Cześć Marta.

Chciałbym ci coś pokazać. Pamiętam naszą wczorajszą rozmowę, chciałaś trenować walkę mieczem, ale przecież mamy XXI wiek, nie ma gdzie, nie ma z kim. Dlatego chciałbym cię zaprosić do mnie. Przyjdź jak będziesz miała czas.

SMS od Łukasza z rano bardzo mnie zdziwił. O co mogło mu chodzić? Znaliśmy się już kilka miesięcy, ale między nami nic więcej nigdy nie było. Szczerze mówiąc nie był w moim typie, ja w jego chyba też nie. Czasem rozmawialiśmy, ale w sumie rzadko, dopiero w ostatnim czasie więcej, zmieniono nam plan zajęć i mamy kilka pół, albo całogodzinnych przerw. Wczoraj właśnie rozmawialiśmy o walce na miecze. Gdy byłam młodsza trenowałam z bratem, ale to było dobre kilka lat temu i to bardziej tak dla zabawy. Łukasz powiedział, że on też kiedyś trenował, ale nie chciał powiedzieć nic więcej. Dzisiaj się nie widzimy, nasze zajęcia się rozmijają.
Ale w sumie zaciekawiło mnie, o co mu chodzi. Może po południu się tam przejdę.


 

Patrzyłem się na telefon, na wysyłającą się wiadomość zastanawiając się, czy dobrze zrobiłem. Nie chciałbym się ośmieszyć. Co prawda nie zależy mi bardzo na niej, ale mimo wszystko, nie chciałbym aby moje teoretyczne rozważania okazały się fałszywe, nie chciałbym, żeby to nie była prawda. Zresztą w sumie nie jest specjalnie w moim typie, poza tym mam dziewczynę. Szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy Marta o tym wie, zresztą co za różnica, nie podoba mi się i tyle.
Z drugiej strony zaintrygowała mnie sobą, jest trochę inna niż inne dziewczyny… ale nie, nie jest w moim typie. Poza tym mam już dziewczynę. Ja nie zdradzam. Poza tym muszę się zbierać na zajęcia.
Mimo wszystko szkoda, że jej dzisiaj nie zobaczę

Cześć Łukasz.

Zaciekawiło mnie to, o czym napisałeś. Wpadnę koło 17.

Nie spodziewałem się, że odpisze tak szybko. Dochodziła 12 i miałem za sobą już pierwsze zajęcia, nie myślałem, że będzie chciała już dzisiaj przyjść. Szczerze mówiąc trochę mnie to zestresowało, ale z drugiej strony miło, ze chce przyjść. Mam nadzieje, że wszystko się uda i pójdzie zgodnie z planem. Przemyślałem wszystko od rana i jestem prawie pewien, że musi się udać, jednak nie chciałbym zawieść samego siebie… i chyba jej też. No cóż, przekonamy się wieczorem. Jeśli się uda, to będzie ciekawie, jeśli nie – trudno.
A teraz pewnie nie będę się mógł skupić na zajęciach.


 

Być może postąpiłam głupio, no ale raz się żyje, poza tym nie mam specjalnie wiele do roboty w domu. W najgorszym razie zanudzę się u niego w domu a nie u siebie, najwyżej nie przyjdę drugi raz do niego. Szkoda, że jeszcze tyle godzin zostało, tak, wiem, że jestem w gorącej wodzie kąpana i chciałabym wszystko od razu, no ale cóż, już taka jestem i tyle. Nie lubię czekać. Zawsze chcę mieć wszystko, tu i teraz.
Mam nadzieję, że będzie warto poczekać te kilka godzin.


 

Słońce wisiało jeszcze wysoko nad zachodnim horyzontem, gdy dochodziła 17. Łukasz jak zwykle wolał być chwilę wcześniej, niż chwile za późno i czekać na drugą osobę, niż kazać jej czekać na siebie. Nawet mimo to, że wiedział, że Marta zawsze się spóźnia. Stał, ciesząc się wiosennym słońcem, czując jak szybko nadchodzi lato. Zadowolony patrzył na rozciągające się przed sobą pola. Jednak piętnaście minut później zaczął się obawiać, że zmieniła zdanie, tylko z jakiegoś powodu nie napisała mu o tym, albo po prostu o nim zapomniała. Postanowił poczekać jeszcze chwilę. Pięć minut później wyszła z budynku uczelni, uśmiechnięta jak zawsze. Długie, czarne, kręcone włosy powiewały przy każdym kroku. Była wysoka i szczupła, do tego miała na sobie czarną sukienkę do połowy ud w różowe kwiatki, czarne legginsy, a  na ramionach jeansową kurteczkę. Wyglądała świetnie. Łukasz trochę się zmieszał tym, że on nie był jakoś specjalnie ubrany, jednak szybko sobie przypomniał, że przecież ona tak się na codzień ubiera. Jej rodzice byli lekarzami, więc na brak gotówki na nowie ubrania nie mogła narzekać. Zaczął się zastanawiać, jak ładnie musi wyglądać, gdy ma jakąś specjalną okazję. Rozmyślania przerwała mu ona sama:
– Cześć Łukasz – powiedziała, uśmiechając się.
– Cześć – odpowiedział. – Jak tam minął dzień?
Powoli ruszyli w kierunku jego domu. Łukasz mieszkał tuż obok uczelni, więc mając słońce po prawej stronie postanowili przejść się ten kawałek na nogach, rozmawiając o różnych rzeczach. Piętnaście minut później byli już pod klatką schodową. Marta była tu już kilka razy, ale zawsze nie potrafiła się powstrzymać przed pomyśleniem, że tak mądry chłopak jak on powinien mieszkać w lepszych warunkach. Wynajmował mieszkanie w starej kamienicy, jednym z niewielu tak starych budynków w okolicy. Dookoła znajdywały się już w zasadzie same wielopiętrowe, nowe bloki. Jednak te kilka kamienic, które pozostały, były zabytkami. Swoją drogą robiły też specyficzny nastrój, niektórzy go lubili. Niestety miało to też swoje złe strony, były to jedne z najtańszych mieszkań, więc w większości były zamieszkane przez…. niekoniecznie elitę społeczeństwa. Dla Łukasza jednak najważniejsza była niska cena. Na wynajmowanie mieszkania w jednym z bloków nie byłoby go zwyczajnie stać. Nie pochodził z zamożnej rodziny, rodzice oczywiście nie szczędzili mu pieniędzy na edukacje… ale z pustego nawet Salomon nie naleje.
Weszli po schodach na drugie, najwyższe piętro. Chłopak otworzył drzwi i weszli do środka.
– Napijesz się czegoś? – zapytał.
– Tylko wodę poproszę – odpowiedziała i uśmiechając się usiadła na fotelu. – Więc co chciałeś mi pokazać? – zapytała.
Zestresowany przyniósł jej szklankę wody, odetchnął i powiedział:
– Wiesz, to może być trochę dziwne, ale… mam pewną teorię. Nigdy dotąd jej nie przetestowałem, więc nie wiem… szczerze mówiąc, nie spodziewam się, że w ogóle zadziała…
– Mam się bać? – odpowiedziała wciąż uśmiechnięta. Trudno było ją przestraszyć, poza tym wiedziała, że gdyby doszło co do czego, to chłopak nie miał z nią żadnych szans. Od dziecka trenowała wiele sportów, w tym sztuki walki, więc gdyby chciała mogłaby się od niego bez problemu uwolnić. Gdyby chciała. Nie zdążyła się jednak nad tym głębiej zastanowić, gdyż chłopak kontynuwał
– … chodzi mniej więcej o to, ze potrafię wprowadzić samego siebie w pewnego rodzaju trans, w którym jestem w zupełnie innym miejscu… mogę wybrać kim chcę być i takie tam… w każdym razie podejrzewam, że jest możliwe wspólne wejście w tego rodzaju stan.. to mogłoby być… ciekawe. Wiesz, wyobraź sobie cokolwiek, nie wiem, średniowiecze, z walką na miecze, łuki czy… magie… albo odległą przyszłość. To wszystko nie dzieje się naprawdę, ale ty czuje się, jakbyś była całą sobą w środku, możesz robić co chcesz…
– Brzmi ciekawie – powiedziała, i się roześmiała.
– Nie śmiej się! – odpowiedział i uśmiechnął się. – Wiem jak to brzmi, ale to działa, wiele razy sam wchodziłem w taki stan, uwierz mi, jest warto.
– I jak chciałbyś to osiągnąć razem ze mną?
– I właśnie tu się zaczyna moja teoria… mózg człowieka działając wytwarza pewnego rodzaju fale, które tworzą swojego rodzaju aurę dookoła głowy. Uważam, że można spróbować zinterferować te fale ze sobą nawzajem, wtedy mogłabyś osiągnąć ten sam stan co ja… ale wiesz, to tylko teoria… tak naprawdę nie wiem, co się może stać.. o ile cokolwiek się stanie.
– Hm… wiesz co, szczerze mówiąc nie wierzę, że coś takiego jest w ogóle możliwe, ale w sumie z ciekawości… czemu nie – odparła, uśmiechając się.
– Okey, w takim razie usiądź wygodnie..
– Już siedzę wygodnie! – roześmiała się. – Co jak co, ale fotel akurat masz super.
– Dzięki – uśmiechnął się do niej. – Chodziło mi o to, że musisz się odprężyć, rozluźnić mięśnie, zamknąć oczy, spróbować nie myśleć o niczym…
– Znam dobrze judo i karate, więc bez żadnych głupich pomysłów! – powiedziała, ciągle uśmiechnięta. – Okey, to zaczynamy… A w ogóle jak chcesz interferować te fale?
– No właśnie… jeśli ci nie będzie to odpowiadało, to powiedz, nie musimy próbować…
– No właśnie co..?
– Położę ci ręce na skroniach.
– I tyle?
– Tak.
– Aaa.. to spoko… już sie bałam, że będziesz chciał wykorzystać moment i położyć je gdzie indziej. Okey, już się odprężam, rozluźniam, możemy zaczynać.

Zamknęła oczy i zaczęła próbować myśleć o niczym. Nie było to łatwe, szczególnie w momencie jak poczuła jego dłonie na swoich skroniach. Poczuła, jak pulsują i po chwili zaczęło się jej wydawać… że spada. Zerwała się wystraszona.

– Co to było?! – krzyknęła, próbując się opanować.
– Co..? Poczułaś coś? – odpowiedział zdziwiony.
– Takie uczucie jakbym… spadała? – odpowiedziała podekscytowana.
– To… to znaczy, że to działa – odpowiedział również podekscytowany. – Chociaż szczerze mówiąc myślałem, że potrwa to dłużej… wiesz co, to uczucie jest normalne, myślę, że to będzie najtrudniejsza część na początku, pokonać odruch ucieczki od tego… spadania… jak zaczynałem to też miałem z tym spory problem. Spróbuj to opanować, to potrwa tylko chwilę… jak skończysz spadać to spróbuj otworzyć oczy… gotowa?
– Tak – odpowiedziała, a on znowu położył ręce na jej skroniach. Po chwili znowu się zerwała i przepraszając powiedziała, żeby spróbował jeszcze raz. Za trzecim razem również się nie udało.

Udało się za to za czwartym.

Koniec części pierwszej.