Ludzie powiadają, ze los każdego jest przepowiedziany od początku. Jedni nazywali to wolą Bożą, inni – przeznaczeniem, jednak wiele zbiegów okoliczności, które były właściwie niemożliwe, trudno było nazwać przypadkiem. Jednak jak było naprawdę – to wiedzieli tylko nieliczni.

Było ciepłe letnie popołudnie. Dwaj bracia – jeden cały w bieli, drugi odziany w czerwień, stali przed szpitalem.
– Wkrótce się urodzi – powiedział pierwszy.
– Trzeba powiadomić Wyrocznie – odpowiedział drugi.

Kim była Wyrocznia? Nikt dokładnie nie wiedział. Istniała od zawsze, jej przepowiednie kształtowały świat od tysięcy lat. Nigdy się nie myliła. Bracia odwrócili się do niej, przyglądając uważnie staruszce. Siwe włosy, zmarszczki, zawsze zgarbiona, widzieli ją tyle razy, a ona nigdy się nie zmieniała. Popatrzyła na nich i nic nie mówiąc zaprosiła do środka – wiedziała po co przyszli. Pomieszczenie było niewielkie, bez okien, oświetlane świecami, panował półmrok i zaduch, a dodatkowo dym z kadzideł przeszkadzał w dojrzeniu czegokolwiek. Staruszka podeszła do stojącej przy ścianie szafy, by wyciągnąć z niej kości – starożytne i magiczne. Bracia w tym czasie usiedli przy stole. Po chwili Wyrocznia dołączyła do nich. Popatrzyła smutno na jednego a następnie na drugiego i obwieściła
– Pierwsze losowanie.

Trzeba bowiem wiedzieć, że losy zawsze były trzy. Trzy najważniejsze rzeczy mówiące o tym, co człowiek osiągnie, jaki będzie.
Pierwsza liczba dotyczyła talentów nowo narodzonego. Im wyższa liczba, tym więcej ich dostanie.. i tak też się stało, 6 zostało wylosowane. Staruszka popatrzyła na braci.
– Zaprawdę powiadam wam – powiedziała. – Młodzieniec wiele rzeczy będzie potrafił. Nauczy się czegokolwiek będzie chciał. Będzie mógł umieć wszystko – w tym momencie pierwszy z braci nieznacznie się uśmiechnął. – Lecz powiadam wam, będzie umiał zbyt wiele. Szóstka bowiem jest liczbą zepsutą. Będzie wszystko umiał, lecz nie będzie potrafił tego dobrze użyć. Jego wiedza przyniesie więcej zła, niż dobra, nie tylko dla niego, a również dla jego bliskich – drugi brat popatrzył triumfalnie na pierwszego. -Tak będzie, bo tak miało być – dodała.

I tak zakończyło się Pierwsze Losowanie. Dwa pozostały do końca. Drugie dotyczyło jego przyjaźni i popularności. Osoby losujące jeden całe życie spędzali samotnie, poznając w końcu kobietę swojego życia, jednak nigdy nie mieli przyjaciół, znajomych, ich życie nie było szczęśliwe. Staruszka rzuciła kością.
– Ponownie 6 – powiedziała. – Młodzieniec pozna więcej osób, niż będzie w stanie zapamiętać. Z wieloma będzie się przyjaźnił, nigdy nie będzie mu brakowało towarzystwa, kolegów i dziewczyn. jednak zaprawdę powiadam wam, 6 jest liczbą przeklętą, chłopak w końcu zapomni kto jest dla niego naprawdę ważny, w końcu będzie samotny. Samotny pośrodku wielu nieznajomych. Tak będzie, bo tak miało być.

I tak zakończyło się Drugie Losowanie. Jedno już tylko pozostało do końca. Ostatnie było losem przynależności. Odwieczna walka między Bogiem a Szatanem, do kogo nowonarodzony ma należeć, rozwiązane przy pomocy rzutu kością. Jeden oznaczało, że nigdy nie odnajdzie Boga w swoim życiu. Nie musi być złym człowiekiem, po prostu nigdy nie będzie blisko Boga. Staruszka rzuciła kością.
– Ostatnia liczba, to również 6 – powiedziała. – Chłopak będzie blisko Boga, tak blisko, ze pozna jego tajemnice. Będzie go to doprowadzać na skraj szaleństwa, w końcu nie wiedząc co jest prawdą, a co kłamstwem będzie raz bardzo blisko, a raz daleko. Tak będzie, bo tak miało być.

I tak zakończyło się Trzecie Losowanie. Wszystko zostało przepowiedziane. Drugi brat, ubrany w czerwień wstał i zaśmiał się.
– Liczby układają się w 666 – powiedział, a w jego oczach zapłonął żywy ogień. Odwrócił się z skrzydłami wyrastającymi z pleców. – Lecę do swojego pana, ty poleć do swego i powiedz mu o wyniku – dodał, zwracając się do białego brata.


7 lat później młodzieniec poszedł do szkoły. Z nauką nigdy nie miał problemu, talentów aż nazbyt, instrumenty muzyczne, czy sporty nie były dla niego żadnym wyzwaniem. Wzorowy uczeń, w końcu student, zawsze pomysłowy, rezolutny… Jednak nigdy nie potrafił wykorzystać dobrze żadnego talentu. Więcej zła, niż dobrego czynił, wykorzystując swą wiedzę w najgorszy możliwy sposób, manipulując ludźmi, oszukując, coraz bardziej pragnął pieniądza tak, że wszystko mógłby dla niego uczynić. Mądrość jego i wiedza, tak ogromna, poszła na zatracenie, i tak dokonała się Pierwsza Przepowiednia.


Chłopak zawsze wiedział, co powiedzieć, by ludzie go lubili. Bez problemu zawierał nowe znajomości, nowe przyjaźni, nigdy nie był sam, zawsze ktoś mu towarzyszył. Mogło się wydawać – niczego mu nie brakowało, jednak w pewnym momencie odkrył, że choć może z wszystkimi rozmawiać o niczym, z każdym może się pośmiać, że chociaż codziennie może mieć inną dziewczyną, bo każda będzie go chciała, to mimo to nie miał nikogo, komu mógłby opowiedzieć o swoich problemach. Był samotny w tłumie, i tak dokonała się Druga Przepowiednia


Niczym wzór do naśladowania, tłumaczył zawsze bez większych problemów Pisma. Od dzieciństwa jego kontakt z Bogiem był ogromny, znajdował się bardzo blisko Niego. Chciał wiedzieć więcej i więcej, ciekawiło go to. Jednak w końcu zaczął dostrzegać pewne rzeczy, których nie powinien nigdy dostrzec. Sprzeczności tak wiele, a nie miał nikogo, kto potrafiłby mu pomóc je rozwiązać. Na zmianę blisko i daleko od Boga, w końcu przestał w ogóle o nim myśleć, i tak dotrwał do śmierci, i tak dokonała się Trzecia Przepowiednia


Na łożu śmierci leżał sam, zapomniany przez wszystkich. Wiedział, że to jego ostatnia godzina, popatrzył przez okno i łza popłynęła po policzku na wspomnienie wszystkiego, co się wydarzyło. Gdy już dochodził koniec jego życia, przy jego łóżku pojawili się dwaj bracia. Popatrzył zdziwiony, wszak widział ich pierwszy raz w życiu i to w takim momencie. Pierwszy brat wyraźnie smutny, wiedział, że przegrał bitwę o tego człowieka, i chociaż wiedział od początku, że tak będzie, to wciąż miał nadzieję, że jednak umierający się nawróci. Niestety rozsądek przypominał mu o wyroczni, która wiele lat wcześniej przepowiedziała to wszystko. Drugi brat dla odmiany promieniał z radości. Kolejna dusza, kolejna dusza – powtarzał. I to tyle warta, tyle warta! – dodawał co jakiś czas. Zdumienie mężczyzny pogłębiało się, jednak nie miał siły zapytać już o nic. W ostatniej sekundzie swojego życia przypomniał sobie całe swoje życie, wszystkie złe i dobre czyny, chociaż tych pierwszych było więcej. W ostatniej sekundzie zapłakał, prosząc Boga o wybaczenie. Wiedział, że był grzesznikiem, znał Pisma i wiedział co robił źle. I nie chciał skończyć na wiecznym potępieniu. Więc w ostatniej sekundzie swojego życia zawołał do Pana, a potem wyzionął ducha. Bracia popatrzeli na niego zdziwieni. Dawno nie widzieli człowieka, który miałby w sobie tyle sprzeczności, tyle rozterek. Biały brat zaśmiał się.
– Co się stało? – Zapytał go brat czerwony.
Biały brat jeszcze raz głośniej zaśmiał się i odpowiedział mu:
– Bóg go wysłuchał