Poniedziałek, 10 września 2001 roku

Mateusz szedł teraz do szkoły, jednak nie wiedział, jak ma się zachować przy Natalii. Od sobotniego poranka zastanawiał się, co dokładnie między nimi doszło, jednak jak na złość, nic dokładnie nie pamiętał. Nagle po drugiej stronie ulicy zauważył rudowłosą dziewczynę, którą widział już wielokrotnie i na którą wpadł w piątek. Przyglądała się mu. Nagle przypomniały mu się wydarzenia tamtego dnia, gdy zobaczył tą twarz za drzwiami, jednak szybko to od siebie odepchnął. Musiałem mieć przewidzenie, pomyślał. Spojrzał na dziewczynę i ich spojrzenia skrzyżowały się, szybko opuściła wzrok i odwróciła się, odchodząc szybko. Pomyślał, że to dziwne, że w piątek zdawała się poznawać go, chociaż był pewien, że nigdy ze sobą nie rozmawiali. Tylko ten sen z wakacji. Czy to możliwe, żeby to wydarzyło się naprawdę? Nie, przecież nie był w górach, to wszystko był tylko sen.
Pogrążony w rozmyśleniach doszedł do drzwi szkoły.
– Hej! – usłyszał dziewczęcy głos za sobą, odwrócił się i zobaczył Natalię. Uśmiechała się do niego.
– Cześć – odpowiedział i spróbował odwzajemnić uśmiech, niestety nie wyszło to najlepiej. Nie zważając na to, dziewczyna przytuliła go na przywitanie. Nie odezwał się. W ciszy szli na swoją pierwszą lekcję z swoją wychowawczynią. Chłopak postanowił powiedzieć nauczycielce o tym, co widział w piwnicy. Przeczekał chwilę lekcji, aż pozwoliła każdemu zająć się sobą, po czym podszedł do niej. Popatrzyła na niego dziwnie, gdy opowiadał jej o dziewczynie, którą widział przez tamte drzwi. Oczywiście nie uwierzyła mu, postanowiła jednak zabrać go tam i udowodnić, że to tylko zwykła piwnica.
– Mateusz chce obejrzeć podziemia, są jeszcze jacyś chętni? – powiedziała. Większość klasy popatrzyła na niego dziwnie, jednak znalazły się jeszcze dwie osoby, które również chciały tam pójść – Kacper oraz Natalia. Dziewczyna uśmiechała się do niego cały czas.
Wyjście miało zająć im kilka minut, w końcu nie było tam nic ciekawego do oglądania – twierdziła nauczycielka, jednak poprosiła psychologa szkolnego aby przypilnował klasy pod jej nieobecność. Oczywiście zgodził się od razu. Był to niekonfliktowy mężczyzna koło czterdziestki i bardzo lubił spędzać czas z młodzieżą.
Gdy stanęli przed drzwiami do piwnicy Mateusza przeszedł dreszcz – przypomniał sobie, co widział w piątek. Zebrał się na odwagę i popatrzył przez okno, jednak ciemność nie pozwalała mu nic zobaczyć. Wychowawczyni otworzyła drzwi i weszła do środka, próbując włączyć światło. Nie udało się, zobaczyła jednak, że tuż obok wejścia leżą trzy latarki.
– No dobra, weźcie je, Natalia pójdzie ze mną – powiedziała nauczycielka
– Ale… – dziewczyna chciała zaprotestować i zostać razem z Mateuszem, jednak chłopcy już byli w środku. Westchnęła i ruszyła razem z nauczycielką. W środku rzeczywiście nie było nic ciekawego, w większości stare szafy.
– Widzicie, nie ma tu nic ciekawego – Mateusz usłyszał głos za plecami. Dotarł właśnie do zakrętu korytarza.
– Jeszcze zobaczę tylko tutaj – rzucił bez oglądania się i przeszedł kawałek. Od razu rzuciło mu się w oczy, że część, w której się znajdował nie była otynkowana – widać było cegły. Po chwili dotarło do niego, że nie ma również żadnych mebli – idzie pustym korytarzem. Odwrócił się, chcąc wrócić i stanął jak wryty. Przed sobą miał niekończący się korytarz, nie widać było nigdzie zakrętu, przez który przed chwilą przeszedł. Poczuł się dziwnie, nagle zrobiło się mu chłodno. W oddali, za plecami usłyszał śmiech. Odwrócił się i ujrzał zaginioną dziewczynę. Stała kilka metrów przed nim i wpatrywała się w niego zimnymi, niebieskimi oczami.
– A więc trafiłeś tu – powiedziała chłodno. – Myślałam, że cię wystarczająco wystraszyłam od tego miejsca – zaśmiała się. – No ale skoro już tu jesteś to chodź, pokaże ci coś – wyciągnęła do niego swoją rękę.
Dotknął jej i poczuł przeszywające zimno, po czym zakręciło mu się w głowie. Spróbował odzyskać równowagę, jednak poczuł, że leci.
Nie bój się usłyszał głos dziewczyny. Po chwili znowu zakręciło mu się w głowie i zobaczył, że znajduje się gdzieś na ulicy. – To tylko wizja – znowu głos dziewczyny. Nie mógł zlokalizować, skąd mówiła, wydawało mu się, że znajduje się jakby w środku niego. Zobaczył przed sobą wysoki budynek. – Nic ci się nie stanie, stój spokojnie i patrz – dziewczyna mówiła dalej. – To co zobaczysz wydarzy się już niedługo, żebyś miał pewność, że mówiłam prawdę.
Rozejrzał się, jednak nie poznawał tego miejsca. Wysokie budynki po obu stronach ulicy, widział też kilka wieżowców. Nigdy nie był w takim miejscu.
Patrz – znowu głos dziewczyny. Odruchowo spojrzał na budowlę, która zwróciła jego uwagę już wcześniej. Po chwili coś w nią uderzyło. Zobaczył kłęby dymu wydobywające się z budowli. Nagle znowu zakręciło mu się w głowie, wizja przyspieszyła, gdy znowu popatrzył, budowli już nie było. Poczuł, że znowu leci i po chwili stał przed dziewczyną.
– Co to było?! – zapytał zdumiony. Nic nie rozumiał.
– Już wkrótce się dowiesz. Pokażę ci coś jeszcze, ale nie teraz, najpierw musisz odpocząć i przekonać się, że ta wizja to była prawda.
– Ale jak? Co? Nic nie rozumiem – powiedział zdezorientowany. Podeszła do niego bliżej i dotknęła ręką jego głowy. Cały świat zawirował.

– Mateusz! – usłyszał głos nad sobą. – Słyszysz mnie, Mateusz!! – kobiecy głos krzyczał. Otworzył oczy i zamrugał, jednak nic nie widział. Leżał na ziemi, bolała go głowa. Zobaczył światło latarki. – Bogu dzięki, obudziłeś się – powiedział głos. Teraz rozpoznał swoją wychowawczynią. – Nie odzywałeś się i ruszyliśmy cię szukać – mówiła. – Znaleźliśmy cię na ziemi, musiałeś zemdleć.
– Ta dziewczyna… – powiedział cicho.
– Jaka znowu dziewczyna, nic tu nie ma, chodź lepiej, nie chcę mieć kłopotów przez ciebie.
Pomogła mu wstać. Popatrzył przed siebie, poświecił latarką, to był ten zakręt, jednak droga blokowana była przez zawalony przed latami sufit. Odwrócił się i poszedł do wyjścia. Pielęgniarka szkolna obejrzała go i odesłała na resztę dnia do domu. Idąc myślał jeszcze o tym, co widział. Wszystko to strasznie go przytłaczało. Zobaczył jeszcze idącą po drugiej rudowłosą dziewczynę, jednak zanim zdążył zareagować, skręciła w boczną uliczkę i zniknęła za budynkiem. Nie miał siły iść za nią, zresztą nie widział sensu. Głowa nadal go bolała i chciał jak najszybciej znaleźć się w domu i położyć. Gdy wszedł przez główne drzwi, zdziwiona matka spytała go, cóż tak wcześnie. Odpowiedział, że zemdlał w szkole i odesłano go do domu. Popatrzyła z troską i rozkazała, aby się położył i przespał. Tak też zrobił.
Obudził się dopiero następnego dnia rano. Ból głowy z poprzedniego dnia minął, jednak wątpliwości co do tego, co się wydarzyło, wciąż pozostawało. Wstał i popatrzył na kalendarz.
Był 11 września 2001 roku.