Generalne uczucie szczęścia

Był sobotni wieczór, dosyć ciepły jak na zbliżającą się zimę. Dawno nigdzie nie wyszła, więc gdy ten chłopak ją zaprosił - od razu się zgodziła. Był punktualny, ona nie, jednak czekał cierpliwie przed drzwiami. Ubrany elegancko, może trochę za bardzo jak dla niej. Otworzyła drzwi i zaniemówiła z wrażenia. Nigdy nie była uważana za ładną dziewczynę, a tak przystojny chłopak chciał spędzić ten wieczór razem z nią.

Poznała go ledwo kilka dni wcześniej, w autobusie. Siedziała, jak zwykle sama - linia którą jeździła nie była zbyt oblegana, a chłopak sam z siebie się dosiadł, zagadał, pytając o książkę, którą właśnie czytała. W pierwszym momencie nie zwróciła nawet na niego uwagi, dopiero jak powtórzył pytanie drugi raz zorientowała się, że ktoś koło niej siedzi. Popatrzyła na niego, odgarniając na bok czarne loki. Uśmiechnął się, a ona wiedziała, że zapamięta ten moment do końca życia. Niektórzy nazywają to miłość od pierwszego wejrzenia.

Cóż, przynajmniej wtedy tak myślała.

Rozmawiali nieprzerwanie, aż odprowadził ją pod same drzwi, mimo tego, że nie było mu to po drodze. Pożegnali się i dziewczyna weszła do środka. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że spędziła najszczęśliwsze pół godziny swojego życia, a nawet nie zna imienia tego chłopaka. Wyjrzała na zewnątrz, jednak już go nie ujrzała. Zmartwiona powlokła się do pokoju, rzuciła się na łóżko i zasnęła. Natychmiast pojawił się w jej snach. Tak bliski, tak realny... a właściwie nierealny.

A teraz stał tuż przed nią. Ubrany w czarną marynarkę, pod którą dostrzegła czerwoną koszulkę. Krótkie blond włosy zaczesane niby niedbale, lekko do tyłu. Miała wrażenie, że nie wygląda przy nim zbyt dobrze. Ubrała co prawda swoją ulubioną, czarną sukienkę, a do tego najlepsze buty, jednak pewien brak pewności siebie powodował, że chciała się schować. Zamiast tego oblała się rumieńcem. Przez dobrych kilka chwil nie mogła nic z siebie wydusić.
Po kilku minutach rozmowy nie myślała już o tym, kontemplując chwilę, chcąc zatrzymać czas, zostać przy nim. Nie wiedziała jak to możliwe, ale była pewna, że zakochała się w chłopaku, którego dopiero co poznała. Nigdy wcześniej się jej to nie zdarzyło.

W końcu doszli do celu - domu na obrzeżach miasta, w którym odbywała się domówka z udziałem znajomych chłopaka. Już będąc na zewnątrz słychać było muzykę oraz błyskające w oknach światła. Nie powinnam tam iść, przemknęło jej przez chwilę przez głowę, jednak popatrzyła znowu na niego, uśmiechnęła się, chwyciła go pod ramię, i razem weszli do środka.

Była to jej pierwsza impreza, nigdy nie była za bardzo rozrywkową osobą. Większość czasu spędzała nad książkami, była więc osobą zbyt nudną dla tzw. imprezowych znajomych. Nie była również szczególnie ładna, nie brzydka - to prawda, ale za piękność uchodzić nie mogła. Wchodząc do środka była więc mocno zestresowana - nie wiedziała jak się zachować, a do tego mnóstwo nowych ludzi, witających ich już od progu. Było ich więcej, niż się spodziewała. Szybko została pobieżnie przedstawiona kilku dziewczynom, które stały najbliżej wejścia, gdy jej partner przeprosił ją, mówiąc, że za chwilę wróci. Nie została jednak sama - nowo poznane dziewczyny chętnie z nią rozmawiały, na wszelkie tematy, bardzo szybko ktoś przyniósł alkohol. Piła pierwszy raz w swoim życiu, jednak drink całkiem jej zasmakował, wypiła więc całą szklankę na raz, po czym popatrzyła się na pozostałe dziewczyny i zdziwiona zauważyła, że one wypiły około czwartej części zawartości. Stwierdziła również, że dziwnie na nią patrzą, na szczęście w tym samym momencie przyszedł ten chłopak, jej chłopak, pomyślała, chociaż wiedziała, że to nie prawda. Jeszcze - ostatnia myśl przemknęła jej przez głowę, gdy on wyciągał ją na środek parkietu. Nie tańczyła nigdy wcześniej, chyba, że sama, jednak dała się mu całkowicie poprowadzić i po chwili sama była zdziwiona, jak dobrze im to wychodzi. Cały świat zawirował, wtedy liczył się on, i tylko on. Cały świat nagle przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, ograniczył się do postaci tego właśnie chłopaka. Oraz tego tańca, niekończącego się, oraz pięknego. W końcu musieli odpocząć, wypili kolejne kieliszki alkoholu. Po czym znowu poszli tańczyć, i wtedy, gdy tak wirowała zaczynała czuć, że przestaje czuć, co się z nią dzieje.

Jedyne co pamiętała to dziwne, generalne uczucie szczęścia.

Potem nagle znaleźli się na zewnątrz. Przytuleni do siebie patrzyli w niebo, usiane tysiącami gwiazd. Księżyc w pełni, niezakłócony ani jedną chmurką stwarzał bajkową atmosferę. Chciała, by ta chwila trwała, do końca, na zawsze. Patrząc w niebo zauważyła, że zostało przecięte pojedynczą spadającą gwiazdą.
- Widziałaś? - odezwał się chłopak. - Spadająca gwiazda. Pomyśl życzenie, a na pewno się spełni.

Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła, ale nagle obróciła się w jego kierunku, a on przyciągnął ją bliżej do siebie, a ich wargi spotkały się w niekończącym się pocałunku. Ponownie cały świat dla niej zawirował, ograniczył się tylko do niego, do tej krótkiej chwili, do ciepła jego warg. Nic więcej się nie liczyło, bo nic więcej nie miało teraz znaczenia. Tylko ona i on.

Niestety alkohol dawał o sobie znać, nie pozwalając zapamiętać wszystkiego. Czuła się dziwnie, jednak dała się mu prowadzić ze sobą. Była wciąż przytulona do niego, gdy przekraczali próg domu. Jego domu.
Pocałowała go, gdy wchodzili do sypialni, i nie przeszkadzała w żaden sposób, gdy rozpinał suknie...

A potem nie pamiętała już nic. Pozostało jej tylko dziwne, generalne uczucie szczęścia.


Niebiańskie opowieści

Ludzie powiadają, ze los każdego jest przepowiedziany od początku. Jedni nazywali to wolą Bożą, inni - przeznaczeniem, jednak wiele zbiegów okoliczności, które były właściwie niemożliwe, trudno było nazwać przypadkiem. Jednak jak było naprawdę - to wiedzieli tylko nieliczni.

Było ciepłe letnie popołudnie. Dwaj bracia - jeden cały w bieli, drugi odziany w czerwień, stali przed szpitalem.
- Wkrótce się urodzi - powiedział pierwszy.
- Trzeba powiadomić Wyrocznie - odpowiedział drugi.

Kim była Wyrocznia? Nikt dokładnie nie wiedział. Istniała od zawsze, jej przepowiednie kształtowały świat od tysięcy lat. Nigdy się nie myliła. Bracia odwrócili się do niej, przyglądając uważnie staruszce. Siwe włosy, zmarszczki, zawsze zgarbiona, widzieli ją tyle razy, a ona nigdy się nie zmieniała. Popatrzyła na nich i nic nie mówiąc zaprosiła do środka - wiedziała po co przyszli. Pomieszczenie było niewielkie, bez okien, oświetlane świecami, panował półmrok i zaduch, a dodatkowo dym z kadzideł przeszkadzał w dojrzeniu czegokolwiek. Staruszka podeszła do stojącej przy ścianie szafy, by wyciągnąć z niej kości - starożytne i magiczne. Bracia w tym czasie usiedli przy stole. Po chwili Wyrocznia dołączyła do nich. Popatrzyła smutno na jednego a następnie na drugiego i obwieściła
- Pierwsze losowanie.

Trzeba bowiem wiedzieć, że losy zawsze były trzy. Trzy najważniejsze rzeczy mówiące o tym, co człowiek osiągnie, jaki będzie.
Pierwsza liczba dotyczyła talentów nowo narodzonego. Im wyższa liczba, tym więcej ich dostanie.. i tak też się stało, 6 zostało wylosowane. Staruszka popatrzyła na braci.
- Zaprawdę powiadam wam - powiedziała. - Młodzieniec wiele rzeczy będzie potrafił. Nauczy się czegokolwiek będzie chciał. Będzie mógł umieć wszystko - w tym momencie pierwszy z braci nieznacznie się uśmiechnął. - Lecz powiadam wam, będzie umiał zbyt wiele. Szóstka bowiem jest liczbą zepsutą. Będzie wszystko umiał, lecz nie będzie potrafił tego dobrze użyć. Jego wiedza przyniesie więcej zła, niż dobra, nie tylko dla niego, a również dla jego bliskich - drugi brat popatrzył triumfalnie na pierwszego. -Tak będzie, bo tak miało być - dodała.

I tak zakończyło się Pierwsze Losowanie. Dwa pozostały do końca. Drugie dotyczyło jego przyjaźni i popularności. Osoby losujące jeden całe życie spędzali samotnie, poznając w końcu kobietę swojego życia, jednak nigdy nie mieli przyjaciół, znajomych, ich życie nie było szczęśliwe. Staruszka rzuciła kością.
- Ponownie 6 - powiedziała. - Młodzieniec pozna więcej osób, niż będzie w stanie zapamiętać. Z wieloma będzie się przyjaźnił, nigdy nie będzie mu brakowało towarzystwa, kolegów i dziewczyn. jednak zaprawdę powiadam wam, 6 jest liczbą przeklętą, chłopak w końcu zapomni kto jest dla niego naprawdę ważny, w końcu będzie samotny. Samotny pośrodku wielu nieznajomych. Tak będzie, bo tak miało być.

I tak zakończyło się Drugie Losowanie. Jedno już tylko pozostało do końca. Ostatnie było losem przynależności. Odwieczna walka między Bogiem a Szatanem, do kogo nowonarodzony ma należeć, rozwiązane przy pomocy rzutu kością. Jeden oznaczało, że nigdy nie odnajdzie Boga w swoim życiu. Nie musi być złym człowiekiem, po prostu nigdy nie będzie blisko Boga. Staruszka rzuciła kością.
- Ostatnia liczba, to również 6 - powiedziała. - Chłopak będzie blisko Boga, tak blisko, ze pozna jego tajemnice. Będzie go to doprowadzać na skraj szaleństwa, w końcu nie wiedząc co jest prawdą, a co kłamstwem będzie raz bardzo blisko, a raz daleko. Tak będzie, bo tak miało być.

I tak zakończyło się Trzecie Losowanie. Wszystko zostało przepowiedziane. Drugi brat, ubrany w czerwień wstał i zaśmiał się.
- Liczby układają się w 666 - powiedział, a w jego oczach zapłonął żywy ogień. Odwrócił się z skrzydłami wyrastającymi z pleców. - Lecę do swojego pana, ty poleć do swego i powiedz mu o wyniku - dodał, zwracając się do białego brata.




7 lat później młodzieniec poszedł do szkoły. Z nauką nigdy nie miał problemu, talentów aż nazbyt, instrumenty muzyczne, czy sporty nie były dla niego żadnym wyzwaniem. Wzorowy uczeń, w końcu student, zawsze pomysłowy, rezolutny... Jednak nigdy nie potrafił wykorzystać dobrze żadnego talentu. Więcej zła, niż dobrego czynił, wykorzystując swą wiedzę w najgorszy możliwy sposób, manipulując ludźmi, oszukując, coraz bardziej pragnął pieniądza tak, że wszystko mógłby dla niego uczynić. Mądrość jego i wiedza, tak ogromna, poszła na zatracenie, i tak dokonała się Pierwsza Przepowiednia.




Chłopak zawsze wiedział, co powiedzieć, by ludzie go lubili. Bez problemu zawierał nowe znajomości, nowe przyjaźni, nigdy nie był sam, zawsze ktoś mu towarzyszył. Mogło się wydawać - niczego mu nie brakowało, jednak w pewnym momencie odkrył, że choć może z wszystkimi rozmawiać o niczym, z każdym może się pośmiać, że chociaż codziennie może mieć inną dziewczyną, bo każda będzie go chciała, to mimo to nie miał nikogo, komu mógłby opowiedzieć o swoich problemach. Był samotny w tłumie, i tak dokonała się Druga Przepowiednia




Niczym wzór do naśladowania, tłumaczył zawsze bez większych problemów Pisma. Od dzieciństwa jego kontakt z Bogiem był ogromny, znajdował się bardzo blisko Niego. Chciał wiedzieć więcej i więcej, ciekawiło go to. Jednak w końcu zaczął dostrzegać pewne rzeczy, których nie powinien nigdy dostrzec. Sprzeczności tak wiele, a nie miał nikogo, kto potrafiłby mu pomóc je rozwiązać. Na zmianę blisko i daleko od Boga, w końcu przestał w ogóle o nim myśleć, i tak dotrwał do śmierci, i tak dokonała się Trzecia Przepowiednia




Na łożu śmierci leżał sam, zapomniany przez wszystkich. Wiedział, że to jego ostatnia godzina, popatrzył przez okno i łza popłynęła po policzku na wspomnienie wszystkiego, co się wydarzyło. Gdy już dochodził koniec jego życia, przy jego łóżku pojawili się dwaj bracia. Popatrzył zdziwiony, wszak widział ich pierwszy raz w życiu i to w takim momencie. Pierwszy brat wyraźnie smutny, wiedział, że przegrał bitwę o tego człowieka, i chociaż wiedział od początku, że tak będzie, to wciąż miał nadzieję, że jednak umierający się nawróci. Niestety rozsądek przypominał mu o wyroczni, która wiele lat wcześniej przepowiedziała to wszystko. Drugi brat dla odmiany promieniał z radości. Kolejna dusza, kolejna dusza - powtarzał. I to tyle warta, tyle warta! - dodawał co jakiś czas. Zdumienie mężczyzny pogłębiało się, jednak nie miał siły zapytać już o nic. W ostatniej sekundzie swojego życia przypomniał sobie całe swoje życie, wszystkie złe i dobre czyny, chociaż tych pierwszych było więcej. W ostatniej sekundzie zapłakał, prosząc Boga o wybaczenie. Wiedział, że był grzesznikiem, znał Pisma i wiedział co robił źle. I nie chciał skończyć na wiecznym potępieniu. Więc w ostatniej sekundzie swojego życia zawołał do Pana, a potem wyzionął ducha. Bracia popatrzeli na niego zdziwieni. Dawno nie widzieli człowieka, który miałby w sobie tyle sprzeczności, tyle rozterek. Biały brat zaśmiał się.
- Co się stało? - Zapytał go brat czerwony.
Biały brat jeszcze raz głośniej zaśmiał się i odpowiedział mu:
- Bóg go wysłuchał