Jedzenie naprawdę mi smakowało. Widać było, że olbrzym jest dobrym kucharzem. Opowiadał o swoich ostatnich miesiącach.Z rozmowy wynikało, że ostatni raz widzieli się krótko po tym, jak Minbruk się wprowadził do tego miejsca. Mówił o tym, jak odbudowywał zrujnowany dom. Silne mięśnie zdecydowanie pomagały mu w zadaniu. Szczerze mówiąc nie słuchałam go dokładnie, niespecjalnie mnie to interesowało. Zastanawiałam się, o czym myśli Łukasz, który prawie w ogóle się nie odzywał. Postanowiłam, że zapytam go przy pierwszej dobrej okazji. Gdy olbrzym skończył mówić byłam już pojedzona. Spróbował spytać chłopaka, co u niego słychać, jednak ten wyraźnie nie chciał opowiadać, mówiąc, że musimy się już zbierać, żeby dojść do domu przed tym, jak się całkowicie ściemni. Zapewnił olbrzyma, że postara się jak najszybciej znowu go odwiedzić. Wyszliśmy i powoli zaczęliśmy w ciszy oddalać się od chatki Minbruka. Ścieżka prowadziło znowu przez las, zdecydowanie gęstszy od tego nad morzem. Pierwszy odezwał się Łukasz.
– Chciałaś trenować walkę mieczem.
Rzeczywiście, teraz sobie przypomniałam, że to był powód, dla którego to zaczęliśmy. Zupełnie już o tym zapomniałam.
– Jeśli nadal chcesz, to udamy się w jedno z najlepszych miejsc do tego. Muszę cię jednak kilka rzeczy opowiedzieć, i przed kilkoma ostrzec. Po pierwsze – kontynuował po chwili przerwy. – Oboje jesteśmy tutaj tylko zwykłymi ludźmi. To prawda, że ja stworzyłem ten świat, jednak nie mogę za bardzo w niego ingerować.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Wydawało mi się, że może tu robić wszystko, co się mu podoba.
– Wiem, o czym teraz myślisz – mówił dalej. – Też na początku myślałem, że będę mógł wszystko. Niestety szybko się okazało, że za każdym razem jak zmieniam cokolwiek, to świat staje się przez to gorszy. Nawet jeśli początkowe założenia były dobre, nawet jeśli miało to wprowadzić pokój i pomóc innym, to najczęściej kończyło się zagładą. Kiedyś wytłumaczę ci dokładniej, skąd to się bierze, w każdym razie obiecałem sobie, że będę używał umiejętności zmieniania wszystkiego tylko w bardzo uzasadnionych rzadkich momentach… okey, kończę ten wstęp. Generalnie chodzi o to, że do szkoły, która najlepiej cię nauczy korzystania ze wszystkiego musimy zajechać, nie przeniosę nas tam. Czeka nas więc kilka dni jazdy konnej. Mam nadzieję, że potrafisz.
– Rodzice zabierali mnie do stadniny jak byłam młodsza, ale…
– To świetnie – przerwał mi, po czym pokazał ręką lekko w bok. – Przyjrzyj się, widzisz coś? – zapytał. Popatrzyłam w tym kierunku ale nie mogłam niczego dojrzeć. Drzewa skutecznie zasłaniały widok, do tego był już późny wieczór. Pokręciłam głową. Uśmiechnął się, po czym powiedział: – Chodź za mą i za kilkanaście kroków spójrz w tym samym kierunku.
Posłuchałam i ze zdziwieniem odkryłam, że to wystarczyło, aby zobaczyć całkiem wyraźne zarysy jakiegoś budynku znajdującego się kilka metrów od ścieżki.
– Oto mój dom – powiedział chłopak. – Oczywiście nie jedyny – dodał uśmiechając się. – Prześpimy się tam, a jutro rano wyruszymy dalej.
– Ale przecież… musimy chodzić na zajęcia. Nie możemy tutaj spędzić kilku dni…
– Jeśli chcesz się dobrze nauczyć, to myślę, że kilku miesięcy. Ale nie martw się, nie stracisz nawet jednego dnia zajęć. Zanim ci wszystko wyjaśnię, moglibyśmy wejść do środka?
– Pewnie… – odpowiedziałam niepewnie.
Skręcił nagle w krzaki, zdziwiona poszłam za nim i odkryłam dobrze zamaskowaną, wąską ścieżkę, prowadzącą prosto do coraz lepiej widocznego domu. Z zewnątrz wyglądał na duży ale prosty. Jednopiętrowy, za to dosyć szeroki, wykonany był z kamieni połączonych zaprawą, na których gęsto rósł mech. Przyjrzałam się mu dokładniej, bo coś dziwnego jeszcze w nim było. Po chwili dotarło do mnie, ze ten dom nie ma okien, tylko jedne masywne, drewniane drzwi. Szczerze mówiąc bałam się wchodzić do środka, jednak wyglądało na to, że nie mam innego wyjścia. Łukasz podszedł do drzwi i dotknął ich, a one lekko się otworzyły. W środku było całkiem ciemno. Przekroczyłam próg i… nagle ogarnęła mnie jasność. Po chwili oczy przyzwyczaiły się do dużej ilości światła, zobaczyłam, że w środku jest całkiem przyjemnie. Znajdowałam się w dużym, prostokątnym pokoju, w którego centrum, na czerwonym dywanie, stał spory, dębowy stół zawalony książkami i różnymi papierami, dookoła którego stało kilka krzeseł. Dookoła pokoju znajdywały się regały z książkami, jedynie w jednej ze ścian był oprócz tego niezapalony kominek, jednak mimo to było całkiem ciepło. Rozejrzałam się jeszcze raz, jednak nie udało mi się ustalić, skąd wydobywało się światło. Po prostu było wszędzie dookoła. Chłopak stał obok stołu i pochylał się nad czymś. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że to mapa. Oderwał wzrok od niej i uśmiechnął się do mnie.
– Ile twoim zdaniem spędziliśmy tu czasu? – spytał.
Zastanowiłam się. Na plaży byliśmy wczesnym popołudniem, a teraz była już noc.
– Nie wiem… sześć, osiem godzin?
– Weszliśmy tu chwilę po 10, prawda? W takim razie powinno być teraz między 16-18. Zamknij oczy, obudzimy się na chwilę.
Posłuchałam. Poczułam lekki zawrót głowy, ale po chwili czułam, że siedzę na czymś miękkim. Nogi lekko mi ścierpły, ale jak nimi poruszyłam to szybko nieprzyjemne uczucie minęło. Wstałam i pytającym wzrokiem spojrzałam na Łukasza
– Popatrz na zegar – powiedział. Spojrzałam i ze zdziwienia aż usiadłam. Była 10:30.
– Ale… jakto… – odpowiedziałam po chwili. – Przecież spędziliśmy tam tak wiele czasu.
– Bez problemu można zamienić kilka godzin tu na kilka dni tam… z odrobiną wprawy na kilka tygodni, a nawet miesięcy. Aczkolwiek tego ostatniego nie polecam, ciężko jest się potem znowu tutaj odnaleźć.
– Kilka miesięcy?! – krzyknęłam z wrażenia. – Przecież to… to niesamowite! Możesz przeżyć swoje życie kilka razy, naprawiać błędy, poznawać tyle ludzi…
– Ej, spokojnie – odpowiedział sceptycznie. – Jeszcze się przekonasz, że to wcale nie jest takie cudowne.
Nie słuchałam go, wyobrażając sobie, ile można w tym czasie zrobić, ile przeżyć, z takimi możliwościami. Można spełnić wszystkie marzenia… dosłownie wszystkie. Zarumieniłam się lekko. Głupie myśli. Aby je odgonić zapytałam:
– Ile najwięcej ci się udało w taki sposób… zamienić?
– Trochę ponad osiem godzin tutaj na prawie rok tam.
– ROK?! – nie wierzyłam w to co słyszę. – To musiało być niesamowite!
– Myślę, że dałoby się nawet więcej, po prostu bałem się próbować.
– Bałeś się? Czego..?
– Posłuchaj, zrozumiesz, jeśli spędzisz rok czasu w miejscu, które nie istnieje, żyjąc z ludźmi, których naprawdę nie ma, w świecie, który jest technologicznie kilkaset lat za współczesnym. Pierwsze co chcesz zrobić, to tam wrócić. Tam gdzie są twoi przyjaciele, gdzie jest…
Głos się mu załamał. Spojrzał w dół.
– … twoja miłość – dokończyłam za niego. Spojrzał na mnie smutno. – Opowiedz mi coś o niej – dodałam.
– Innym razem… być może podczas podróży, będziemy mieli wiele czasu na rozmowy. Wracamy tam?
– Pewnie!
– Ile byś chciała spędzić tam czasu? Lepiej sobie to założyć wstępnie, łatwiej jest potem z tego wyjść.
– Nie wiem… byłam tam dopiero kilka godzin, ale może… tydzień na początek?
– No dobra, zamknij oczy.
Posłuchałam. Chwilę później stałam w tym samym pokoju gdzie kilka minut temu.
– Ten świat się „zatrzymuje” w momencie jak z niego wychodzimy. Dlatego najlepiej opuszczać go zasypiając, albo w takich miejscach jak to.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
– Czy jest jakaś możliwość… przyspieszenia czasu tutaj?
– Pewnie, ale nie przejmuj się tym, mogę ci bez problemu obiecać, że nie będę niczego przyspieszał. Robiąc to zatraca się sens tego wszystkiego. Jeśli chcesz żyć naprawdę, musisz nie tylko cieszyć się chwilami przyjemnymi, ale też zmagać się z codziennymi problemami.
– Problemów mam dosyć w prawdziwym świecie.
Uśmiechnął się.
– Idź się przespać – powiedział. – Jutro wstajemy z rana, czeka nas długa podróż. Wyśpij się dobrze, bo wątpię, że szybko będziesz mogła spędzić noc w łóżku tak wygodnym jak to tutaj. Chodź, zaprowadzę cię.
Podszedł do jednych z zamkniętych do tej pory drzwi i otwarł je. Gestem zaprosił mnie do środka. Znajdował się tam dosyć długi korytarz z rzędem czterech drzwi po lewej stronie, zakończony drzwiami na samym końcu.
– Wszystkie pokoje wyglądają tak samo, więc weź sobie po prostu pierwszy z brzegu, weź kąpiel i połóż się.
– To takie dziwne… iść spać w świecie, który nie istnieje…
– Jak nie będziesz myślała o tym, że nie istnieje, to będzie ci prościej, uwierz mi. Swoją drogą powinnaś o mnie myśleć jako o Kaeyrym, a o sobie jako o Maelhi, przynajmniej dopóki jesteś tutaj. Łatwiej będzie potem wrócić do prawdziwego „ja” z prawdziwego świata.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się, po czym odwróciłam się i otwarłam pierwsze drzwi z lewej. Pokój w środku był średniej wielkości, skromnie urządzony. Po prawej stronie znajdowało się szerokie łóżko, obok którego stała duża szafa. Naprzeciwko znajdował się regał z książkami. Na końcu pokoju znajdowała się drzwi do kolejnego pomieszczenia, zapewne łazienki. Odwróciłam się do chłopaka.
– W takim razie dobranoc… Kaeyr.
Zbliżył się i mnie przytulił. Nie protestowałam.
– Dobranoc – powiedział, po czym odwrócił się i wrócił do poprzedniego pokoju. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam do swojego pokoju. Pierwsze co zrobiłam, to otwarcie szafy, ze zdziwieniem odkryłam, że znajdowały się w nim wyłącznie kobiece ubrania. Pomyślałam, że rano nie będę miała łatwego wyboru, co na siebie włożyć. Postanowiłam jednak póki co się tym nie przejmować i wypróbować łazienkę i to łóżko. Idąc w kierunku drzwi stwierdziłam ze zdziwieniem, że jestem dosyć zmęczona. W sumie to trochę przewędrowałam dzisiaj, dodałam w myślach, otwierając drzwi do łazienki. Pomieszczenie było niewielkie, aczkolwiek znajdowała się w nim całkiem ładna, biała, ceramiczna wanna, lustro oraz umywalka, przy której dostrzegłam różnego rodzaju narzędzia kosmetyczne… wyglądające szczerze mówiąc dziwnie, staro. Pewnie, żeby mnie przyzwyczaić do panujących tu standardów… za to wanna nie była zdecydowania wedle tych standardów, cieplutka woda szybko wypełniła  ją po brzegi. Na taki luksus można sobie pozwolić mając w perspektywie kilka dni jazdy konnej. Ciekawe kiedy znowu będę mogła się tak odprężyć. Postanowiłam wyjść i położyć się do łóżka, gdy poczułam, że powoli zasypiam.


Ranek obudził mnie zapachem jedzenia. Otworzyłam oczy i ze zdziwieniem odkryłam, że Łukasz… pfu… Kaeyr stoi nade mną z tacą jedzenia, patrząc się na mnie z oczekiwaniem. Uśmiechnęłam się i lekko podniosłam.
– Dzień dobry – powiedział. – Zjedz dobrze, bo czeka cię kilka godzin w siodle zanim trafimy na jakąś karczmę.
– Dziękuję – odpowiedziałam, patrząc, co przyniósł – jajecznicę na boczku, oraz kawę. Nie przepadałam za nią, ale postanowiłam się napić.
– Kawa tutaj to egzotyczny rarytas i tylko bardzo bogaci ludzie mogą sobie pozwolić na picie jej na codzień. Mam nadzieję, że dasz radę przeżyć bez niej?
– Pewnie, nie jestem miłośnikiem kawy.
– Ja tak samo – uśmiechnął się, po czym wyszedł z pokoju. Zjadłam szybko i podeszłam do szafy wybrać coś do ubrania. Było wiele ładnych rzeczy, ale postanowiłam znaleźć przede wszystkim coś wygodnego, w końcu ładne sukienki nie były dla mnie czymś niezwykłym. W końcu postanowiłam ubrać zielone, szerokie spodnie oraz luźną, białą koszulkę. Wyszłam z pokoju i dołączyłam do Kaeyra przy stole. Oderwał się z zamyślenia i pokazując na południowo-zachodni fragment mapy powiedział:
– Jesteśmy w lasach gdzieś mniej więcej tutaj. Pół godziny marszu ścieżką, którą szliśmy wcześniej wyprowadzi nas z lasu. Będzie tam chatka mojego znajomego, który opiekuje się moimi końmi. Stamtąd pojedziemy kawałek na wschód, do głównego traktu handlowego, a nim na północ. Trochę po południu zatrzymamy się na przerwę w tej wsi – pokazał punkt na mapie. – Po czym do wieczora będziemy jechać dalej na północny wschód, aż dojedziemy do jednego z większych miast tutaj…
– Dobra, dobra, i tak nie zapamiętam – przerwałam mu. – Pokaż lepiej, gdzie dojedziemy?
Przesunął palcem daleko na wschód i uśmiechnął się pokazując okolicę jednej z większych kropek.
– Aż tutaj. Ale nie martw się, przeleci szybko, jak będzie trzeba to zmienimy po drodze konie. Jeśli nie spotkamy żadnych przeszkód, będziemy tam za 3, najwyżej 4 dni.
– To trochę sporo…
– Pewnie, ale od stania i patrzenia w mapę nie zajedziemy nigdzie.
Uśmiechnęłam się.
– Jeszcze jedno pytanko, jakie przeszkody możemy spotkać po drodze?
– Myślę, że żadne, z którymi nie mógłbym sobie poradzić. Tylko pamiętaj, mam tutaj wielu przyjaciół, ale mam też kilku wpływowych wrogów. Zresztą… prędzej, czy później pewnie sama ich poznasz.
Po moich plecach przeszedł dziwny dreszcz. Jeśli on może mieć tu wrogów, to jak mogę czuć się bezpieczna. Popatrzyłam jeszcze raz na niego, uzbrojonego w półtoraręczny miecz przewieszony przez plecy, z sztyletami po bokach, ubranego w czerń. Wyglądał groźnie i… dostojnie. Tak, mogłam się przy nim czuć bezpiecznie.

Koniec części czwartej.