosyć gruba, jednak cała zapisana odręcznym pismem. Przypominała trochę pamiętnik, jednak wydarzenia opisane w nim nie mogły się nigdy wydarzyć. Otworzył tam, gdzie poprzednio skończył czytać.
19 października 1832 roku

Znów ją widziałem. Oderwałem na chwilę wzrok od swojej pracy, by spojrzeć przez okno i zobaczyłem, jak szła drugą stroną ulicy. Od nocy sprzed 2 tygodni nie miałem z nią kontaktu. Dzisiaj piątek, chciałbym się z nią spotkać, jednak tamte wydarzenia powstrzymują mnie przed tym...

6 października 1832 roku

Xander rzadko wychodził albo spotykał się z ludźmi, jednak gdy już został zaproszony - nie odmawiał. Tym razem został zaproszony na ognisko. Wziął ze sobą trochę alkoholu, ubrał się w lepsze rzeczy i wyszedł. Miał przed sobą trochę drogi do pokonania pieszo, jednak nie przejmował się tym, szedł wolnym, spacerowym krokiem, więc gdy już dotarł na miejsce ściemniało się. Przyjaciół zobaczył z daleka - stali wokół płonącego już ogniska. Oni również go już zauważyli i przyjaźnie pomachali. Większość ludzi poznawał, jednak było też kilka osób, które widział pierwszy raz.

Wśród nich ona - blondynka o głęboko niebieskich oczach. Wiedział, że od tej pory będzie myślał tylko o niej. Gdy podszedł, ukłoniła się z gracją. Przedstawił się i powiedział kilka zdań o sobie, jak zwykle gdy poznawał nowych ludzi.
- Nazywam się Andrielle - odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego. - Niestety nie pochodzę stąd a szkoda, bo naprawdę ładne miejsce. Żałuje, że nie mogę zostać tutaj dłużej - posmutniała.

Następne wydarzenia na zawsze pozostaną w pamięci Xandera. Zachował się tak jak nigdy dotąd, przytulił ją, chociaż wiedział, że nie powinien, w końcu co pomyślą inni.
- Niech myślą co chcą - odpowiedział sobie w myślach. - Ale co jak pomyślą sobie źle o niej? - dodał po chwli. Wzdrygnął się bojąc się przyniesienia jej złej sławy i natychmiast puścił.

- Przepraszam - powiedział. - Nie powinienem...
- Nic się nie stało - uśmiechnęła się. - Właściwie to było całkiem miłe.
Odwzajemnił uśmiech.

Resztę wieczoru spędzili razem rozmawiając, śmiejąc się i popijając lokalny alkohol. W końcu ostatni patyk dopalał się i trzeba było zbierać się do domu.
- Ależ chłodno - oznajmiła Andrielle.
Xander oczywiście nic nie myśląc objął ją ramieniem. Uśmiechnęła się do niego patrząc mu prosto w oczy.
- Chyba nie chcę wracać sama - dodała.
Odwzajemnił uśmiech. Wstali razem, dziewczyna wskazała kierunek.
- Ale tam nic nie ma - zdziwił się Xander.
- Jestem pewna, że przyszłam dokładnie stamtąd.
Wzruszył ramionami, w końcu zawsze mogą zawrócić. Mógłby też zaprosić ją do siebie gdyby się zgubili. Nie miał powodu, by odmawiać.

Po około pół godziny dotarli na polankę pośrodku lasu. Xander nie poznawał tego miejsca, nigdy tak daleko się nie zapuszczał, jednak było piękne. Prawie idealny okrąg trawy, zupełnie innej niż normalnie spotykanej, wyższej ale bardziej cieńkiej. Oraz krzaki kwiatów, rosnące w równych odległościach dookoła naliczył 7. Nie znał się na nich, rozpoznał tylko róże, większe i bardziej czerwone niż wszystkie jakie dotychczas widział. Obrócił się w stronę środka koła i zobaczył najpiękniejszy kwat, jaki dotychczas widział. Podszedł bliżej, by przyjrzeć się mu dokładnie. Niebieskie płatki na długiej łodydze, zbliżył się jeszcze trochę, chciał go dotknąć, zerwać...
- Odsuń się! - usłyszał krzyk Andrielli.
Odwrócił się zdziwiony i spojrzał na nią. Rozpuściła włosy a jej suknia wyglądała jakby miała zaraz sama opaść na ziemię. Jednak ona sama zdawała się wyglądać inaczej. Wyższa oraz zimniejsza. Uśmiechnęła się, jednak zrobiła to w taki sposób, że przyprawił go o dreszcze. Zrobiła krok w jego stronę, patrząc mu prosto w oczy a on nagle poczuł, że chce być przy niej, teraz i na zawsze. Począł iść w jej stronę, w końcu spotkali się pośrodku, przyciągnął ją do siebie, ona zaśmiała się złowieszczo, po czym popatrzyła z powrotem na niego i natychmiast pocałowała. Cały świat zawirował, liczyła się tylko ona i nic więcej, jednym szybkim ruchem zdarł z niej suknie i przesunął ręcę w stronę jej piersi, zaśmiała się ponownie i spojrzała na niego.
Gdyby gdyby on również to zrobił, zauważyłby, że to już nie jest ta sama osoba. Zauważyłby, że jej oczy zmieniły kolor na krwawo-czerwony a włosy pociemniały. Jednak on nie spojrzał. Zachwycony jej ciałem przesuwał się ustami coraz niżej i niżej. Zaśmiała się i przyciągnęła go z powrotem do góry by pocałować.
- Zaczekaj, jeszcze jedna rzecz - powiedziała uwodzicielskim głosem. Wiedziała, że teraz już zgodzi się na wszystko. - Podaj mi rękę - dodała.
Spojrzał na nią, jednak nie zauważył żadnej zmiany. Dla niego pozostawała tą samą niebieskooką blondynką, Andielle, którą poznał przy ognisku. Podał jej rękę, a ona zaśmiała się jeszcze raz.
Poczuł dotkniecie metalu i szybki ruch ostrza po wewnętrznej części dłoni, jednak nie przejmował się tym. Teraz liczyła się tylko przyjemność bliskości jej ciała. Cały świat znikł, była nim ona - niebieskooka Andrielle.
... do tego ta swędząca lewa ręka. Nie pamiętam kiedy się skaleczyłem, jednak blizna jakby starała się mi o czymś przypomnieć. Pamiętam jedynie tą dziewczynę. Nie chcę więcej pamiętać. Tylko ona się liczy. Szkoda, że nie mam odwagi wyjść teraz i z nią porozmawiać.

Mateusz odłożył lekturę na później. Spojrzał przez okno, było już całkiem jasno. Pomyślał jeszcze raz o tym co przeczytał i przypomniał sobie wcześniejsze wpisy.
- Jak długo czytam już tą książkę? - Zadał sobie pytanie. Miał dziwne wrażenie, że te sny zaczęły się pojawiać krótko po tym, jak zaczął ją czytać. - Szkoda, że nie pisałem pamiętnika - dodał w myślach.
Przypomniał sobie jeszcze raz te oczy i wzdrygnął się na myśl o nich. Było w nich coś dziwnego, coś nienaturalnego. Poczuł głód, spojrzał na zegar, było już kilka minut po 6, więc postanowił pójść zjeść coś w końcu.
W myślach ciągle miał dziewczynę z snu i te oczy.




Podobało się? Przeczytaj również prolog: Ziarno Prawdy - Prolog cz. 1, Ziarno Prawdy - Prolog cz. 2
A oprócz tego polub Ziarno Prawdy na facebooku!