Spadałam coraz dalej i dalej, pokonując strach, tak jak mi Łukasz nakazał. Nagle poczułam, że przestałam spadać. Leżałam na czymś twardym. Spróbowałam otworzyć oczy i otoczyła mnie całkowita jasność. Zmrużyłam oczy próbując przyzwyczaić się do światła.
– Spokojnie – usłyszałam męski głos gdzieś obok. – Oddychaj powoli… wdech… wydech… spokojnie, wyrównaj oddech…
Rzeczywiście dopiero teraz zorientowałam się, jak mocno oddycham, przez chwile poczułam że się duszę, ale jego głos dobrze mnie uspokajał. Spróbowałam otworzyć jeszcze raz oczy i przekonałam się, że nie już trochę się przyzwyczaiłam do wszechotaczającej mnie bieli.
– Spokojnie… – powiedział jeszcze raz. – Wiesz… chyba się nam udało – dodał.
Spróbowałam się obejrzeć, jednak nie było to łatwe. Mięśnie na początku odmawiały posłuszeństwa. Prostowanie rąk i nóg szło mi bardzo opornie.
– Spokojnie, spokojnie, na wszystko przyjdzie czas – męski głos powtarzał nade mną. Zaczynał mnie irytować tym swoim „spokojnie”.
W końcu udało mi się odrobinę obrócić. Natychmiast zakręciło mi się w głowie… pode mną nic nie było. Tylko biel. Wszędzie biel. Zaczynało mnie to trochę przerażać.
– Spokojnie, wyrównaj oddech – powiedział jeszcze raz. – Pamiętasz jak się nazywasz? Kim jesteś? Skąd się tu wzięłaś? Jak ja się nazywam?
Spróbowałam otworzyć usta, ale poczułam tylko jeszcze większy zawrót głowy. Zamknęłam oczy i spróbowałam się skupić na równym oddechu, równocześnie próbując sobie przypomnieć. Kim jestem? Wspomnienia powoli wracały do głowy… ostatnie miesiące, tygodnie, dni, wszystko sobie powoli przypominałam. W końcu przypomniałam sobie jak przyszłam do Łukasza i miał mi coś pokazać, to miało być… to chyba to.
– U… uda… udało się – zdołałam z siebie wykrztusić, po czym znowu poczułam zawroty głowy.
– Spokojnie, zaraz powinno być ci lepiej… to miejsce… chociaż ciężko nazwać to miejscem… to taka „pustka”. Nie ma tutaj dosłownie nic oprócz nas. Zawsze wchodząc w transy najpierw ląduje w tym miejscu zanim trafie w bardziej konkretne… daj mi chwilę, spróbuje nas przenieść, może tam będziesz się czuła lepiej. Tutaj rzeczywiście może być nieprzyjemnie, szczególnie na początku.
Znaczenie jego słów zaczynało docierać do mnie powoli. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa, ale nie miałam siły zaprotestować.
– Zamknij oczy jeszcze na chwilę.
Posłuchałam i po chwili poczułam, że wszystko zaczyna wirować. To uczucie było bardzo dziwne do wytłumaczenia. Po chwili wirowanie ustało a ja poczułam lekki wiaterek na swojej skórze. Otworzyłam oczy i poczułam tak głęboki zawrót głowy, że myślałam, że zemdleje.
– Spokojnie, oddychaj – Łukasz ciągle powtarzał. – Nie chcę tego jeszcze przerwać.
Powstrzymałam odruch wymiotny i otworzyłam oczy. Przed sobą miałam zapierający dech w piersiach widok. Znajdowaliśmy się na niewielkim pagórku, pośród bujnych, zielonych traw. Przed nami rozciągał się widok na liczne pagórki na których znajdowały się różnokolorowe pola uprawne. Z daleka poznawałam pszenice, kukurydze… Po lewej stronie w oddali widziałam spory las. Z daleka nie rozpoznawałam jakie drzewa w nim rosną, w każdym razie zachwycał nasyceniem zieleni. Po prawej stronie widoczne były góry. Wysokie szczyty niknęły w chmurach, gdzieniegdzie można było widać, że są obsypane śniegiem. Krajobraz istnie bajkowy. Szczególnie, że nigdzie nie było widać ani jednej żywej duszy. Zdziwiło mnie to trochę, pola uprawne i żadnych domów?
– Ten świat jest mocno niedopracowany, zachowałem go w sumie jedynie dla sentymentu. To było pierwsze miejsce, które stworzyłem. Podoba ci się? – chłopak zapytał, siadając obok mnie.
– Jest cudownie.. tylko bardzo pusto.
– Tak… wtedy nie potrafiłem jeszcze tym za bardzo sterować… jak się czujesz?
– Odrobinę zmęczona – skłamałam. Tak naprawdę byłam okropnie zmęczona i najchętniej bym zasnęła.
– Tak… widzę… wiesz co, na dziś musimy skończyć. Skoro się udało raz, to uda się znowu, nieprawdaż? Nie ma się co przemęczać.
– Ale tu jest tak przyjemnie…
– Wiem, wiem, jeszcze tu wrócimy – uśmiechnął się do mnie. – Zamknij oczy – powiedział. Zrobiłam to i po chwili znowu poczułam jak wszystko dookoła wiruje, po czym poczułam dziwne uczucie jakby lotu, a w końcu twarde zderzenie z… jedyne co mi przyszło do głowy to z rzeczywistością. Natychmiast zasnęłam.


 

Gdy się obudziłam, był środek nocy. Światło księżyca oświetlało pokój, ale… to nie był mój pokój. Zerwałam się z łóżka, powoli przypominając sobie, gdzie jestem i skąd się tu wzięłam. Zasnęłam zaraz po transie, pewnie na fotelu… Łukasz musiał mnie tu przenieść i położyć… swoją drogą ciekawe, gdzie on jest. Wstałam i powoli wyszłam z pokoju. Świeciło się w kuchni i tam też poszłam. Znalazłam tam Łukasza czytającego jakąś książkę.
– Cierpisz na bezsenność, co? – zapytałam. Zaskoczony oderwał się od lektury i popatrzył na mnie. Uśmiechnął się i powiedział:
– A ty wręcz przeciwnie. Przespałaś dobre sześć, siedem godzin? W każdym razie, jak tam wrażenia?
– Było super! Chcę jeszcze!
– Spokojnie – uśmiechnął się. – Przyjdź jutro wieczorem, to znowu spróbujemy.
– A ty co taki nie w humorze? – zapytałam. – Udało się, nie powinieneś się cieszyć.
– Może powinienem… w sumie sam nie wiem teraz. To co zrobiliśmy jest wbrew pozorom bardzo niebezpieczne… łatwo można stracić kontakt z rzeczywistością… potem chce się tylko żyć tam. Nie chce się wracać..
Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem, ale nie powiedział nic więcej, zamknął książkę i podszedł do mnie, po czym ni stąd ni zowąd przytulił mnie. Zaskoczona nie wiedziałam przez chwile co powiedzieć. Puścił mnie i powiedział:
– To przyjdziesz jutro? Czy zostajesz się przespać?
– Jest środek nocy, nie chciałabym jeździć po mieście w nocy… a z drugiej strony…
– … z drugiej strony ja mam tylko jedno łóżko. Podwójne, ale jedno.
– No właśnie…
– No dobra, będę spał na podłodze. Albo wcale, w sumie ciekawą książkę czytam – pokazał na stół. Przyjrzałam się tomowi, ale nie potrafiłam rozczytać tytułu. Na pewno nie był po Polsku. Zaciekawiło mnie to.
– Co to za książka?
– Takie różne… fantastyka – uśmiechnął się. – Kiedyś ci o tym opowiem. Teraz powinnaś się wyspać.
– Możemy iść razem, ale wiesz… bez żadnych podtekstów… po prostu poleżymy obok…
– Oczywiście – odpowiedział, po czym podszedł bliżej i mnie pocałował. Zamknęłam oczy i poczułam, że cały świat dookoła wiruje. Po chwili je otworzyłam, i czułam, że leżę na łóżku.
Sama.
Popatrzyłam na zegarek, dochodziła 11. Nie wiedziałam, co było naprawdę, a co było snem. Poza tym ten chłopak, on przecież nie jest w moim typie… zastanowiłam się. Zawsze wolałam chłopaków wyższych i szczuplejszych niż on. I zdecydowanie brunetów, on był blondynem. Czy czuje coś do niego..? Niee, raczej nie…
Więc skąd ten sen?
Postanowiłam odłożyć rozmyślenia na później, a póki co wstać i poszukać go, porozmawiać. Z pokoju poszłam prosto do kuchni znajdującej się tuż obok, po prawej stronie. Nie było go tam, za to znalazłam kartkę:

Słodko spałaś, więc cię nie budziłem. Poszedłem na zajęcia. Wrócę po 12.
Łukasz

Zajęcia! Całkowicie o nich zapomniałam! No ale już za późno, nie zdążę na nie. Następne dopiero o 13, to spróbuję się trochę ogarnąć do tego czasu.
Z kuchni wyszłąm do znajdującej się na przeciwko łazienki. Pomyślałam, że w sumie mogłabym się umyć, ale nie mam swojego ręcznika… chociaż w sumie mogłabym użyć jego, na pewno się nie pogniewa. A czy się nie wstydzę? Cóż, po dzisiejszym śnie chyba nie… pomyślałam i się zarumieniłam. Poza tym do wyboru mam albo to zrobić, albo do wieczora chodzić nieumyta. Wygrał ten ostatni argument.


 

Nie sądziłem, że to się uda. Naprawdę jestem zdziwiony, że poszło tak łatwo! Chociaż miałem nadzieję, że zareaguje łagodniej, ale z drugiej strony wiem, co zrobiłem nie tak. Następnym razem pójdzie łatwiej i szybciej. Oczywiście mam nadzieję, że będzie następny raz… chociaż nie sądzę, żeby nie chciała…. pamiętam swój pierwszy udany raz. Jak tylko się obudziłem chciałem znowu… i znowu… teraz już wiem jakie są niebezpieczeństwa nadużywania tego. Pamiętam, że przez pewien czas żyłem bardziej w tamtym świecie, niż w prawdziwym.
A teraz?
Nie byłem pewien.
Popatrzyłem na nią jeszcze raz. Zasnęła od razu po „przebudzeniu się”. Też tak miałem na początku. Pierwszy raz zawsze jest bardzo męczący, potem będzie górki. Szybko się nie obudzi, lepiej przeniosę ją do pokoju i położę w łóżku a sam prześpię się… chyba na podłodze.


Łukasz wrócił do mieszkania kilkanaście minut po południu. Zaraz po wejściu zdziwiły go dwie rzeczy; po pierwsze zapach spalonego jedzenia, po drugie dziewczyna w kuchni. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że przecież Marta u niego spała.
– I jak tam, wyspana? – rzucił przy wejściu. – Widzę, że coś dobrego zrobiłaś? – dodał nie pozwalając jej odpowiedzieć.
– Pewnie, niewiele tu masz, ale coś tam zrobiłam.
– Wygląda smacznie – odpowiedział patrząc na wyglądające zupełnie niesmaczne fragmenty… czegoś. Nie był w stanie konkretnie powiedzieć, czego. – Dzięki – dodał, próbując się uśmiechnąć.
– Nie musisz się tak krzywić, wiem, że nie potrafię gotować – odpowiedziała uśmiechając się. – Szczerze mówiąc, to nie polecam, nie nadaje się do niczego – roześmiała się, pokazując na jedzenie. – Przy okazji… skorzystałam z twojego prysznicu, mam nadzieje, że się nie gniewasz.
– Pewnie, jestem śmiertelnie obrażony – odparł uśmiechając się. Odpowiedziała uśmiechem. – Kiedy znowu masz ochotę spróbować..? – zapytał.
– Już teraz! – odpowiedziała natychmiast, uśmiechając się szerzej. Naprawdę miała szeroki zasób uśmiechów. – A kiedy mogę? – dodała.
– A kiedy masz czas?
– Choćby dziś wieczorem… tylko nie chciałabym znowu ci przeszkadzać… żebyś przeze mnie znowu spał na podłodze.
– Drugi raz już nie będzie tak męczący… mam nadzieję… chciałbym ci pokazać coś więcej, niż tylko pola…
– Pewnie, tym bardziej, że teraz już wiem co mnie czeka..
– Czyli przychodzisz wieczorem – przerwał jej w pół zdania.
– Żebyś znowu spał na podłodze..?
– Przyzwyczaję się – odparł uśmiechnięty.
– Wiesz co.. zobaczę… – odpowiedziała i zamyśliła się na chwilę. – W sumie to nie musisz spać na podłodze. Zmieściłbyś się obok.

Uśmiechnął się w odpowiedzi.

Koniec części drugiej.