Welcome to a world,
where the air I breathe is mine.

Nothing to overhelm me,
and nothing to cloud my mind.
Be anyone, do anything I’d never want to try
Time doesn’t exists here

I will never die
~Celldweller


Otworzyłem oczy. Leżała obok mnie. Długie, czarne włosy spływały po jej nagich plecach. Księżyc oświetlał szczupłe ciało, a ja nie mogłem się napatrzeć. Chciałem dotknąć gładkiej skóry, jednak nie mogłem się poruszyć. Zamknąłem oczy przypominając sobie, że to nie jest prawda. Że znowu wszedłem w trans. Nie umiałem inaczej. Otworzyłem oczy ponownie, siedziałem na łące opadającej lekko w dół, w kierunku płynącej w dolinie rzeki. Dalej rozciągały się kilometry lasów, na horyzoncie niewyraźnie widać było góry. Zrobiłem głęboki wdech i wstałem. Powiał lekki zachodni wiatr. Obróciłem się lekko w prawo patrząc na znikające powoli za horyzontem słońce. Czas wracać, pomyślałem. Nie mogłem zostawać tutaj zbyt długo, i tak w ostatnim czasie przychodziłem tutaj za często. Rzeczywistość, tak czarna i nasycona cierpieniem, odchodziła coraz dalej i dalej, bałem się, że w końcu stracę z nią kontakt i nie będę w stanie rozróżnić co dzieje się naprawdę, a co jest tylko skutkiem ćwiczonych od wielu lat medytacji. Świat, który tworzyłem tu przez cały ten czas, wydawał się niemal idealny. Niestety świadomość, że nic z tego nie jest prawdą była przytłaczająca. Kilka tygodni temu postanowiłem przyprowadzić tutaj kogoś z prawdziwego świata. Wiedziałem, ze jest to teoretycznie możliwe, jednak nigdy dotąd nie próbowałem tego robić. Odwróciłem się i zobaczyłem drzwi. Wyjście. Ostatni raz popatrzyłem na zachodzące słońce i nacisnąłem klamkę.

Otworzyłem oczy. Lekki zawrót głowy, jak zawsze wracając do rzeczywistości. Usiadłem na łóżku, opierając głowę o ręce. Popatrzyłem na zegar – minęło półtorej godziny, czyli dokładnie tyle, ile sobie założyłem. To ważne, gdybym zaczął spędzać tam zbyt dużo czasu musiałbym przerwać medytacje na jakiś czas. Ostatni raz stało się to półtorej roku temu, przerwa skończyła się dopiero trzy miesiące temu. Potrzebowałem tego zbyt mocno. Odcięcia się od świata, w którym Ona mnie nie chce, nie kocha. Wolałem być w swoim małym, wymyślonym świecie, w którym nic nie jest prawdą, niż wrócić do alkoholu, narkotyków i myśli samobójczych. Niemniej nie udało mi się to. Popatrzyłem za okno, powoli zachodziło. Wyszedłem na taras, mieszkanie w penthousie miało tę dużą zaletę, że człowiekowi zdawało się, iż jest na szczycie świata. Przede mną widniały przedmieścia a dalej, na horyzoncie złociste pola. Oparłem się o barierkę. Za pół godziny przyjdzie do mnie. Będzie miała problem, który tylko ja będę mógł rozwiązać. Problem z rzeczywistością. Przyjdzie więc do specjalisty w tej dziedzinie, do osoby, która pomoże jej odciąć się od niej, zapomnieć na chwilę o świecie. Jednak tym razem nie dam jej kolejnych gramów niszczących jej słaby organizm, tym razem pokaże jej swój mały świat…
To be continued…