Nigdy wcześniej nie biegł tak szybko. Chciał uciec od tego miejsca jak najszybciej i jak najdalej. Klucząc przez korytarze w końcu udało mu się wybiec na ulice. Był piękny, słoneczny dzień, on jednak nie przejmował się tym. Biegł nadal, aż nagle wpadł na wyłaniającą się zza rogu budynku osobę. Pęd przewrócił ich na ziemię.
– Najmocniej przepraszam – wykrzyknął, a jego głos był mieszaniną strachu z powodu tego, co zobaczył oraz szczerego poczucia winy. Spojrzał na osobę, która zbierała się do wstawania i aż zaniemówił, była to owa rudowłosa dziewczyna, która najpierw pojawiła się w jednym z jego snów, a następnie widział ją pierwszego dnia w szkole.
– Oszalałeś? – krzyknęła na niego, po czym spojrzała i również zaniemówiła.
Czy ona mnie poznaje? – zapytał sam siebie w myślach. Być może to nie był tylko sen.
Lecz jeśli nie sen – to co?
– To ty… – powiedziała, stojąc już na nogach, po czym wstrząsnęła głową i dodała. – Przepraszam, chyba cię z kimś pomyliłam.
– To naprawdę dziwne – pomyślał patrząc jak tamta odchodzi. Mimo wszystko nie był w stanie ruszyć się, ani wydać z siebie żadnego dźwięku. – Zbyt dużo naraz. Najpierw tamto wydarzenie z szkoły, a teraz ta dziewczyna – dodał w myślach. – Przynajmniej teraz jestem pewny, że istnieje naprawdę.
– Nic ci się nie stało? – usłyszał za plecami. Odwrócił się i zobaczył Kacpra – jednego z kolegów z klasy.
– Nie, drobnostka – odparł i zerknął spowrotem za rudowłosą, jednak odeszła tak szybko, że teraz jej już nie widział.

Był to piątkowy wieczór, a jak wiadomo – piątek to weekendu początek. Nowi znajomi organizowali spotkanie integracyjne, czyli ognisko połączone zapewne z piciem alkoholu. Nie wszyscy zapewnili, ze przyjdą, Mateusz również nie miał zamiaru, jednak po porannym incydencie rozmawiał więcej z Kacprem i ten go w końcu namówił. Mieli spotkać się przed szkołą i tam też na niego czekał. Przywitali się, po czym wsiedli to autobusu, by po kilkunastu minutach być już na miejscu. Reszta już tam była, czekając na nich, las był dosyć spory a nie chcieli spędzić wieczoru na szukaniu zaginionych kolegów. Gdy w końcu wyruszali, słońce już zachodziło.

Las

Na miejscu nie szło się bardzo długo, czas mijał tym szybciej, że w dobrym towarzystwie, rozmawiając. Mateusz zapomniał o strasznych przeżyciach dzisiejszego dnia, nie myślał też o wszystkich dziwnych rzeczach, które wydarzały się w ostatnim czasie. Teraz dogadywał się dobrze z wszystkimi i czuł się dobrze dzięki temu. Dotarli na miejsce i od razu zabrali się za szukanie drewna oraz rozpalanie ogniska. 6 chłopaków i 4 dziewczyny zrobili to zadanie dosyć szybko i zanim zrobiło się całkiem ciemno, siedzieli już przy płonącym ognisku. W końcu wysoki blondyn wyciągnął butelkę wódki. Każdy, oprócz Mateusza wyjął coś, do czego mógł sobie nalać. On o tym w ogóle nie pomyślał wcześniej i teraz rozglądał się bezradnie. Zauważyła to jedna z dziewczyn, brunetka o imieniu Natalia i przysiadła się bliżej, uśmiechając się.
– Trzymaj – powiedziała, wyciągając z plecaka kieliszek. – W zamian postawisz mi następnym razem piwko.
– Dzięki, ale nie trzeba było… – zaczął i ugryzł się w język. Przypomniało mu się, że obiecał sobie, że w tej szkole od początku będzie miał przyjaciół, nawet jeśli niekiedy będzie musiał zrobić coś, co mu nie do końca odpowiada.
– To oddawaj – zaśmiała się. – Nie mów, że nie chcesz z nami pić.
– Chcę – odpowiedział cicho, jednak ona już rozmawiała z kimś innym.

Pierwsza butelka zeszła bardzo szybko, szczególnie na tak dużo osób, podobnie było z drugą i trzecią. Mateusz zastanawiał się, jak dużo jeszcze mają w zapasie, gdy okazało się, że będą pić właśnie ostatnią. Kręciło mu się trochę w głowie, jednak od stanu upicia było mu jeszcze daleko. Nie można było tego powiedzieć o innych, szczególnie dziewczynach. Jego sąsiadka, Natalia, dotychczas rozmawiała głównie z Olą, jednak tamta leżała teraz w ramionach Kacpra. Brunetka odwróciła się do Mateusza, uśmiechając się.
– Wypijmy bruderszafta
– Ale jesteśmy już na ty – odpowiedział, jednak ona już nalewała.
– Nic nie szkodzi – wypili, po czym pocałowała go w policzek. Popatrzył na nią zdziwiony a ona roześmiała się. – Taka tradycja.
Mateusz odwzajemnił uśmiech.

Ognisko w końcu dogasało, trzeba było zbierać się do domów. Było już grubo po północy. Ostatnie kilkadziesiąt minut spędził na rozmowach z Natalią, o wszystkim w zasadzie.
– Trzeba się zbierać – oznajmiła.
– Taaak – odpowiedział, szybko wstając. Jednak tak szybko jak wstał, tak szybko usiadł z powrotem. Okazało się, że jednak alkohol uderzył go mocniej niż mu się zdawało.
Dziewczyna roześmiała się. Chwytając go za rękę, wstali a ona przytuliła się do niego.
– Też jestem pijana, tak będzie nam łatwiej iść.
– Zapewne – odparł.
Nie byli pierwszymi, którzy wychodzili, ani nie ostatnimi. Został jeszcze Kacper z Olą, którzy chyba przysnęli, oraz wysoki blondyn, ten, który przyniósł pierwszą butelkę. Mateusz ciągle nie mógł zapamiętać jego imienia. Pożegnali się, jednak on nie zwrócił na nich uwagi, siedząc i wpatrując się w dogasające patyki.

Droga powrotna okazała się być dużo dłuższa, gdyż po kilkudziesięciu minutach doszli do wniosku, że nie mają pojęcia, gdzie się znajdują. Wchodzili akurat na polankę, pośrodku której znajdował się krzak niebieskich kwiatów, podobnych do róż. Podeszli do niego, przyglądając się mu. Nagle usłyszeli za swoimi plecami kroki. Obrócili się i ujrzeli kobietę w długiej do ziemi, ciemnoniebieskiej sukni. Patrzyła na nich z złością pomieszaną z zdziwieniem.
– Co tu robicie? – zapytała, a jej głos przeszył ich ciała uczuciem podobnym do wejścia do lodowatej wody. – Nie powinno was tu być.
– Zgubiliśmy się – Mateusz odpowiedział niepewnie. Popatrzyła niego zdziwiona.
– To miejsce jest dobrze ukryte i strzeżone, nie da się tutaj przyjść, jeśli się o nim nie wie.
Nagle przypomniał mu się fragment z Czarnej Książki, którą czytał przez wakacje. Bohater był w bardzo podobnym miejscu. Obejrzał się za siebie, spoglądając na kwiat, czy to możliwe?, pomyślał, zbliżając się do krzaka.
– Stój! – władczy głos kobiety powstrzymał go przed dotknięciem jednego z kwiatów. – Podejdź tu – usłuchał. Przyjrzała się mu dokładnie. – Podaj mi dłoń – powiedziała. Zawahał się przez chwilę, po czym wyciągnął do niej swoja rękę. Dotknęła jej i podniosła wzrok, zdziwiona.
Ather ithani więc to prawda, czekaliśmy na Ciebie długo. A ta dziewczyna to kto?
Obejrzał się na Natalię.
– Koleżanka z klasy… chwila, co to oznacza, że czekaliście? I kim jesteście?
Spojrzała na niego pustymi, niebieskimi oczyma, jej wzrok wyglądał jakby patrzyła gdzieś daleko.
– Jesteśmy ludem, który istniał na długo przed ludźmi, niestety przez własną głupotę zostaliśmy zniszczeni. Przed tym jak zostaliśmy wypędzeni udało nam się jednak pozostawić ślad po sobie. Ather ithani, syn Księżyca, ten, w którego żyłach będzie krew jednego z nas miał nadejść by wyzwolić nasz lud. Wiedzieliśmy, że nie nastąpi to szybko, stworzyliśmy więc miejsca takie jak to, są one ukryte przed zwykłymi ludźmi, można było do niego trafić tylko, jeżeli wiedziało się o nich. Powstała również księga, opisująca te miejsca. Wędrowała po całym świecie, z czasem ulegając niszczeniu. W końcu przepadła, zapomniana. Oglądaliśmy ten świat z oddali, poszukując odpowiedniej osoby. Znaleźliśmy kilka, niestety żaden z nich nie miał w sobie naszej krwi. Musisz wiedzieć, że nie było nas wielu, a każde wyjście do ludzi oznaczało dla nas wyrok śmierci, byliśmy w końcu wypędzeni i nie mieliśmy prawa wracać.
– Ale kto was wypędził? I dlaczego? No i dokąd – zapytał. – To strasznie dziwne co opowiadasz.
– Posłuchaj więc opowieści mojego ludu – odpowiedziała

c.d.n.