Klasyczny system oceniania zawsze wzbudzał we mnie wiele wątpliwości. Było to zarówno w czasach, gdy zdobywałem same „piątki” jak i w tym, gdy były gorsze oceny. Chodziło mi o to, że ten system jest praktycznie całkowicie nieobiektywny. Kryteria oceniania w teorii, wymaganiach na dane oceny, są dobrze opisane. W praktyce różnice w posiadanej wiedzy są ogromne – jej ilość zależy nie tylko od przedmiotu (co jeszcze mogłoby być w niektórych przypadkach zrozumiałe), ale co gorsze – od takich czynników, jak szkoła, czy konkretny nauczyciel.

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że jako osoba studiująca fizykę, której bardzo mocno wpaja się pewne zasady, to bardzo naturalne jest dla mnie myślenie, że 5=5. Tego nie ma jednak w współczesnych systemach oceniania!

Okey, uporządkujmy trochę to wszystko, więc po kolei.

Jednym z lepszych systemów określenia, ile wiedzy ma dana osoba, są poziomy biegłości językowej. Nie ma tutaj stwierdzeń „znasz angielski bardzo dobrze”, albo „twój francuski jest dostateczny” – jak ma to miejsce w szkołach. Jest za to prosta klasyfikacja od A1 – poziomu początkującego, do C2 – profesjonalnego, z dokładnymi opisami, co dana osoba musi umieć. Dzięki temu dużo lepiej jestem w stanie wyobrazić sobie, co umie osoba z poziomem B2, np. w porównaniu do osoby z poziomem C1, niż osoba, która sama o sobie napisała, że umie „bardzo dobrze”, w porównaniu do osoby, która napisała, że „dobrze”.

Pierwszy system jest obiektywny, a drugi subiektywny.

Dla każdej osoby związanej z naukami powiązanymi z matematyką obiektywizm powinien być głównym wyznacznikiem jakości. Więc dlaczego nie ma go w naszych systemach oceniania?

Trafiamy tutaj na bardzo trudny do przeskoczenia problem, leżący bardzo głęboko w mentalności. Każdy człowiek lubi być chwalony. Kiedy uda nam się coś osiągnąć czujemy dumę. Kiedy dziecko przynosi rodzicom dobre oceny, jego rodzice czują coś, co dr. Paul Ekman opisuje jako naches. Pozytywne uczucia stają się sporym kłopotem, jeśli uświadomimy sobie, że ta informacja nie jest obiektywna, a raczej jest porównaniem ucznia do innych. Chyba każdy zgodzi się, że posiadanie samych „piątek” na Uniwersytecie Harvarda będzie trudniejsze, niż na Akademii Bolka i Lolka w Koziej Wólce. Oceny stały się wyróżnieniem spośród innych, a nie obiektywnym wyznacznikiem posiadanej wiedzy. Oczywiście najczęściej nie jest to podane wprost – po prostu wszelkie testy i egzaminy są tak ustalone, aby najlepsze oceny mogły zdobyć tylko najlepsze osoby.

Musimy się tu na chwilę zatrzymać. Nie chcę negować tego, że oceny są całkowicie niepotrzebne. Wręcz przeciwnie – ludzie są próżni (chociaż raczej nie przyznają się do tego), więc dzięki nagradzaniu ich za osiągnięcia sprawiamy, że szybciej się rozwijają, co ma duże zalety dla nas wszystkich. Chodzi mi tutaj raczej o częste złudne poczucie posiadanej wiedzy. Jest to widoczne przede wszystkim w słabszych szkołach, gdzie nagle większość uczniów ma same bardzo-dobre oceny. Czy w takim razie słuszne jest powiedzenie o tych szkołach, że są słabsze? Przecież ich uczniowie mają same bardzo-dobre oceny… Zataczamy małe błędne koło, więc odniosę się tylko do szkół średnich. Powód jest prosty –  jest po nich ogólnopolski egzamin, który w miarę dobrze pokazuje, kto jest „lepszy” – umie więcej, ma większą wiedzę, a kto „gorszy” – umie mniej itd. Pamiętam z swoich czasów, gdy chodziłem do liceum, że wielu znajomych z gimnazjum, którzy poszli do techników lub zawodówek, nagle okazywali się wręcz ogromnymi talentami! Średnie powyżej 4.0, uznanie w swoich szkołach, można powiedzieć nieodkryte talenty… Tylko większość z nich nie zdało matury. Nie uważam tego za przypadek.

Dochodzimy do sedna problemu. Ocena nie mówi obiektywnie o posiadanej wiedzy, jest tylko subiektywnym wyznacznikiem, zależnym od szkoły, nauczyciela, a nawet miejscowości.

Bardzo brakuje mi możliwości porównania wiedzy z różnych dziedzin w sposób analogiczny, jak przy językach. Podam prosty przykład: osoba mająca 3 z języka hiszpańskiego będzie wiedziała dużo więcej, niż osoba mająca 4 z francuskiego, jeśli ta pierwsza uczy się aktualnie na poziomie C2, a ta druga na poziomie A1. Porównując tylko liczby dochodzimy do wniosku, że skoro 4>3 to druga osoba powinna wiedzieć więcej, co jest w zdecydowanej większości przypadków błędnym wnioskiem. Naprawdę dobrym porównaniem byłoby porównanie poziomów biegłości – w których C2 jest zdecydowanie wyżej, niż A1.

Podsumowując chciałbym zadać proste pytanie – dlaczego nie ma takiego systemu dla innych przedmiotów? Określenie kilkustopniowych poziomów nauczania dałoby bardziej wymierne informacje na temat tego, co dana osoba umie, oraz umożliwiłoby łatwiejsze porównywanie kompetencji z danej dziedziny.

Oczywiście, nie uważam, że ten system jest pozbawiony wad, jednak jest o wiele lepszy, niż przestarzały już system subiektywnych ocen 5-stopniowych. Dlaczego więc trzymamy się ich tak mocno?


Przy okazji chciałbym zaprosić każdego na otwarte spotkania w ramach Poniedziałków Naukoznawczych, odbywających się co tydzień w Instytucie Botaniki UJ (Kraków, ul. Kopernika 27). 16 maja będę wygłaszał referat pt. „Wiara we współczesnej fizyce”. Każdego zainteresowanego zapraszam do przyjścia i udziału w dyskusji.