Już nigdy nie będziesz pewien, czy to , co widziałeś było tylko snem, czy może prawdą.

Te słowa prześladowały go w drodze do swojej nowej szkoły. Od tamtego dnia minął już ponad miesiąc, a on coraz bardziej nie był pewien, co wydarzyło się naprawdę. Teraz chciał o tym zapomnieć. Próbował zebrać się w sobie, w końcu musiał dobrze wypaść przed nową klasą – niestety, nie udawało mu się to. W końcu stanął przed dużym budynkiem, w którym miał spędzić następne trzy lata. Spojrzał na masywne, drewniane drzwi a następnie w górę, na napis głoszący, że oto stoi przed Pierwszym Liceum. Wszedł do środka. Autobusy jeździły spod jego domu rzadko, więc teraz był jeszcze długo przed czasem. Do tej pory był tutaj raz – złożyć papiery aby zostać przyjętym, jednak nawet teraz wnętrze przytłaczało go w pewien sposób. Wiedział, że budynek był ogromny, widać to było już od wejścia. Hol był długi i szeroki, posiadał też dwie nawy boczne, odgrodzone marmurowymi filarami. Aula znajdowała się na samym końcu. Po bokach znajdowały się przejścia do skrzydeł, w których były sale lekcyjne. Nie orientował się jeszcze, gdzie będzie się uczył, jednak nie zawracał sobie tym głowy. W końcu dotarł do drzwi auli, popchnął je lekko i zauważył, że na scenie odbywa się próba generalna przestawienia z okazji rozpoczęcia. Rozejrzał się po sali – nie było nikogo, oprócz niego. Wszedł po cichu i usiadł na najbliższym wolnym miejscu, na szczęście nikt go nie zauważył. Aktorzy ćwiczyli i nie zwracali na niego uwagi, on mógł tymczasem poświęcić swoją uwagę oglądaniu wnętrza. Sufit znajdował się na wysokości odpowiadającej 2.5 piętra, na nim namalowane były sceny religijne. Zdziwiło go to, gdyż to liceum nie było szkołą katolicką.

– Przepraszam, co ty tu robisz? – kobiecy głos wyrwał go z zamyślenia. Nauczycielka, opiekunka grupy aktorskiej patrzyła na niego. – Nie powinno cię tu być. Wyjdź na zewnątrz i zaczekaj aż zaprosimy do środka.

Zrobił przepraszającą minę i wyszedł. Okazało się, że pierwszoroczni uczniowie już zbierali się, większość z nich stała w kilkuosobowych grupkach i rozmawiali ze sobą. Rozejrzał się dookoła, jednak nie znalazł nikogo znajomego, zresztą nikogo takiego się nie spodziewał. Dojrzał kilka osób, które wyglądały sympatycznie, jednak nie miał odwagi podejść do nikogo. Udało mu się za to dostrzec niezajętą ławkę po lewej stronie. Podszedł do niej i w momencie, gdy był już blisko zorientował się, że nie tylko on wpadł na ten pomysł. Tuż obok szła zamyślona blondynka i prawie na nią wpadł, odsuwając się w ostatnim momencie. Popatrzyła na niego zaskoczona.
– Przepraszam – powiedziała. – Nie zauważyłam cię – dodała, odgarniając pojedynczy złoty lok, który jak na złość ciągle opadał jej na lewe oko.
– Nic się nie stało – odpowiedział i odwrócił się, odchodząc.

Po chwili zorientował się jakim był głupcem, nie siadając koło tamtej, jednak teraz było już za późno, byłoby mu zbyt głupio tak po prostu tam wrócić. Zamiast tego stanął przy jednym z filarów, obserwując wchodzących ludzi. W końcu drzwi do auli otworzyły się i ukazała się w nich nauczycielka, która wcześniej zwróciła mu uwagę. Nowi uczniowie ruszyli w kierunku auli, by zająć miejsca na inaugurację roku szkolnego. Stojąc w tłoku przy wejściu spojrzał w bok i zauważył, że dziewczyna, którą wcześniej opuścił na ławce patrzy na niego. Ich spojrzenia skrzyżowały się, uśmiechnęła się krótko, po czym szybko odwróciła wzrok.
– Na prawdę jestem głupcem – powiedział do siebie.

Dyrektor przemawiał bardzo długo. Uczniowie dowiedzieli się niemal całej historii szkoły, chociaż większość z nich po kilkunastu minutach już spała (wśród nich był również Mateusz). Niestety nie obudzili się na występ artystyczny, a był warty obejrzenia. Po zakończeniu części oficjalnej należało przejść do swoich klas. Wszystko byłoby proste, gdyby tylko wiedziało się, gdzie ta klasa się znajduje. Mateusz patrzył bezradnie dookoła, niestety nie udało mu się zauważyć nikogo znajomego. Uczniów ubywało, jednak odkrył, że nie jest jedynym zagubionym. Podszedł do najbliższego i okazało się, że on również idzie do tej samej klasy. Wkrótce znaleźli jeszcze dwie osoby, w tym jedną, która miała pojęcie, jakiej klasy mają szukać.
Gdy znaleźli ją, reszta rozmawiała ze sobą. Mateusz rozejrzał się po klasie, szukając wolnego miejsca a przy okazji przyglądając się nowym kolegom i koleżankom.

W końcu wracał do domu. Do przystanku autobusowego nie miał daleko, jednak przejście zajęło mu chwilkę. Szedł zamyślony.
Nagle kątem oka zauważył po drugiej stronie drogi rudowłosą dziewczynę. Przystanął i obrócił się, patrząc na nią. Nagle wszystko mu się przypomniało – tamten sen z pociągu.
– Czy to możliwe, żeby to była ona? – pomyślał, po czym przypomniał sobie, że przecież wtedy to był tylko sen, ona nie mogła istnieć na prawdę, pewnie to był ktoś bardzo podobny. Oddalała się teraz, w końcu stracił ją z oczu, odwrócił się i poszedł dalej.
– Naprawdę dziwne – powiedział do siebie.


 

Piątek, 7 września 2001 roku

Pierwsze dni minęły jak zwykle w nowych szkołach – ludzie poznawali się, nauczyciele prowadzili lekcje organizacyjne, generalnie nic specjalnego się nie działo. Mateusz po cichu liczył na to, że uda mu się spotkać ową tajemniczą blondynkę z pierwszego dnia, albo dostrzec znowu rudowłosą nieznajomą, niestety bez powodzenia. Mimo wszystko bardziej zależało mu na porozmawianiu z tą pierwszą, niestety, aż do dziś nie miał o niej żadnych informacji, wieści. Nie wiedział nawet jak się nazywa, ani do której klasy chodzi. Nie wiedział nic, oprócz tego, że była bardzo ładną blondynką. Tego dnia to się zmieniło.
– Ogłoszenie dyrektora liceum – zajęcia przerwał damski głos z głośnika, po czym odezwał się męski głos dyrektora. – W związku z zaginięciem uczennicy Katarzyny Abelinskiej prosimy każdego, kto może mieć informacje na temat miejsca jej pobytu, lub widział ją dnia 3 września lub później, o kontakt z sekretariatem.
Początkowo nie wiedział o kogo chodziło, jednak zniknięcie dziewczyny nie było czymś normalnym. Obawiając się, że może chodzić o ową blondynkę, poszedł do sekretariatu, aby rozwiać wątpliwości. Niestety, okazało się to prawdą. Z tego, co udało mu się dowiedzieć, był jedną z ostatnich osób, które ją widziały. Wynikało z tego, że weszła na aulę lub próbowała tam wejść, niestety do klasy już nie dotarła. Żadnej wychodzącej uczennicy nie zauważył również portier. Nie mogła również uciec przez okno, gdyż te na parterze miały kraty, a z piętra miałaby zbyt wysoko. Wyjścia ewakuacyjne również były dokładnie zamknięte. Musiała więc ukryć się gdzieś w szkole a następnie wmieszać w wychodzący tłum. Tutaj pojawia się jednak inne pytanie – po co miałaby to robić?
Zamyślony szedł przez korytarze szkoły, nie zwracając, gdzie dokładnie idzie. W końcu zorientował się, że nie wie, gdzie jest. Rozejrzał się. Był przy zamkniętych drzwiach do podziemi. Były oszklone, jednak ciemność panująca w środku sprawiała, że nic w środku nie widział. Podszedł bliżej, przyglądając się zaintrygowany. Zdawało mu się, że dostrzegł coś w środku. Stanął tuż przy nich i już miał dotknąć szyby, gdy zrozumiał, co to jest. Patrzył wprost na migoczącą twarz zaginionej dziewczyny. Miała zamknięte oczy i bladą twarz, jednak na pewno była to ona. Przybliżył głowę jeszcze odrobinę i w tym momencie otworzyła oczy.
Były czerwone.