Praca maturalna - Dylematy moralne bohaterów literackich

Temat mojej pracy maturalnej brzmiał: Dylematy moralne bohaterów literackich - omów zagadnienie odwołując się do bohaterów wybranych utworów.


1.     Wstęp


Wybrałem ten temat, gdyż dylematy moralne są czymś, co prawie każdy z nas w życiu doświadcza. Jest wiele sytuacji w bardzo trudnych, w których ciężko wybrać dobrze, czasem nawet nie wiadomo, wybierając, co postąpimy dobrze. Przykładem może być eksperyment myślowy nazwanym „dylematem wagonika” – wagonik wyrwał się spod kontroli i pędzi w dół po torach wprost w grupę pięciu ludzi. Możemy przestawić zwrotnicę, jednak na drugim torze znajduje się jedna osoba. Przestawiając skazujemy ją na śmierć, zostawiając narażamy na śmierć pięciu ludzi znajdujących się na torze. Wybór nie jest łatwy. Podobnie bohaterowie lektur bardzo często musieli dokonywać ciężkich wyborów. Mam jednak nadzieję, że nikt z nas nie będzie musiał nigdy podejmować tak trudnych decyzji.

2.     Antygona


Pierwszą postacią, którą omówię jest Antygona, tytułowa bohaterka tragedii Sofoklesa. Jest córką króla Edypa, na którym ciąży klątwa związana z zabiciem swojego ojca. Antygona jest to postać dumna, porywcza, zdecydowana i energiczna. Te cechy sprawiają, że mimo zakazu swojego króla - Kreona, pochowała Polinejkesa, swojego brata. Był on zdrajcą, żądnym krwi i władzy, więc Kreon nie chce, aby zarówno Polinejkesa jak i Eteoklesa, który był wiernym obrońcą ojczyzny, stanął w szranki z bratem i ofiarnie bronił Teb, aby ich obu spotkał taki sam pośmiertny los, więc zakazuje grzebania Polinejkesa. Wydaje się mu to racjonalne, że obrońca miasta będzie pochowany z honorami, zaś zdrajca – pozbawiony czci, a jego ciało porzucone, jest to jednak sprzeczne z prawami boskimi. W tamtych czasach było to przestępstwem religijnym. Według prastarego obyczaju sakralnego karze podlegała osoba, która ujrzawszy niepogrzebanego trupa, nie przykryła go choćby cienką warstwą piasku. Antygona w obronie tych praw decyduje się godnie pochować brata. Pragnie ona, aby jego dusza zaznała pośmiertnego odpoczynku w krainie Hadesu i nie błąkała się po świecie.
Była jednak świadoma, że pochowanie brata spowoduje wejście w konflikt z prawem państwowym. Mimo wszystko pozostaje wierna swoim przekonaniom.
Na argumenty Kreona, dotyczące konieczności wydania rozkazu odpowiada:

„Któż wie, jakie wśród zmarłych są prawa?”

W końcu bardziej lęka się ona konsekwencji wynikających z niespełnienia powinności wobec bogów, niż prawa ustanowionego przez człowieka:

„A nie mniemałam, by ukaz twój ostry
Tyle miał wagi i siły w człowieku,
Aby mógł łamać święte prawa boże
Które są wieczne i trwają od wieku,
Że ich początku nikt zbadać nie może.
Ja więc nie chciałam ulęknąć się człeka
I za złamanie praw tych kiedyś bogom
Zdawać tam sprawę. Bom śmierci ja pewna
Nawet bez twego ukazu”.

Wie, ze łamiąc rozkaz naraża się na śmierć, jednak godzi się ze swoim tragicznym losem. Uznaje wyższość bogów, nie człowieka.

Kreon natomiast nawet w momencie, gdy dowiaduje się o przestępstwie Antygony – jego krewnej i narzeczonej jego syna, Hajmona, nie zmienia rozkazu. Uważa on, że ten, kto dopuścił się jawnego złamania prawa, musi zostać ukarany. Nieistotne są tu więzy krwi, powinowactwo, czy uczucia syna, który „walczy” o narzeczoną podczas rozmowy z ojcem. Król radzi mu, aby wybrał sobie inną kobietę na żonę:

„Synu, nie folguj więc żądzy, nie porzuć
Dla marnej dziewki rozsądku! (…)
Przeto ze wstrętem ty porzuć tę dziewkę (…)”

Jednak warto zaznaczyć, ze Kreon sam jest w trudnej sytuacji – musi wybierać między prawem rodzinnym, swoimi uczuciami, sumieniem a prawem państwowym i autorytetem władzy. Nie można przecież zapominać, że Antygona była członkiem rodziny, przedstawicielką rodu królewskiego i narzeczoną Hajmona. Chociażby ze względu na swojego syna Kreon mógł cofnąć rozkaz, jednak obawiał się utraty autorytetu.

Kreon wybierając dobro społeczne naraża się bogom. W Epejsodionie V pojawia się w końcu wieszcz Tejrezjasz, który namawia Kreona do zmiany decyzji, argumentując, że nie zrobienie tego ściągnie nieszczęście na miasto oraz na samego króla. Ten w końcu zgadza się ułaskawić Antygonę i pochować Polinejkesa. Jak się jednak okazuje – Antygona powiesiła się, natomiast Hajmon z rozpaczy popełnił samobójstwo. Na wieść o śmierci swojego syna zabija się również Eurydyka – żona Kreona.
Władca zostaje sam, bez bliskich.

3.     Konrad Wallenrod


Drugą postacią, o której opowiem, jest Konrad Wallenrod – tytułowy bohater utworu Adama Mickiewicza. Ma on dwie biografię i dwa imiona – Konrad Wallenrod to Walter Alf z „Powieści wajdeloty”. Jako dziecko Walter został porwany przez krzyżaków z rodzinnej Litwy, nie traci jednak tożsamości narodowej dzięki pieśni śpiewanych przez Halbana – starego Litwina, który także przebywał na dworze krzyżackim. Pieśni wyzwalają w nim nie tylko poczucie patriotyczną tęsknotę za ojczyzną, ale również nienawiść do zakonu. Jako młody mężczyzna ucieka na Litwę, na dwór księcia Kiejstuta. Zakochuje się tam w jego córce – Aldonie, którą poślubia. Opuszcza ukochaną, by drogą podstępu zniszczyć Zakon. Pod przybranym nazwiskiem, jako Konrad Wallenrod – wstępuje w szeregi zakonu a następnie, już jako Wielki Mistrz – doprowadza do klęski wojsk krzyżackich w wojnie z Litwą.

Bohater musi wybierać wiele razy, a każde rozwiązanie przynieść mu może jedynie cierpienie. Pierwszy wybór, przed którym jest postawiony, to wybór między miłością do ojczyzny, a miłością do kobiety. Okazuje się bowiem, że obie nie mogą w życiu bohatera współistnieć we wzajemnej zgodzie – któreś z nich musi zostać poświęcone. Musi on zdecydować, czy poświęci dobro ojczyzny dla własnego szczęścia, przy boku ukochanej kobiety, czy raczej wybierze patriotyczny obowiązek, tym samym pozbawiając się szczęścia w życiu prywatnym, raniąc ukochaną, a siebie samego skazać na męki tęsknoty i świadomości utraconego szczęścia.
Konrad żeni się z Aldoną, jednak wtedy ma już postanowioną decyzję o zemście na Zakonie Krzyżackim. Gdy pojawia się gorąca, odwzajemniona miłość do kobiety, a przed oczami rysuje się wizja szczęśliwych chwil małżeńskiego życia, bohater staje przed trudnym wyborem, którego skutki będą dla niego tragiczne – wybierając ojczyznę traci możliwość szczęśliwego życia osobistego, gdy zaś wybierze miłość ukochanej zrujnuje spokój własnego sumienia.

„Szczęścia w domu nie zaznał, bo nie było go w ojczyźnie”

Ład narodowy stanowi gwarancję osiągnięcia szczęścia osobistego. Walter Alf opuszcza Aldonę skazując zarówno siebie, jak i ją na rozpacz i cierpienia z tęsknoty. To, że ją rani, nie pozostaje dla niego bez znaczenia; często w trakcie, gdy rozmawiają, przewija się ubolewanie Konrada nad jej losem, zrujnowanym szczęściem.

Warto tutaj zauważyć pewną analogię między głównym bohaterem a autorem powieści. Adam Mickiewicz będąc na zesłaniu w Rosji. Pracował nad tekstem, gdy był przymusowo zatrudniony w kancelarii generała-gubernatora, księcia Dymitra Golicyna, jako urzędnik państwowy. Jego sytuacja była tym samym dwuznaczna – z jednej strony znany był już jako działacz filomacki, z drugiej strony służył (chociaż wbrew własnej woli), znienawidzonemu zaborcy. Na co dzień był posłusznym urzędnikiem administracji carskiej, myśli jego jednak cały czas krążyły wokół walki z zaborcą i wyzwolenia się Polski. Do wszystkiego dorzuciła się klęska powstania dekabrystów, w których Mickiewicz stracił swoich bliskich rosyjskich przyjaciół. Uświadomił sobie też w tym momencie, ze Rosja jest zbyt potężnym mocarstwem, aby pokonać ją w otwartej walce – należało poszukać innych dróg.

Mickiewicz musiał uzyskać zgodę carskiej cenzury, co dla niego – poety zesłanego za antyrosyjską działalność – nie było prostym zadaniem. Akcje utworu umieszcza więc w XIV wieku. Nie mógł przecież napisać o walce z zaborcą wprost – cenzura nigdy by tego nie dopuściła do druku.

4.     Hamlet


Kolejną postacią jest tytułowy Hamlet z tragedii Williama Szekspira. Jest on księciem duńskim, którego ojciec dopiero co umarł. Okazuje się jednak, że śmierć nie była spowodowana chorobą, wypadkiem ani żadną inną naturalną przyczyną. Duch starego Hamleta objawia się synowi i oświadcza mu, że został zamordowany przez Klaudiusza – stryja Hamleta.

Dylemat moralny tej postaci nie jest tak dobrze widoczny jak innych które omawiałem i omówię. Specjalnie przywołałem jedną taką, aby pokazać, że niekiedy dylematy mogą być ukryte między wierszami. Chciałbym bowiem na chwilę wczuć się w postać Hamleta. Po śmierci ojca jego matka, Gertruda, bardzo szybko wychodzi za mąż za Klaudiusza – stryja Hamleta, który później okazuje się mordercą ojca naszego bohatera. Hamlet zostaje tym samym osamotniony, jednak sam również izoluje się od świata. Można zadać tutaj pytanie – dlaczego to robi? Do matki mówi, że

„Chcąc być łagodnym, okrutnym być muszę”

Staje się bezlitosny dla Gertrudy i Ofelii, które przecież kocha i szanuje w głębi serca. Nakłada sam na siebie maskę szaleńca, wychodzi mu to tak dobrze, że nawet grabarze uważają go za obłąkanego. Nie zdejmuje ich przed nikim oprócz Horacego oraz w kilku momentach przed matką.

Wcielmy się teraz w niego. Jest zagubiony i osamotniony. Widzi ducha swojego ojca, który opowiada mu o tym, że zginął, tylko został zamordowany przez Klaudiusza. Hamlet przysięga pomścić zbrodnię na królu, wybierając tym samym drogę zemsty, jednak zabójstwo jest sprzeczne z jego szlachetną i wrażliwą naturą. Jego życie komplikuje dodatkowo stryj, który odczuwając zagrożenie obecnością młodego Hamleta planuje wysłać bratanka do Anglii. Hamlet zostaje postawiony w sytuacji, w której musi zachować się niejako wbrew sobie, spróbować zabić Klaudiusza, bo jeżeli tego nie zrobi, nie będzie w stanie pomścić ojca. W końcu dochodzi do pojedynku między Hamletem a Laertesem, którego ojca zabił Hamlet. Laertes walczy zatrutym floretem, królowa wypija zatruty toast a w końcu król również zostaje zabity.

5.     Granica


„Granica” Zofii Naukowskiej opowiada historię Zenona Ziembiewicza – syna zubożałych szlachciców, Waleriana Ziembiwicza i Joanny z Niemierów. Wraz z rozwojem akcji stopniowo wyłania się obraz Zenona – człowieka o skomplikowanej i niejednoznacznej naturze, który w pewnym momencie przestaje panować nad sytuacją. Pomimo wszystko uważam, ze nie był złym człowiekiem, bowiem początkowo starał się postępować zgodnie z własnymi zasadami moralnymi, niestety bardzo często musiał dostosowywać się do niekorzystnego dla niego obrotu spraw, zmuszony do ustępstw w swoich zasadach, które były konieczne, aby osiągnąć zamierzony cel.

Warto zastanowić się już nad samym tytułem. Tytułowa „Granica” może być rozumiana na kilka różnych sposobów.
Granica społeczna – jej symbolikę odnajdujemy w kamienicy Kolichowskiej, to „co dla jednych jest podłogą, to dla innych jest sufitem”. W powieści odnajdujemy kilka warstw społecznych, oddzielonych symboliczną granicą. Górna warstwa to arystokracja, bogaci mieszczanie oraz członkowie sfer rządowych. Druga to mieszczanie – na przykład Elżbieta, Zenon czy Kolichowska. Ostatnia warstwa to proletariat, np. Justyna i jej matka.
Zenon Ziembiewicz przekracza tą granicę wdając się w romans z Justyną, którego nie potrafi zakończyć. Gdy w końcu chce to zrobić okazuje się, ze jest ona w ciąży. Daje on jej pieniądze mówiąc, że ma zrobić, co chce, sugerując tym samym usunięcie ciąży. Powoduje to u niej wyrzuty sumienia z tego powodu, co początkuje chorobę psychiczną, która powoduje. Zenon decydując, że Justyna musi usunąć ciąże przekracza kolejną granicę – granicę moralną. Swoim postępowaniem wobec dziewczyny powiela schemat zachowań swego ojca, który zawsze potępiał. Dokonuje wyborów niezgodnie ze swoimi wcześniejszymi poglądami.

Kolejnym ustępstwem moralnym jest przyjęcie propozycji Czechlińskiego. Z jednej strony umożliwia mu to ukończenie studiów, z drugiej jednak pisząc artykuły dla „Niwy”, których treść była niezgodna z jego poglądami ma wrażenie, że zaprzedaje własną duszę. Łudzi się, że po zdobyciu dyplomu będzie wreszcie mógł „żyć uczciwie”. Później podejmuje pracę redaktora tego pisma – motywuje to koniecznością spłaty zaciągniętej pożyczki i możliwością szybszego zabrania Elżbiety do ich wspólnego mieszkania. Warunkiem przyjęcia było stonowanie tekstów – miały być mniej radykalne. W razie konieczności miał również zatajać lub koloryzować niektóre fakty. Zenon na wszystko przystawał a jego moralna granica rozszerzała się – sprzeniewierzał się własnym ideałom.

Ziembiewicz jest postacią, która próbuje zachowywać się dobrze, jednak dążąc do celu wiele razy staje w sytuacji, w której albo sprzeniewierzy się swoim zasadom albo nie będzie mógł osiągnąć celu.

6.     Podsumowanie


Problem dylematów moralnych jest widoczny w życiu i był zauważany na przestrzeni wieków przez wielu autorów. Zaczynając od starożytności – Antygonę aż do współczesnej Granicy widzimy problem dokonywania wyborów przez bohaterów. Niełatwo jest wybrać dobrze, kiedy każdy wybór niesie za sobą złe konsekwencje.


A imie jej brzmiło śmierć

Od zawsze uważałem, że coś jest ze mną nie tak. Byłem inny od wszystkich - ubrany na czarno, bez znajomych, trzymałem się na uboczu.

Chociaż nie, nie zawsze tak było.

Kiedyś byłem inny. Towarzyski. Spotykałem się z wieloma ludźmi. Chodziłem na imprezy, sam je organizowałem.

Uwielbiałem tańczyć.

Jednak jak śpiewał Iron Maiden:
To this day I guess I'll never know, just why they let me go,
But I'll never go dancing no more, 'til I dance with the dead.

21 stycznia 2011 roku
Był mroźny, zimowy poranek. Stałem na przystanku, czekając na autobus. Zamarznięta szyba skutecznie przeszkadzała w dojrzeniu czegokolwiek, jednak z drugiej strony ostry, północny wiatr jeszcze skuteczniej powstrzymywał mnie przed wyjściem zza względnie bezpiecznej i chroniącej przed zimnej osłony, jakim był przystanek.Byłem jedynym pasażerem - nie było więcej chętnych, by w sobotni poranek wychodzić z domu, szczególnie w takiej dziurze, jak ta miejscowość niedaleko Lwowa. Na moje nieszczęście było coś, co mnie wyciągnęło - a była tym piękna dziewczyna, poznana kilka miesięcy wcześniej. Mieliśmy się dzisiaj spotkać, więc teraz stałem i marznąłem, czekając aż zbawczy autobus zabierze mnie daleko stąd. Niestety spóźniał się - nic dziwnego patrząc na pogodę. Mam tylko nadzieję, że przyjedzie - pomyślałem. Piętnaście minut później przyjechał w końcu i zabrał mnie w podróż. Miała potrwać przynajmniej dwie godziny, a w tym zimnie pewnie jeszcze więcej. Byłem jedynym pasażerem - co specjalnie mnie nie zdziwiło. Usiadłem przy oknie i dostrzegłem, a w zasadzie nie dostrzegłem, kolejny zadziwiający brak zdziwienia. Zamrożone szyby skutecznie odgradzały mnie od rzeczywistości. Słychać było tylko nasilający się wiatr i uderzający o autobus śnieg.
Włożyłem ręce do kieszeni i zasnąłem. Wtedy nie wiedziałem, że będzie to mój ostatni sen.

O wypadku nie wspomniano w żadnych mediach. Tylko dwie osoby zabite - kierowca i pasażer, nic ciekawego w tych dniach, gdy roiło się od wypadków.
Powiedziałem dwie osoby zabite?
Cóż - ja przeżyłem.

Obudziłem się dosłownie sekundę przed tym, jak poczułem mocne uderzenie, gdy autobus taranował barierkę odgradzającą szosę na moście, od przepaści poniżej. Uczucie bezwładności, a potem spadania. Bardzo głośne uderzenie i ciemność. Wszędzie dookoła. Nie istniało nic więcej, tylko ciemność i cisza. Nie czułem nic, nie wiedziałem co się stało, gdzie jestem. Chciałem się poruszyć, ale nie potrafiłem. Nie miałem czym poruszyć. Po czasie, który wydawał się nieskończonością, nagle rozbłysło światło, wszędzie dookoła pojawiła się biel. Poczułem chłód - leżałem na śniegu, wypadłem z spadającego autobusu, który teraz płonął kilkadziesiąt metrów niżej. Nie mogłem się poruszyć, nie czułem też bólu. Pewnie wyląduje na wózku, pomyślałem i przeraziłem się. Uwielbiałem sport, nie wyobrażałem sobie życia bez niego. Nagle zobaczyłem dziwną postać. Stała poniżej, nad wrakiem pojazdu, wpatrując się w niego. Bez ostrzeżenia odwróciła się i popatrzyła prosto we mnie. Z tej odległości nie mogłem zobaczyć szczegółów, jednak jej oczy było widać z daleka. Zamknąłem swoje, przerażony, chociaż nie wiedziałem czym - w końcu to mógł być ratunek. Otworzyłem je ponownie i ze zdumieniem odkryłem, że jest tuż obok, pochyla się nade mną. Trupioblada twarz, białe włosy, i te oczy. Niebieskie niczym niebo w słoneczny dzień, a równocześnie lodowate, niczym dwa sople lodu. Wyglądały jak dwa piękne, głębokie oceany, w których każdy utonie. I ja również zacząłem czuć, że tonę. Nikt nie mógł się im oprzeć. Wciągały coraz mocniej w siebie, wszystko dookoła przestawało istnieć, mieć jakiekolwiek znaczenie. Tylko pustka, dookoła, wszędzie. Pustka, ciemność i cisza. Jednak nagle, na ułamek sekundy, wydarzyło się coś dziwnego - zobaczyłem twarz dziewczyny. Tej, do której jechałem. Rzeczywistość wróciła do mnie tak nagle, że sam się przeraziłem. Istota nade mną odchyliła się na moment, zdziwiona. Nigdy do tej pory nikt jej nie oszukał w ten sposób. Bo nikt nie mógł. Nie dało się oszukać śmierci. Zamknęła oczy i nachyliła się, całując mnie mocno. Wiedziała dobrze, że tego żaden śmiertelnik nie będzie mógł znieść, że chłód przejmie jego ciało i pójdzie ślepo za nią - do krainy zmarłych.

Jednak ja już wtedy nie byłem śmiertelnikiem. Nie żyłem. Nie mogła mieć nade mną władzy, gdyż władała tylko nad tymi, którzy żyli. Wstałem i popatrzyłem na nią. Ona również wstała, zdziwiona. Popatrzyła na mnie i złapała mnie za rękę. Chłód wstrząsnął całym moim ciałem.
- Twoje ciało tu - powiedziała. - Ale ty daleko stąd. Pozwolę ci żyć, ale już nigdy jej nie spotkasz. Będę ci się przyglądać, będę stale przy tobie. Na wyciągnięcie ręki. Ale nie przyjdę. Obudzisz się daleko stąd, w swoim łóżku, ale to nie będzie twoje łóżko. Wspomnienia będą wydawały ci się tylko dziwnym snem, ale innych nie będziesz miał. Doprowadzę cię na skraj szaleństwa i niezrozumienia. Będziesz sam jeden, siedział i prosił, abym przyszła. A ja będę siedzieć obok, rozmawiać z tobą i śmiać się z tobą. Ale nie przyjdę. Nie zatańczymy. Dlatego, że mnie oszukałeś.
Idę ulicą i myślę: 
„To wchód… czego? 
Nie, nie słońca. 
To wschód mojego wspomnienia”.

Obudziłem się, zlany potem. Nie wiedziałem co się stało przed chwilą. Zakręciło mi się w głowie. Zbyt dużo myśli naraz. Straciłem przytomność.
Gdy otworzyłem oczy kolejny raz był już poranek. Dwa różne sny. Dwa różne życia. Głowa mnie bolała, nie potrafiłem odróżnić Rzeczywistości od Fałszu. Co zdarzyło się naprawdę? Nie umiałem powiedzieć. Kolejny zawrót głowy i napływ myśli spowodował, że zwymiotowałem. Obok łóżka. Po stanie podłogi widać było, że nie pierwszy raz dzisiaj. Było to ostatnie, co pamiętam z tego dnia. Następny raz, gdy otworzyłem oczy leżałem w szpitalu, podpięty do wielu urządzeń. Głowa nadal mnie bolała, jednak już teraz mniej. Popatrzyłem na zegar stojący obok łóżka - wskazywał na 22 września 2014 roku. Znowu straciłem przytomność.

Od tego wydarzenia minęły już dwa lata, jednak dopiero teraz umiałem to opisać. I chociaż wiem, że nikt nigdy tego nie przeczyta, to musiałem zostawić jakiś ślad po sobie. Po tym, że nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem. Cały czas mam wrażenie, jakby ktoś mi coś odebrał, jakąś bardzo ważną cząstkę mnie, a następnie wrzucił do zupełnie innego mnie. Ostatnio coraz częściej leżę wieczorami myśląc o tym, ale równocześnie staram się o tym zapomnieć. Za kilka dni zaczynam ostatni rok pierwszego stopnia studiów. W końcu będę miał wykształcenie wyższe. Tym samym zamknę za sobą jakiś rozdział.

Zapisuje to, bo być może za dwadzieścia lat sam znajdę to i przypomni mi się, że to, to się dzieje, naprawdę nie istnieje. To nie jest moje prawdziwe życie.

Podpisano: I.




Znany również, jako pacjent numer I-621F szpitala psychiatrycznego w Krakowie. Zdiagnozowano: schizofrenie niezróżnicowaną.
Poniżej notatka lekarza prowadzącego: Wyraźna poprawia stanu psychicznego. Pacjent może nadal pozostać poza ośrodkiem. Nie ma potrzeby izolacji. Kontynuować obserwacje


Own little world, cz. 2



Slip into a world,
where the air I breathe is mine.
Nothing to overwhelm me,
and nothing to cloud my mind.
Come with me into it,
and you know what you will find.
Time doesn't exist here.
We will never die
~ Celldweller ~






Już dawno nie czułam tak mocno potrzeby odpłynięcia. Kolejny raz nie udało się rzucić z nałogiem. Znowu muszę do niego iść. Po tym, co ostatnio zrobił nie chcę go już więcej widzieć... ale minęło tyle czasu a ja potrzebuje narkotyku.
Świat wydawał jej się szary, pozbawiony kolorów. Ludzie dookoła, tak bardzo nieważni, jedynie ją irytowali. Chciała zapomnieć o wszystkim. Dlatego wbrew sobie kroczyła właśnie w kierunku drzwi do wysokiego, dziesięciopiętrowego budynku, na szczycie którego mieszkał on - jej koszmar i wybawienie. Drżącymi palcami wpisała kod do drzwi, wchodząc tutaj tak często przez ostatnie kilka lat czuła się trochę jak u siebie. Stojąc w windzie popatrzyła w lustro. Podkrążone oczy, zapadnięte policzki, pomarszczona skóra, młoda dziewczyna już dawno wyglądała wiele lat starzej, jednak zanim zdążyła się nad tym głębiej zastanowić, winda wyjechała na ostatnie piętro. Wysiadła z windy, jednak nie mogła się ruszyć. Stała przed drzwiami i patrzyła na złowieszcze 99 - numer mieszkania. W końcu targnął nią dreszcz, przypominając, po co tutaj przyszła. Lekko dotknęła dzwonka. Teraz nie ma już odwrotu - pomyślała, oglądając się na zamknięte drzwi windy. Po chwili drzwi otworzyły się i zobaczyła go. Wyglądał jeszcze marniej niż ostatnio - przekrwione, podkrążone oczy a do tego wychudzone ciało - już dawno nie przypominał chłopaka, którego znała przed laty. Dobrze zbudowanego, silnego. Wtedy mógł się podobać, teraz już nie. Wiedziała, że on doskonale zdaje sobie sobie sprawę z tego, po co tu przyszła, więc bez słowa weszła do mieszkania. W milczeniu poprowadził ją do swojego pokoju.
- Usiądź - powiedział, wskazując na rozkładany fotel. - Chciałbym najpierw spróbować czegoś nowego.
Zdziwiła się, jednak nie protestowała, cokolwiek ma zamiar robić, niech robi to szybko.
Usiadła i oparła się. Chłopak nacisnął jakiś przycisk, a fotel przechylił się mocniej do przodu i po chwili dopasował do kształtu jej ciała. Dawno nie było mi tak wygodnie - pomyślała.
- Wyczyść się z myśli - usłyszała głos za sobą. - Zamknij oczy i postaraj się nie myśleć o niczym.
Łatwizna - pomyślała, zamykając oczy. - Tylko jak się mam wyczyścić z myśli? I o co w tym wszystkim chodzi.
-
Zaraz zobaczysz - powiedział chłopak. - Po prostu nie myśl o niczym.
Niech będzie, byle szybko - pomyślała ostatni raz i odepchnęła od siebie wszystkie myśli. Odprężyła się. Nagle poczuła lekkie wibracje w okolicy głowy i dotyk... Zalała ją fala gorąca, jednak nie otworzyła oczu, zafascynowana zaakceptowała to co się dzieje. Po chwili poczuła oślepiający rozbłysk światła. Zasłoniła oczy i skuliła się lekko.
- Nie bój się - powiedział chłopak stojąc obok niej. Był ubrany w biały garnitur, wyglądał schludnie i zadbanie. Zdziwiona rozejrzała sie, jednak odkryła, że nie widzi żadnych ścian, wszędzie dookoła była nieprzebrana i oślepiająca biel. Spojrzała w dół i zakręciło się jej w głowie, nie widziała podłoża. Poczuła jak chłopak łapie ją za rękę i przytula do siebie. Zamknęła oczy, przerażona.


Lekki wiatr targnął jej włosami, odsunęła się lekko od chłopaka, otwierając oczy. Nie miała pojęcia, gdzie się znajdowała, ani jak tutaj się znalazła, jednak spodobało się jej. Wysoka trawa spływała lekko po zboczu góry, wprost do wijącej się w dolinie rzeki. Spojrzała dalej i ujrzała niekończący się las, a dalej, na granicy horyzontu migotały góry. Ruszyła przed siebie, podziwiając kwiaty i ciesząc się promieniami słońca. Biegała tak przez kilka minut, śmiejąc się jak dziecko, jednak w końcu dotarło do niej, że nadal nie wie, gdzie się znajduje. Poszukała wzrokiem chłopaka, jednak nigdzie nie mogła go dojrzeć. Zniknął. W sumie było jej to trochę na rękę, nie chciała spędzać z nim zbyt wiele czasu. Zobaczyła, że lekko na zachodzie znajdują się jakieś zabudowania, postanowiła tam pójść.


Tymczasem on obserwował ją z oddali, wiedząc, że w końcu będzie go potrzebowała, zawoła go, a on przyjdzie z pomocą, uratuje. Znajdowali się poza czasem i przestrzenią, w wymyślonym miejscu, w jego własnym, małym świecie.