Ziarno Prawdy #8 - Opowieść o przeszłości

Kobieta w sukni zaprowadziła Mateusza i Natalię na skraj polany, gdzie znajdowało się zwalone drzewo.
- Usiądźcie - powiedziała. - To długa historia. Wszystko zaczęło się od pewnej dziewczyny, imieniem Iridia. Zapoczątkowa ona czwartą i niestety ostatnią erę dla naszego ludu, odkrywając zapomniane tajemnice. Pierwszą erę zaczęliśmy liczyć od momentu, gdy udało nam się zapanować nad magią tego świata.
- Zaczekaj - przerwał jej. - Przecież magia nie istnieje.
- W pewnym sensie masz racje. Została zablokowana, gdy po wielu setkach lat jej używania, najmądrzejsi z naszego ludu zauważyli, że czyni ona więcej zła, niż pożytku. Niektórzy stawali się tak potężni, że mogli niszczyć całe miasta jednym skinieniem ręki, przedłużali swoje życia tak, że byli niemal nieśmiertelni. Wybuchła wtedy Wielka Wojna, która pochłonęła niemal wszystkich. Postanowiono wtedy związać magię w ośmiu miejscach, rozrzuconych po całym świecie, dzięki czemu nikt nie mógł już z niej korzystać. Owe miejsca były strzeżone przez Strażników - ośmiu największych myślicieli swojego czasu, którzy poświęcili swoje życia dla tego celu - strzegąc tych miejsc nie byli ani żywi, ani martwi. Byli wybrani bardzo dokładnie, aby nikt nie miał wątpliwości, że będą mogli być tam uwięzieni przez całe tysiąclecia. Wszyscy się zgodzili i dokonano związania magii. Nikt nie zapisał wiedzy na temat jej rozwiązania a ci, którzy wiedzieli wkrótce umarli, gdyż dotychczas żyli właśnie dzięki mocy, która pozwalała się im leczyć. Zdziesiątkowane ludy w końcu podniosły się z ruin, powstawały piękne budowle i tak minęła cała druga era. Jej koniec jest określony dosyć umownie - jeden ze Strażników zaczął słabnąć i powstały cztery dziwne artefakty - naszyjniki przepełnione magią. Starszyzna ludu z wioski znajdującej się obok tego miejsca nie powiedziała nikomu o tym, próbując posiąść ich moc. Na szczęście żadnemu się nie udało. Po pewnym czasie jedno z nich zostało zgubione i po kilku dniach znalezione przez jedno z dzieci. Bardzo cieszył się nową błyskotką i ubrał naszyjnik. Jego moc została częściowo w niego przelana, wypaczając jego wolę. Nie powiedział o znalezisku nikomu i ukrył go dobrze. Gdy po kilku latach dorósł, ukradł pozostałe 3 klejnoty i uciekł z nimi. Wysłano w pogoń za nim tropicieli, jednak nie udało się im go znaleźć. On tym czasem osiedlił się w wiosce oddalonej tak daleko, od reszty świata, że nikt za bardzo nie wiedział o jej istnieniu. Większość mieszkańców była rolnikami, jednak nie było ich wielu. Szybko udało mu się zdobyć pełnie władzy. Od momentu ucieczki z wioski cały czas miał na sobie jeden z kamieni, ten, który znalazł pierwszy. Uważał, że był ku niemu przeznaczony a jego celem ma być działanie w imieniu dobra. Zaczął więc szkolić młodzieńców z wioski w sztukach walki oraz skradaniu się. Trzech najlepszych otrzymało również owe kamienie i zostali wysłani na swoją pierwszą misję, podczas której mieli zabić przywódców pobliskich wiosek. Udało się im to zrobić, nie zostali też wykryci, tajemnicze morderstwa przez lata zadziwiały ludzi. Chłopak, który ukradł kamienie żył jeszcze długo, aż przed swoją śmiercią wezwał tamtych trzech i kazał walczyć im ze sobą na śmierć i życie. Mógł wygrać tylko jeden i tak też się stało. Kazał wtedy podać sobie 3 kamienie i magicznie połączył je w jeden, po czym dał go zwycięzcy, nakazując mu kontynuować tradycję szkolenia Wybranych - wojowników zabójców. Kamień miał mu zapewnić długowieczność oraz sprawność. Po tym zdjął z szyi swój kamień, mówiąc, że kiedyś pojawi się Wybraniec, który nie będzie mężem, jemu przekażesz mój naszyjnik, otrzyma on szczególną misję i chociaż z pozoru będziecie myśleć, że zawiódł - będzie odwrotnie. Zakazał mu również oddawać go komukolwiek, co do którego nie będzie w stu procentach pewnym, że jest odpowiednią osobą.

Przerwała i popatrzyła na młodych ludzi. Uśmiechnęła się do nich i po chwili kontynuowała.

- Minęło niemal dwieście lat zanim zrozumiał o co chodziło. Nie będzie mężem - dotychczas szukał młodego chłopaka, który nie miał jeszcze żony. Dopiero w roku 230 3. ery, gdy przyjął do siebie pierwszą dziewczynę zrozumiał, że to ona ma być tą Wybraną. Resztę historii znasz, czyż nie.

Popatrzył na nią zdziwiony i nagle zrozumiał. Te sny, które miał przez wakacje tak na prawdę opowiadały mu o zaginionej przeszłości.
- Zaczynasz rozumieć - powiedziała. - Udało ci się trafić na księgę, jednak nie wierzyłeś w sny i wizje, które na ciebie sprowadziła.
Natalia spojrzała na niego zdziwiona.
- Masz w domu księgę, o której ona opowiada?
- Wychodzi na to, że tak. Co teraz mam zrobić? - zapytał kobiety. Jej wzrok znów stał się pusty i zimny.
- Nie jesteś jeszcze gotowy. Nadejdzie czas, za kilka lat, kiedy przypomnisz sobie to wszystko znowu. Wtedy przyjdziesz tu do mnie, a ja cię poprowadzę. Do tego czasu nie będziesz pewien, czy to, co widziałeś było prawdą, czy nie. A teraz, obudź się - powiedziała władczym tonem.

Otworzył oczy. Głowa pobolewała go, czuł, że za dużo wypił poprzedniego dnia. Było jeszcze ciemno, chciał obrócić się i popatrzeć na zegar, gdy odkrył, że coś ciężkiego znajduje się na jego ramieniu. Otworzył szerzej oczy, nie poznawał pokoju, w którym się znajdował, spojrzał w dół i aż wzdrygnął się z zaskoczeniu. O jego ramię opierała się głowa Natalii, po chwili poczuł, że nie tylko głowa, bo ona cała była w niego przytulona.
- Co się stało - zapytał sam siebie. Nie pamiętał nic od chyba trzeciej butelki, tylko jakieś niewyraźne fragmenty, jakaś kobieta, las.. próbował sobie to uporządkować, ale nijak nie pamiętał, jak się znalazł tu gdzie był. Podejrzewał, że jest w domu Natalii, ale nie był tego pewien. - Czy myślmy... - zapytał samego siebie po czym przeraził się, że mógłby tego nie pamiętać. Dziewczyna zdała się wyczuć, ze się obudził, bo otworzyła lekko oczy, jednak gdy zauważyła, że wciąż jest ciemno - zamknęła je z powrotem.
- Misiek śpij, nie ma jeszcze nawet szóstej - powiedziała, przytulając się mocniej i znowu zasypiając.
Zamknął oczy, jednak nie udało mu się zasnąć. Zbyt dużo się działo naraz. Próbował sobie to wszystko uporządkować, jednak ból głowy skutecznie mu w tym przeszkadzał. Przeleżał więc tak do ósmej myśląc o wszystkim i niczym. W końcu dziewczyna się obudziła.
- Dzień dobry - powiedziała i pocałowała go w policzek. - Jak samopoczucie?
- Głowa trochę boli ale poza tym to nienajgorzej - odpowiedział i uśmiechnął się. Wciąż nie był pewien, do czego doszło między nimi w nocy.
- To dobrze, bo zaraz będziesz musiał się stąd jakoś ulotnić - zaśmiała się. - Moi rodzice nie byliby zadowoleni, gdyby cię tu odkryli. Ale spokojnie, masz jeszcze czas, zazwyczaj w soboty nie wstają przed dziesiątą. No i jak pozwolisz mi się ubrać to zawsze można coś wymyślić - mrugnęła okiem, po czym odwróciła się i usiadła na łóżku. Dopiero teraz zauważył, że jest prawie całkiem naga.
- Dlaczego ja nic nie pamiętam - zapytał się w myślach, podczas gdy ona wstała. Długie włosy opadały jej na plecy, gdy szła w kierunku szafy, kołysając się lekko.
- Chyba za dużo wczoraj wypiliśmy - powiedziała, ubierając koszulkę. Odwróciła się i uśmiechnęła, wyglądając tym samym jeszcze słodziej.
- Dlaczego nic nie pamiętał - pytał się cały czas w myslach


Ziarno Prawdy #7 - Piątkowe ognisko

Nigdy wcześniej nie biegł tak szybko. Chciał uciec od tego miejsca jak najszybciej i jak najdalej. Klucząc przez korytarze w końcu udało mu się wybiec na ulice. Był piękny, słoneczny dzień, on jednak nie przejmował się tym. Biegł nadal, aż nagle wpadł na wyłaniającą się zza rogu budynku osobę. Pęd przewrócił ich na ziemię.
- Najmocniej przepraszam - wykrzyknął, a jego głos był mieszaniną strachu z powodu tego, co zobaczył oraz szczerego poczucia winy. Spojrzał na osobę, która zbierała się do wstawania i aż zaniemówił, była to owa rudowłosa dziewczyna, która najpierw pojawiła się w jednym z jego snów, a następnie widział ją pierwszego dnia w szkole.
- Oszalałeś? - krzyknęła na niego, po czym spojrzała i również zaniemówiła.
Czy ona mnie poznaje? - zapytał sam siebie w myślach. Być może to nie był tylko sen.
Lecz jeśli nie sen - to co?
- To ty... - powiedziała, stojąc już na nogach, po czym wstrząsnęła głową i dodała. - Przepraszam, chyba cię z kimś pomyliłam.
- To naprawdę dziwne - pomyślał patrząc jak tamta odchodzi. Mimo wszystko nie był w stanie ruszyć się, ani wydać z siebie żadnego dźwięku. - Zbyt dużo naraz. Najpierw tamto wydarzenie z szkoły, a teraz ta dziewczyna - dodał w myślach. - Przynajmniej teraz jestem pewny, że istnieje naprawdę.
- Nic ci się nie stało? - usłyszał za plecami. Odwrócił się i zobaczył Kacpra - jednego z kolegów z klasy.
- Nie, drobnostka - odparł i zerknął spowrotem za rudowłosą, jednak odeszła tak szybko, że teraz jej już nie widział.

Był to piątkowy wieczór, a jak wiadomo - piątek to weekendu początek. Nowi znajomi organizowali spotkanie integracyjne, czyli ognisko połączone zapewne z piciem alkoholu. Nie wszyscy zapewnili, ze przyjdą, Mateusz również nie miał zamiaru, jednak po porannym incydencie rozmawiał więcej z Kacprem i ten go w końcu namówił. Mieli spotkać się przed szkołą i tam też na niego czekał. Przywitali się, po czym wsiedli to autobusu, by po kilkunastu minutach być już na miejscu. Reszta już tam była, czekając na nich, las był dosyć spory a nie chcieli spędzić wieczoru na szukaniu zaginionych kolegów. Gdy w końcu wyruszali, słońce już zachodziło.

Las

Na miejscu nie szło się bardzo długo, czas mijał tym szybciej, że w dobrym towarzystwie, rozmawiając. Mateusz zapomniał o strasznych przeżyciach dzisiejszego dnia, nie myślał też o wszystkich dziwnych rzeczach, które wydarzały się w ostatnim czasie. Teraz dogadywał się dobrze z wszystkimi i czuł się dobrze dzięki temu. Dotarli na miejsce i od razu zabrali się za szukanie drewna oraz rozpalanie ogniska. 6 chłopaków i 4 dziewczyny zrobili to zadanie dosyć szybko i zanim zrobiło się całkiem ciemno, siedzieli już przy płonącym ognisku. W końcu wysoki blondyn wyciągnął butelkę wódki. Każdy, oprócz Mateusza wyjął coś, do czego mógł sobie nalać. On o tym w ogóle nie pomyślał wcześniej i teraz rozglądał się bezradnie. Zauważyła to jedna z dziewczyn, brunetka o imieniu Natalia i przysiadła się bliżej, uśmiechając się.
- Trzymaj - powiedziała, wyciągając z plecaka kieliszek. - W zamian postawisz mi następnym razem piwko.
- Dzięki, ale nie trzeba było... - zaczął i ugryzł się w język. Przypomniało mu się, że obiecał sobie, że w tej szkole od początku będzie miał przyjaciół, nawet jeśli niekiedy będzie musiał zrobić coś, co mu nie do końca odpowiada.
- To oddawaj - zaśmiała się. - Nie mów, że nie chcesz z nami pić.
- Chcę - odpowiedział cicho, jednak ona już rozmawiała z kimś innym.

Pierwsza butelka zeszła bardzo szybko, szczególnie na tak dużo osób, podobnie było z drugą i trzecią. Mateusz zastanawiał się, jak dużo jeszcze mają w zapasie, gdy okazało się, że będą pić właśnie ostatnią. Kręciło mu się trochę w głowie, jednak od stanu upicia było mu jeszcze daleko. Nie można było tego powiedzieć o innych, szczególnie dziewczynach. Jego sąsiadka, Natalia, dotychczas rozmawiała głównie z Olą, jednak tamta leżała teraz w ramionach Kacpra. Brunetka odwróciła się do Mateusza, uśmiechając się.
- Wypijmy bruderszafta
- Ale jesteśmy już na ty - odpowiedział, jednak ona już nalewała.
- Nic nie szkodzi - wypili, po czym pocałowała go w policzek. Popatrzył na nią zdziwiony a ona roześmiała się. - Taka tradycja.
Mateusz odwzajemnił uśmiech.

Ognisko w końcu dogasało, trzeba było zbierać się do domów. Było już grubo po północy. Ostatnie kilkadziesiąt minut spędził na rozmowach z Natalią, o wszystkim w zasadzie.
- Trzeba się zbierać - oznajmiła.
- Taaak - odpowiedział, szybko wstając. Jednak tak szybko jak wstał, tak szybko usiadł z powrotem. Okazało się, że jednak alkohol uderzył go mocniej niż mu się zdawało.
Dziewczyna roześmiała się. Chwytając go za rękę, wstali a ona przytuliła się do niego.
- Też jestem pijana, tak będzie nam łatwiej iść.
- Zapewne - odparł.
Nie byli pierwszymi, którzy wychodzili, ani nie ostatnimi. Został jeszcze Kacper z Olą, którzy chyba przysnęli, oraz wysoki blondyn, ten, który przyniósł pierwszą butelkę. Mateusz ciągle nie mógł zapamiętać jego imienia. Pożegnali się, jednak on nie zwrócił na nich uwagi, siedząc i wpatrując się w dogasające patyki.

Droga powrotna okazała się być dużo dłuższa, gdyż po kilkudziesięciu minutach doszli do wniosku, że nie mają pojęcia, gdzie się znajdują. Wchodzili akurat na polankę, pośrodku której znajdował się krzak niebieskich kwiatów, podobnych do róż. Podeszli do niego, przyglądając się mu. Nagle usłyszeli za swoimi plecami kroki. Obrócili się i ujrzeli kobietę w długiej do ziemi, ciemnoniebieskiej sukni. Patrzyła na nich z złością pomieszaną z zdziwieniem.
- Co tu robicie? - zapytała, a jej głos przeszył ich ciała uczuciem podobnym do wejścia do lodowatej wody. - Nie powinno was tu być.
- Zgubiliśmy się - Mateusz odpowiedział niepewnie. Popatrzyła niego zdziwiona.
- To miejsce jest dobrze ukryte i strzeżone, nie da się tutaj przyjść, jeśli się o nim nie wie.
Nagle przypomniał mu się fragment z Czarnej Książki, którą czytał przez wakacje. Bohater był w bardzo podobnym miejscu. Obejrzał się za siebie, spoglądając na kwiat, czy to możliwe?, pomyślał, zbliżając się do krzaka.
- Stój! - władczy głos kobiety powstrzymał go przed dotknięciem jednego z kwiatów. - Podejdź tu - usłuchał. Przyjrzała się mu dokładnie. - Podaj mi dłoń - powiedziała. Zawahał się przez chwilę, po czym wyciągnął do niej swoja rękę. Dotknęła jej i podniosła wzrok, zdziwiona.
- Ather ithani więc to prawda, czekaliśmy na Ciebie długo. A ta dziewczyna to kto?
Obejrzał się na Natalię.
- Koleżanka z klasy... chwila, co to oznacza, że czekaliście? I kim jesteście?
Spojrzała na niego pustymi, niebieskimi oczyma, jej wzrok wyglądał jakby patrzyła gdzieś daleko.
- Jesteśmy ludem, który istniał na długo przed ludźmi, niestety przez własną głupotę zostaliśmy zniszczeni. Przed tym jak zostaliśmy wypędzeni udało nam się jednak pozostawić ślad po sobie. Ather ithani, syn Księżyca, ten, w którego żyłach będzie krew jednego z nas miał nadejść by wyzwolić nasz lud. Wiedzieliśmy, że nie nastąpi to szybko, stworzyliśmy więc miejsca takie jak to, są one ukryte przed zwykłymi ludźmi, można było do niego trafić tylko, jeżeli wiedziało się o nich. Powstała również księga, opisująca te miejsca. Wędrowała po całym świecie, z czasem ulegając niszczeniu. W końcu przepadła, zapomniana. Oglądaliśmy ten świat z oddali, poszukując odpowiedniej osoby. Znaleźliśmy kilka, niestety żaden z nich nie miał w sobie naszej krwi. Musisz wiedzieć, że nie było nas wielu, a każde wyjście do ludzi oznaczało dla nas wyrok śmierci, byliśmy w końcu wypędzeni i nie mieliśmy prawa wracać.
- Ale kto was wypędził? I dlaczego? No i dokąd - zapytał. - To strasznie dziwne co opowiadasz.
- Posłuchaj więc opowieści mojego ludu - odpowiedziała

c.d.n.


Ziarno Prawdy #6 - Pierwszy dzień

Już nigdy nie będziesz pewien, czy to , co widziałeś było tylko snem, czy może prawdą.

Te słowa prześladowały go w drodze do swojej nowej szkoły. Od tamtego dnia minął już ponad miesiąc, a on coraz bardziej nie był pewien, co wydarzyło się naprawdę. Teraz chciał o tym zapomnieć. Próbował zebrać się w sobie, w końcu musiał dobrze wypaść przed nową klasą - niestety, nie udawało mu się to. W końcu stanął przed dużym budynkiem, w którym miał spędzić następne trzy lata. Spojrzał na masywne, drewniane drzwi a następnie w górę, na napis głoszący, że oto stoi przed Pierwszym Liceum. Wszedł do środka. Autobusy jeździły spod jego domu rzadko, więc teraz był jeszcze długo przed czasem. Do tej pory był tutaj raz - złożyć papiery aby zostać przyjętym, jednak nawet teraz wnętrze przytłaczało go w pewien sposób. Wiedział, że budynek był ogromny, widać to było już od wejścia. Hol był długi i szeroki, posiadał też dwie nawy boczne, odgrodzone marmurowymi filarami. Aula znajdowała się na samym końcu. Po bokach znajdowały się przejścia do skrzydeł, w których były sale lekcyjne. Nie orientował się jeszcze, gdzie będzie się uczył, jednak nie zawracał sobie tym głowy. W końcu dotarł do drzwi auli, popchnął je lekko i zauważył, że na scenie odbywa się próba generalna przestawienia z okazji rozpoczęcia. Rozejrzał się po sali - nie było nikogo, oprócz niego. Wszedł po cichu i usiadł na najbliższym wolnym miejscu, na szczęście nikt go nie zauważył. Aktorzy ćwiczyli i nie zwracali na niego uwagi, on mógł tymczasem poświęcić swoją uwagę oglądaniu wnętrza. Sufit znajdował się na wysokości odpowiadającej 2.5 piętra, na nim namalowane były sceny religijne. Zdziwiło go to, gdyż to liceum nie było szkołą katolicką.

- Przepraszam, co ty tu robisz? - kobiecy głos wyrwał go z zamyślenia. Nauczycielka, opiekunka grupy aktorskiej patrzyła na niego. - Nie powinno cię tu być. Wyjdź na zewnątrz i zaczekaj aż zaprosimy do środka.

Zrobił przepraszającą minę i wyszedł. Okazało się, że pierwszoroczni uczniowie już zbierali się, większość z nich stała w kilkuosobowych grupkach i rozmawiali ze sobą. Rozejrzał się dookoła, jednak nie znalazł nikogo znajomego, zresztą nikogo takiego się nie spodziewał. Dojrzał kilka osób, które wyglądały sympatycznie, jednak nie miał odwagi podejść do nikogo. Udało mu się za to dostrzec niezajętą ławkę po lewej stronie. Podszedł do niej i w momencie, gdy był już blisko zorientował się, że nie tylko on wpadł na ten pomysł. Tuż obok szła zamyślona blondynka i prawie na nią wpadł, odsuwając się w ostatnim momencie. Popatrzyła na niego zaskoczona.
- Przepraszam - powiedziała. - Nie zauważyłam cię - dodała, odgarniając pojedynczy złoty lok, który jak na złość ciągle opadał jej na lewe oko.
- Nic się nie stało - odpowiedział i odwrócił się, odchodząc.

Po chwili zorientował się jakim był głupcem, nie siadając koło tamtej, jednak teraz było już za późno, byłoby mu zbyt głupio tak po prostu tam wrócić. Zamiast tego stanął przy jednym z filarów, obserwując wchodzących ludzi. W końcu drzwi do auli otworzyły się i ukazała się w nich nauczycielka, która wcześniej zwróciła mu uwagę. Nowi uczniowie ruszyli w kierunku auli, by zająć miejsca na inaugurację roku szkolnego. Stojąc w tłoku przy wejściu spojrzał w bok i zauważył, że dziewczyna, którą wcześniej opuścił na ławce patrzy na niego. Ich spojrzenia skrzyżowały się, uśmiechnęła się krótko, po czym szybko odwróciła wzrok.
- Na prawdę jestem głupcem - powiedział do siebie.

Dyrektor przemawiał bardzo długo. Uczniowie dowiedzieli się niemal całej historii szkoły, chociaż większość z nich po kilkunastu minutach już spała (wśród nich był również Mateusz). Niestety nie obudzili się na występ artystyczny, a był warty obejrzenia. Po zakończeniu części oficjalnej należało przejść do swoich klas. Wszystko byłoby proste, gdyby tylko wiedziało się, gdzie ta klasa się znajduje. Mateusz patrzył bezradnie dookoła, niestety nie udało mu się zauważyć nikogo znajomego. Uczniów ubywało, jednak odkrył, że nie jest jedynym zagubionym. Podszedł do najbliższego i okazało się, że on również idzie do tej samej klasy. Wkrótce znaleźli jeszcze dwie osoby, w tym jedną, która miała pojęcie, jakiej klasy mają szukać.
Gdy znaleźli ją, reszta rozmawiała ze sobą. Mateusz rozejrzał się po klasie, szukając wolnego miejsca a przy okazji przyglądając się nowym kolegom i koleżankom.

W końcu wracał do domu. Do przystanku autobusowego nie miał daleko, jednak przejście zajęło mu chwilkę. Szedł zamyślony.
Nagle kątem oka zauważył po drugiej stronie drogi rudowłosą dziewczynę. Przystanął i obrócił się, patrząc na nią. Nagle wszystko mu się przypomniało - tamten sen z pociągu.
- Czy to możliwe, żeby to była ona? - pomyślał, po czym przypomniał sobie, że przecież wtedy to był tylko sen, ona nie mogła istnieć na prawdę, pewnie to był ktoś bardzo podobny. Oddalała się teraz, w końcu stracił ją z oczu, odwrócił się i poszedł dalej.
- Naprawdę dziwne - powiedział do siebie.






Piątek, 7 września 2001 roku

Pierwsze dni minęły jak zwykle w nowych szkołach - ludzie poznawali się, nauczyciele prowadzili lekcje organizacyjne, generalnie nic specjalnego się nie działo. Mateusz po cichu liczył na to, że uda mu się spotkać ową tajemniczą blondynkę z pierwszego dnia, albo dostrzec znowu rudowłosą nieznajomą, niestety bez powodzenia. Mimo wszystko bardziej zależało mu na porozmawianiu z tą pierwszą, niestety, aż do dziś nie miał o niej żadnych informacji, wieści. Nie wiedział nawet jak się nazywa, ani do której klasy chodzi. Nie wiedział nic, oprócz tego, że była bardzo ładną blondynką. Tego dnia to się zmieniło.
- Ogłoszenie dyrektora liceum - zajęcia przerwał damski głos z głośnika, po czym odezwał się męski głos dyrektora. - W związku z zaginięciem uczennicy Katarzyny Abelinskiej prosimy każdego, kto może mieć informacje na temat miejsca jej pobytu, lub widział ją dnia 3 września lub później, o kontakt z sekretariatem.
Początkowo nie wiedział o kogo chodziło, jednak zniknięcie dziewczyny nie było czymś normalnym. Obawiając się, że może chodzić o ową blondynkę, poszedł do sekretariatu, aby rozwiać wątpliwości. Niestety, okazało się to prawdą. Z tego, co udało mu się dowiedzieć, był jedną z ostatnich osób, które ją widziały. Wynikało z tego, że weszła na aulę lub próbowała tam wejść, niestety do klasy już nie dotarła. Żadnej wychodzącej uczennicy nie zauważył również portier. Nie mogła również uciec przez okno, gdyż te na parterze miały kraty, a z piętra miałaby zbyt wysoko. Wyjścia ewakuacyjne również były dokładnie zamknięte. Musiała więc ukryć się gdzieś w szkole a następnie wmieszać w wychodzący tłum. Tutaj pojawia się jednak inne pytanie - po co miałaby to robić?
Zamyślony szedł przez korytarze szkoły, nie zwracając, gdzie dokładnie idzie. W końcu zorientował się, że nie wie, gdzie jest. Rozejrzał się. Był przy zamkniętych drzwiach do podziemi. Były oszklone, jednak ciemność panująca w środku sprawiała, że nic w środku nie widział. Podszedł bliżej, przyglądając się zaintrygowany. Zdawało mu się, że dostrzegł coś w środku. Stanął tuż przy nich i już miał dotknąć szyby, gdy zrozumiał, co to jest. Patrzył wprost na migoczącą twarz zaginionej dziewczyny. Miała zamknięte oczy i bladą twarz, jednak na pewno była to ona. Przybliżył głowę jeszcze odrobinę i w tym momencie otworzyła oczy.
Były czerwone.


Ziarno Prawdy #5

Do stolicy dotarła późnym popołudniem. Nie zdążyła niczego obejrzeć, musiała coś zjeść. Na noc zatrzymała się u jednego z rzemieślników, u którego miałaby zamiar pracować, gdyby nie została przyjęta do Gildii. Jedzenia miała niewiele, więc musiała wybrać się tam już następnego dnia.

4 dni przed końcem 3 ery, rok 538, Sa'aldin, stolica Astarii

Z bliska budynek wydawał się jeszcze większy. Stojąc u podnóża Gildii popatrzyła w górę i aż w głowie zakręciło się jej z zachwytu - białe mury sięgały kilkadziesiąt metrów do góry. Częścią, na którą patrzyła była Strażnica - wysoka wieża, na szczycie której znajdowały się 4 balisty, mogące ostrzeliwać cały obszar doliny, czyniąc miasto trudniejszym do oblegania.
Szła w asyście dwóch wojowników ubranych w biało-niebieskie stroje. Do środka nie mógł wejść byle kto, więc Straż sprawdzała każdego. Potencjalni rekruci zawsze byli eskortowani, aby nie zabłądzili. Chodziło zarówno o ich bezpieczeństwo, gdyż w wielu miejscach Wojownicy ćwiczyli walcząc ze sobą, ale również zapobiegało w pewnym stopniu szpiegowaniu tajemnic Gildii. Była to najstarsza jednostka wojskowa na świecie, z tradycjami wywodzącymi się jeszcze z pierwszej ery, a niektórzy twierdzili, że jeszcze dawniej, teraz trudno było to potwierdzić. Sam budynek był rozbudowywany wielokrotnie, na temat jego podziemi i ukrytych przejść, komnat, krążyły niezliczone plotki, tym bardziej, że ich nie potwierdzał, ani im nie zaprzeczał.
W końcu przeszli przez ogromne drewniane wrota i znaleźli się w dużej, przestronnej sali. Iridia spojrzała do góry i ponownie zdumiała się, widząc misterne obrazy, namalowane na suficie, przedstawiające niezliczone bitwy wygrane przez Gildię. Jej strażnicy zatrzymali się. Jeden obrócił się w jej stronę, bacznie ją obserwując, jednak nic nie mówiąc. Drugi poszedł do przełożonych. Rozglądała się jeszcze, podziwiając kunszt wykonanych dzieł sztuki, gdy w końcu przyszedł jeden z Przywódców. Był to dobrze zbudowany mężczyzna, wyglądał na dobrze po czterdziestce. W przeciwieństwie do strażników miał nagi tors na którym widoczne były liczne tatuaże oraz blizny - pamiątki stoczonych pojedynków i wygranych bitew. Spojrzał na nią krytycznym wzrokiem - wyglądała bardzo marnie w porównaniu do niego.
- Czego tu szukasz? - powiedział. - Nie szukamy służby - zaśmiał się.
Strażnicy nawet nie poruszyli się, dalej bacznie obserwowali ją, a ona poczuła, że się czerwieni.
- Chciałam zostać Wojowniczką - powiedziała nieśmiało.
- Ty? - zaśmiał się głośno. - Nie dziw się, że cię wyśmiewam - dodał po chwili. - To samo zrobiliby nasi wrogowie, gdyby dowiedzieli się o takim rekrucie. Jeśli to wszystko to żegnam. - powiedział i odwrócił się.
- Ale.. - spróbowała zaprotestować, jednak wiedziała, że to na marne.




- Nie przyjęli jej? - zdziwił się Mateusz.

Dziewczyna popatrzyła na niego zamyślona.
- Niestety - powiedziała. - Musiała odejść z niczym. Być może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej, a my nie rozmawialibyśmy teraz. Nie wiedziała, że jest obserwowana - dodała po chwili. - Pewni ludzie spodziewali się przyjścia niezwykłej osoby i chcieli wykorzystać ją do swoich celów. W pewnym sensie się im udało - zasmuciła się. - W każdym razie wróciła do swojego mieszkania, po drodze zatrzymując się tylko po jedzenie. Albo może bardziej aż po jedzenie. Gdy wyciągała z sakiewki monety wypadła jej również owa srebrna zawieszka. Podniosła ją i schowała natychmiast myśląc, że nikt nie zauważył - niestety było inaczej. Zauważyła jedna osoba i o tą jedną osobę było to zbyt wiele.




2 dni przed nastaniem 4. ery, rok 538, Sa'aldin, stolica Astarii, noc.

Wiedziała, że wraca bardzo późno do mieszkania, jednak tak jakoś wyszło. Był nów i generalnie było bardzo ciemno. Weszła do swojego pokoju i poczuła, że coś jest nie tak. Usiadła na łóżku i dopiero wtedy zauważyła zamaskowaną postać stojącą po drugiej stronie pokoju. Nie ruszała się, tylko patrzyła na nią cały czas. Ze strachu nie mogła nic zrobić. Tamten zrobił krok do przodu, a ona odruchowo cofnęła się na łóżku, równocześnie łapiąc w rękę sakiewkę. Poczuła, że nie zamknęła jej dobrze i teraz metalowy obiekt wkulał się do jej prawej dłoni. Zamaskowana osoba zrobiła jeszcze jeden krok, a Iridia wyciągnęła przed siebie lewą rękę, nie chcąc, by tamta osoba podeszła blizej. Strach był ogromny, prawie tak duży jak chęć znalezienia się gdzieś indziej. Nagle poczuła, jak dziwny dreszcz przebiegł przez jej ciało, na sekunde wyczuła, jak srebrny przedmiot emituje do niej swoją moc, a ta przebiega natychmiast do drugiej ręki. Usłyszała huk, a cały świat zawirował. Straciła poczucie czasu i przestrzeni. Otworzyła oczy, jednak widziała tylko biel, otaczającą ją z każdej strony. Nie było nic więcej, prócz niekończącej się przestrzeni złożonej tylko z bieli. W końcu zobaczyła inną postać, znalazła się obok niej tak niespodziewanie, że wręcz wystraszyła ją. Odważyła się popatrzeć na nią, jednak nie poznawała jej w żaden sposób. Widziała twarz tej kobiety pierwszy raz, jednak miała równocześnie wrażenie, jak gdyby ona znajdowała się przy niej od kilku dni.

- W końcu - osoba powiedziała do niej. - Tyle lat w zamknięciu. Tyle lat uciekania przed śmiercią. Tyle lat w samotności. W końcu ktoś przyszedł mnie uwolnić.
Iridia była zbyt przestraszona by coś odpowiedzieć, więc kobieta kontynuowała.
- Widzisz, jesteśmy teraz poza czasem i poza przestrzenią. Mogę znaleźć się gdziekolwiek chcę, aczkolwiek tutaj nic nie ma. Ciężko mi powiedzieć, jak długo tutaj byłam, może minęło kilka dni, może kilka tysięcy lat... Swoją drogą, jaki mamy rok?
- 538 3. ery - odpowiedziała niepewnie.
- Więc trzysta lat minęło... - powiedziała i zamilkła na moment. - Pewnie dużo się zmieniło. Widzisz, będąc tutaj miałam wiele czasu na rozważanie tego, co się stało. Umarłam, a jednak w jakiś sposób żyłam. Udało mi się odkryć coś niesamowitego, poczuj to a zrozumiesz - powiedziała, po czym krzyknęła donośnym głosem. - Poczuj to!

Uderzenie energii zatrząsnęło całym ciałem Iridii, jednak nic się jej nie stało. Kobieta stojąca naprzeciwko zaśmiała się.
- Ta moc jest tu wszędzie dookoła. Przepływa swobodnie i można jej użyć, niestety, mi ona do niczego nie jest potrzebna. Nie mam już ciała, nie mogę też wrócić do Hastapuru w żaden sposób. Próbowałam, ale nie udało mi się. Ty jednak masz ciało. Nauczę cię tego, co sama zdołałam odkryć. Nauczę cię magii.




- I widzisz, tak rozpoczęła się czwarta era. Era wielkiego niepokoju, era magii i wojen.
- Ale przecież... magia nie istnieje - odpowiedział zdziwiony. Popatrzyła na niego dziwnym wzrokiem.
- Tak ci się tylko wydaje. Teraz obudzisz się i już nigdy nie będziesz pewien, czy to co widziałeś, było tylko snem, czy może prawdą. Ale będziesz szukał, w końcu ci się uda znaleźć odpowiedź, by potem okazała się nieprawdziwa...
- Mówisz zagadkami, nie mogłabyś...
- Mateuszu - przerwała mu. - Obudź się! - krzyknęła




30 lipca 2001 roku

Obudził się zlany potem. Dzisiejszy sen był wyjątkowo dziwny.
Już nigdy nie będziesz pewien, czy to , co widziałeś było tylko snem, czy może prawdą.
Słowa zapamiętał mocno, jednak szczegóły szybko bladły. Sięgnął po swój pamiętnik, jednak na jego miejscu znalazł tylko czarną książkę.
Nie miał czasu szukać czego innego, więc otworzył ją pod koniec i odkrył, że posiada wiele czystych kart. Znalazł pierwszą wolną i zapisał ją swym ostatnim snem.



Ziarno Prawdy: Prolog cz. 2. Zło konieczne

Czynić zło w obronie dobra, brzmi śmiesznie, nieprawdaż? Cóż, niektórzy mówią, że to możliwe. A nawet, że konieczne.

22 dzień miesiąca Septów, 236 rok 3. ery

- Nie wyglądasz na zadowoloną - usłyszała znajomy głos za plecami. Odwróciła się i spojrzała w oczy swojego mentora.
- A dlaczego miałabym? - odpowiedziała patrząc mu bezczelnie w oczy. - Najpierw uczysz mnie wielkich wartości, każesz przestrzegać prawa,by potem łaskawie oznajmić, że będę musiała i tak je złamać.
- To nie jest takie proste - odpowiedział łagodnie. - Jesteś Wybrana, to nie jest moja wina.

Dzień był chłodny, zerwał się delikatny, lecz dokuczający wiatr z północnego-wschodu. Mocniej opatuliła się szatą.
- Wybrańczyni, która drży z żimna - Kat'dwara zaśmiała się w myślach. - O tym legendy nie wspominają.
Stała jednak nadal, zachwycając się widokiem, który rozpościerał się pod jej stopami. Widziała swój dom być może po raz ostatni, teraz musi wyruszyć w podróż i walczyć z złem - przynajmniej tak twierdziła Starszyzna. Ale dlaczego ta walka ma oznaczać mordowanie dzieci? Dlaczego mam zakradać się do niczego niespodziewających się ludzi i szybkim ruchem noża pozbawiać ich życia? Dlaczego mam się ukrywać w cieniu, żeby nikt nie dojrzał mojej twarzy, moich oczu, ust, włosów - tego nikt jej nie powiedział. A gdy pytała to mówili, że to dla większego dobra.

- Ale mnie nikt nie pytał, czy chce być Wybrana - odpowiedziała po chwili.
- A mnie nikt nie pytał, czy chce cię uczyć - odpowiedział bez chwili wahania mentor.- A jednak pogodziłem się z tym. Widzisz, z pewnymi rzeczami trzeba się pogodzić. Wydaje ci się, że to co będziesz musiała robić nie będzie zawsze dobre, cóż, możesz mieć racje. Ale pamiętaj, często istnieje duże, ogromne zło, czekające by pochłonąć świat i obok niego mniejsze, wyrządzające szkodę tylko jednej osobie. I to duże zło mówi: wybieraj, ja albo tamto mniejsze...

Słyszała to już niejednokrotnie, jednak wciąż nie była przekonana czy to aby na pewno musi tak być. Ale cóż, nie miała wyjścia. Przynajmniej tam, gdzie pojedzie będzie z daleka od wszystkich znanych jej ludzi. Przez myśl przebiegł jej widok Rothr'ghana i te jego głupie komentarze na jej temat. Wzdrygnęła się zniesmaczona starając się nie myśleć o nim.

-Dobrze, zrobię to - powiedziała w końcu. - Wyruszę na koniec świata i jeszcze dalej. Wyruszę tam gdzie mnie poślesz. I będę zabijała. Zabijała każdego kogo mi wskażesz. Każde dziecko, dorosłego, starca. Mężczyznę i kobietę. Jeśli taka jest droga do osiągnięcia dobra, niech będzie.
- Przysięgnij - zażądał mentor.

Spojrzała na niego z niesmakiem.
- Przysięgam.

Mentor przytaknął i odwrócił się. Nie zauważyła uśmieszku na jego twarzy gdy zakładał kaptur i ruszał w stronę miasta. Być może gdyby to zobaczyła to postąpiła by inaczej. Ona jednak myślała już o czymś innym.

Myślała o zabijaniu




Podobało się? Przeczytaj również pierwszą część prologu: Ziarno Prawdy - Prolog cz. 1
A oprócz tego polub Ziarno Prawdy na facebooku!




Ziarno Prawdy: Prolog cz. 1. Zwierciadło duszy

Javier od początku wiedział, ze coś jest nie tak. Wystarczyło pierwsze spojrzenie. Być może nie powinno się oceniać ludzi po pozorach. Być może od końca ważnejszy jest początek. Jednak każdy koniec ma swój początek.

Był to spokojny chłopiec, może trochę zamknięty w sobie. Miał swoich przyjaciół, niestety, w Hiszpanii. Natomiast mieszkał w Polsce. Dlaczego? Chyba on sam  zadawał to pytanie najczęściej - samemu sobie. Gdy miał 11 lat jego rodzice rozeszli się. Matka zabrała go ze sobą do Madrytu. Młodsza siostra została z ojcem w odległej o setki, tysiące kilometrów Bielsku-Białej. Nigdy dotąd nie było mu źle - matka miała nie najgorszą pracę i nawet jeśli nie mogli sobie pozwolić na wszystko to wciąż żyli na dosyć wysokim poziomie. Pamiętał ojca, jednak przez 5 lat wspomnienia wyblakły. Zresztą zawsze wolał matkę - rozumiała go, no może nie całkiem ale na pewno lepiej niż ojciec, który większość czasu spędzał poza domem. Co robił? Dla Javiera pozostawało tajemnicą, był za młody, żeby się dowiedzieć

Teraz niestety życie nie mogło być już takie jak wcześniej. Matka zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jej ciało zostało wyłowione z Manzanaresy 29 czerwca 2011 roku. Miała na sobie wiele ran, początkowo uznano, że zabiło ją jakieś wygłodniałe zwierze, jednak nic aż tak dużego nie porusza się tak po prostu po ulicach Madrytu. Nie znaleziono również motywu do morderstwa, nie stwierdzono również żeby została przed śmiercią zgwałcona.

Tylko te rany. Naliczono ponad 70 nakłuć różnej wielkości i głębokości.

Javierowi nie pozwolono zobaczyć matki przed pogrzebem - uznano, że widok był za bardzo makabryczny jak dla tak młodego człowieka. Wakacje tego roku były najgorszymi w jego życiu. A teraz cały zestresowany wchodził na swój pierwszy dzień zajęć w szkole. Nie zdążył przyjechać na rozpoczęcie roku i teraz nikogo nie znał...

Z pamiętnika Javiera Rodrigueza
5 września 2011 roku

Mój pierwszy dzień w nowej szkole. Nie chciałem tutaj być. Powinienem teraz siedzieć przy matce i opowiadać jej o wszystkich wspaniałych ludziach których poznałem.

Szkoda, że to niemożliwe.

Matka jest przy mnie cały czas.

Ale ludzie nie są wspaniali
Wspominałem już, że na nasze życie największy wpływ mają ludzie o których często niewiele wiemy? Cóż, u Javiera zdarzyło się dokładnie coś takiego. Nawet jeżeli tego nie chciał. Nawet jeżeli spodziewał się zupełnie czego innego. Życie często sprawia że otrzymujemy co innego, niż chcieliśmy
6 września 2011 roku

Wczoraj zapisałem niewiele, byłem zdenerwowany, to wszystko. Od rana czułem, że wszystko pójdzie inaczej, niż tego bym chciał.

Zaraz po wejściu do szkoły zaczepiła mnie pewna dziewczyna. Bardzo ładna można powiedzieć, wysoka blondynka.

No i te oczy. Dwa niebieskie oceany w których trzeba utonąć.

Oczy śmierci


Pewnego razu w kąpieli

Specjalnie dla Malwiny :)

Pomieszczenie wydawało się nieco zbyt duszne, jednak Jaravan uwielbiał ciepło znajdujące się w izdebce. Przypomniał sobie ostatni raz gdy tu się znajdował i przyjemny dreszcz przebiegł przez jego ciało. Szkoda, że nie miał czasu zaglądać tutaj częściej. Dzisiaj musiał, gdyż następnego dnia czekało go spotkanie z ważną dla niego osobą. Zdjął koszulę i spojrzał dumnie w lustro, oglądając swój nagi tors. Dużo ćwiczył, by doprowadzić swoje ciało do perfekcji i chociaż wiele do tego brakowało to był zadowolony z osiągnięć. Na lewym ramieniu znajdował się tatuaż - anioł - oraz podpis: amor vincit omnia. W końcu napatrzył się na górną część swojego ciała i ściągnął spodnie. Spojrzał w dół. Cóż, z tego widoku nie był zadowolony, jednak nie mógł nic na to poradzić.

W tym czasie nagrzana woda wypełniła po brzegi drewnianą balię. Wszedł nieśpiesznie zachwycając się mokrym dotykiem na swojej skórze, gdy powoli zanurzał się w idealnie ciepłej wodzie. Rozmarzył się wspominając wydarzenia ostatnich tygodni.
- Gdybym tylko teraz nie był tu sam - powiedział do siebie. - Życie byłoby dużo piękniejsze.

Jak na zawołanie pojawiły się dwie niewiasty z wiadrami gorącej wody w dłoniach. Podeszły i jedna powoli wlewała wodę podczas, gdy druga nieśpiesznie zdejmowała koszulę... jednak dalsza część to opowieść na kiedy indziej :)


Nowa strona!

Witam!

Po 3 latach prowadzenia strony dawciupotter.pl postanowiłem ją zamknąć i rozpocząć zupełnie nowy projekt - tą stronę.

Będę ją prowadził w formie blogu.

Archiwum starej strony będzie dostępne wkrótce.

Póki co dodawajcie do ulubionych i stay tuned! :)