Nie wierzyła własnym oczom. Bezczelność tego chłopaka była dla niej nie do zniesienia – po tym wszystkim co jej zrobił, miał odwagę pojawić się w tym miejscu. Tutaj, co gorsza rozmawiał z ludźmi jakby nic się nie stało. Ubrała kaptur, przesunęła się w kierunku cienia budynku, obok którego stała. Zatrzymała się, wpatrując się w niego. Irytowała go sama jego obecność, a on miał czelność śmiać się. Po kilku minutach w końcu pożegnał się z wszystkimi i ruszył przed siebie, jednak nagle zatrzymał się i odwrócił głowę. Popatrzył się dokładnie w miejsce, w którym stała. Ich spojrzenia przecięły się, jego – pełne zdumienia, zdumienia, że ta dziewczyna żyje, chociaż nie powinna. Jej – pełne nienawiści. Uśmiechnęła się złowieszczo, gdy on błyskawicznie odwrócił się i zniknął w tłumie. Już niedługo – pomyślała. – Już niedługo pożałuje tego wszystkiego.


3 dni wcześniej

Jeszcze z rana dzień nie zapowiadał się, że będzie się czymś różnił od pozostałych. Anikka wstała kilka godzin po świcie i zebrała się, aby pójść na targ. Musiała kupić tylko coś do jedzenia. Chodziła tam prawie codziennie. Chęć zjedzenia czegoś świeżego przeważała nad lenistwem. Prawie zawsze gdy wróciła z zakupów siadała na starym, skórzanym fotelu. Należał jeszcze do jej dziadka, Kurana, który walczył u boku Starego Króla w jego trzeciej i ostatniej wojnie. Kuran nie miał wielu zasług, jednak zawsze był blisko króla, za co ten obdarzył go skrawkiem ziemi i drobnym mieszkiem złota. Wystarczyło na wybudowanie domu, w którym teraz mieszkała. Nie był zbyt duży ale dla Anikki był wystarczający. Od wielu lat żyła sama. Gdybyś ją zobaczył, mógłbyś się zdziwić – młoda, ładna, inteligentna kobieta, nie szukająca faceta? Anikka miała jednak jeden sekret, którym nie dzieliła się z nikim. Była okropnie bogata.
Jej dziadek, Kuran, zupełnym przypadkiem poznał kiedyś pewnego kupca. Opowiem o nim kiedy indziej, bo to długa i ciekawa historia, w każdym razie Kuran pomógł mu rozwiązać pewien problem. W zamian za to otrzymał udziały w powstającej kompanii handlowej. Wtedy mogło się to wydawać niewiele i przez wiele lat starzec żałował, że nie wybrał jednak mieszka ze złotem. Przekazując w testamencie swojemu synowi prawie nic nie znaczący skrawek papieru prawie naraził się na ośmiesznie. Dopiero kilka tygodni później ten syn dowiedział się, że Kompania odkryła ogromne złoża złota w jednej z odległych krain i ten skrawek papieru jest warty fortunę. Biedna rodzina dostała w bardzo krótkim czasie bardzo duże kosztowności. Musiało się to skończyć tylko w jeden sposób.

Rodzice Anikki oszaleli.

Pierwszy zmarł jej ojciec. Mając do dyspozycji praktycznie nieograniczone pieniądze zaczął pić na umór. Poznawał bardzo wielu nowych „kolegów” i „koleżanek”, którzy bardzo go lubili za hojność przy stawianiu kolejek. Często nie wracał na kilka dni do domu, po czym ktoś przynosił go nieprzytomnego, aby w domu chociaż trochę wytrzeźwiał. Tak było i tym razem. Niestety ten, kto go przyniósł nie zauważył, że pijak nie oddycha.

Jej matka nie pożyła długo w żałobie. Bardzo kochała swojego męża i po pogrzebie nie chciała nikogo widzieć. Niestety – mężczyźni widzieli w niej piękną, jeszcze w miare młodą kobietę, do tego z ogromnym posagiem – nie dawali jej spokoju. Był wśród nich też pewien chłopak, który bardzo nie lubił, jak się mu odmawia. Tak bardzo, że gdy ostatni raz powiedziała mu „nie”, wyjął nóż i zaczął grozić kobiecie. Ta ze strachu zgodziła się wyjść za niego. Dwa dni przed robionym w pośpiechu ślubem matka Anikki przyszła do dziewczyny. Powiedziała, gdzie ukryła skrzynię z kosztownościami. Całą resztę miał otrzymać jej mąż. Przy takiej fortunie nie zauważyłby tak drobnej różnicy. Przykazała jej też jedno: nigdy nie mówić nikomu o tych pieniądzach. Nie chciała narażać córki na to, co sama musiała przechodzić. Dzień po ślubie znaleziono ją powieszoną na prześcieradle w swoim pokoju.

Anikkce się nawet blef udał. Całe pieniądze oddała tamtemu mężczyźnie, zostawiając dla siebie tylko tą jedną skrzynkę. Tamten odszedł zadowolony, zostawiając ją samą. Zależało mu tylko na pieniądzach, nie chciał tej dziewczyny. Od tego czasu mieszkała sama, ciągle bojąc się, że spotka ją los matki. Z pieniędzy korzystała rozważnie, kupowała bardzo niewiele. Żadnych drogocennych rzeczy.

Przez te lata czuła się okropnie samotna. Bardzo często chciała mieć kogoś na dłużej. Niestety strach i matczyna przestroga skutecznie ją przed tym chroniły. Nie potrafiła otworzyć się przed żadnym facetem.

Jednak strach powoli zanikał. Z każdym rokiem, miesiącem, dniem, stawał się coraz mniej wyraźny. Coraz bardziej chciała mieć kogoś.

Tego dnia były jej osiemnaste urodziny.
Jak każdego dnia poszła na targ – zrobić zwykłe zakupy, nie wyróżniać się z tłumu. Jak każdego dnia – działało. Nigdy nie miała przy sobie więcej niż paru miedziaków. Czasem nawet udawała biedną prosząc znajomego farmera, aby sprzedał jej plony taniej, lub nawet za darmo – wtedy zawsze oddawała kilka dni później pożyczone pieniądze. Gra aktorska szła jej całkiem dobrze, aż w końcu zobaczyła tego chłopaka. Ich spojrzenia spotkały się tylko na chwilę. To wystarczyło, aby poczuła, że nie chce więcej czuć pustki.
Zgubą dla Anikki było to, że ten chłopak również był dobrym aktorem. Oraz to, że dokładnie wiedział, kim ona jest. Nie znalazł się tam przypadkiem. Od kilku dni wypatrywał jej, chcąc, aby ich pierwsze spotkanie wyglądało na zupełnie przypadkowe.
Chłopak był od niej kilka lat starszy, do tej pory pracował jako służący u drugiego męża jej zmarłej matki. Jak większość ludzi, również bardzo lubił pieniądze. Z tego powodu zainteresował się dokumentami związanymi z finansami jego pana. Znajdywał wiele nieścisłości, jednak nie chciał się narazić na gniew bogatych i wpływowych ludzi, więc szukał przede wszystkim u nieżyjących już ludzi. W końcu, przypadkowo, znalazł dokumenty poślubne swojego pana. Długo analizował to, co posiadała jego nieżyjąca żona, a co mu przekazała, aż zobaczył, że brakuje całkiem sporej fortunki. Poszukał trochę, trochę popytał i po prawie roku od tego odkrycia znalazł jej córkę. Okazało się, że od dosyć dawna żyje w tym samym domku, nie ma męża, ani pracy.
Bardzo łatwo domyślił się, z jakich pieniędzy ona się utrzymuje. Idealny dla niego cel – dziewczyna, która sama od wielu lat okłamuje, że nic nie ma, nie może liczyć na jakąś większą pomoc od kogokolwiek.
Tym bardziej, że nikogo nie ma.

– Mam tutaj wyjątkowe warzywa zza oceanu – Anikka usłyszała męski głos za sobą. Od razu wiedziała do kogo należy. Do tego chłopaka… serce zaczęło bić jej szybciej. W głowie sprzeczne myśli biły się pomiędzy „zignorować go” a „odpowiedzieć”, nie umimała dobrze wybrać… – Stało się coś pani? – usłyszała jeszcze raz głos za sobą.
– Niee nic – odpowiedziała i zrobiła krok do przodu, gdy poczuła, ze złapał ją za dłoń. Odwróciła się, lekko wyrywając rękę.
– Ależ pani jest całkiem blada! – krzyknął chłopak. – Proszę, niech pani przygotuje sobie napar z tych liści – podał jej zawiniątko. – Nazywają się Aloa i pochodzą z dalekiej krainy, gdzie ponoć żyją smoki – uśmiechnął się chłopak. – Pomaga na prawie wszystko!
– Nie stać mnie na nie – powiedziała drżącym głosem dziewczyna. Chciała tu stać i patrzyć na niego. Chciała, aby znowu złapał ją za rękę. Aby dalej do niej mówił. A równocześnie chciała uciec, zniknąć.
– Rozumiem… – chłopak posmutniał. – W takim razie niech pani przyjdzie wieczorem. Pijam sobie czasem napar z tych liści dla smaku, dam pani spróbować. To nic nie będzie kosztowało – dodał szybko, przerywając jej. – Tak ładnej kobiecie aż chce się dawać prezenty.
Anikka zarumieniła się i odwróciła, odchodząc.
– Będę tu czekał wieczorem – krzyknął za nią.

Do końca dnia nie zjadła nic. Nie potrafiła opanować swoich myśli. Czuła się tak pierwszy raz w życiu. Jak gdyby narodziła się na nowo. Rozpoznała liście, które jej pokazywał. Czytała o nich w jednej z wielu książek, które przeczytała w wolnym czasie. Czytanie to było jedyne zajęcie, które powstrzymywało ją od zwariowania. Liście naprawdę nazywały się Aloa i naprawdę pochodziły zza oceanu… o smokach za to nic nie słyszała. Wiedziała, że chłopak nie chce jej oszukać, dając jakieś narkotyczne liście, które również od razu by rozpoznała…
– Dlaczego nie spróbować? – powiedziała do siebie. – Mam tu siedzieć do końca życia chowając się przed światem i marząc o zwiedzeniu wielu krain? Może to przyniesie na mnie zgubę, ale jeśli chcę żyć, to muszę żyć tu i teraz! – ostatnie słowa prawie wykrzyczała.

Ubrała się i poszła na targ. Popołudniowe słońce świeciło jeszcze, ale wielu sklepikarzy już pozbierało swoje stanowiska.

Chłopak jednak był, stał tam, czekał na nią…

c.d.n.