Do stolicy dotarła późnym popołudniem. Nie zdążyła niczego obejrzeć, musiała coś zjeść. Na noc zatrzymała się u jednego z rzemieślników, u którego miałaby zamiar pracować, gdyby nie została przyjęta do Gildii. Jedzenia miała niewiele, więc musiała wybrać się tam już następnego dnia.

4 dni przed końcem 3 ery, rok 538, Sa’aldin, stolica Astarii

Z bliska budynek wydawał się jeszcze większy. Stojąc u podnóża Gildii popatrzyła w górę i aż w głowie zakręciło się jej z zachwytu – białe mury sięgały kilkadziesiąt metrów do góry. Częścią, na którą patrzyła była Strażnica – wysoka wieża, na szczycie której znajdowały się 4 balisty, mogące ostrzeliwać cały obszar doliny, czyniąc miasto trudniejszym do oblegania.
Szła w asyście dwóch wojowników ubranych w biało-niebieskie stroje. Do środka nie mógł wejść byle kto, więc Straż sprawdzała każdego. Potencjalni rekruci zawsze byli eskortowani, aby nie zabłądzili. Chodziło zarówno o ich bezpieczeństwo, gdyż w wielu miejscach Wojownicy ćwiczyli walcząc ze sobą, ale również zapobiegało w pewnym stopniu szpiegowaniu tajemnic Gildii. Była to najstarsza jednostka wojskowa na świecie, z tradycjami wywodzącymi się jeszcze z pierwszej ery, a niektórzy twierdzili, że jeszcze dawniej, teraz trudno było to potwierdzić. Sam budynek był rozbudowywany wielokrotnie, na temat jego podziemi i ukrytych przejść, komnat, krążyły niezliczone plotki, tym bardziej, że ich nie potwierdzał, ani im nie zaprzeczał.
W końcu przeszli przez ogromne drewniane wrota i znaleźli się w dużej, przestronnej sali. Iridia spojrzała do góry i ponownie zdumiała się, widząc misterne obrazy, namalowane na suficie, przedstawiające niezliczone bitwy wygrane przez Gildię. Jej strażnicy zatrzymali się. Jeden obrócił się w jej stronę, bacznie ją obserwując, jednak nic nie mówiąc. Drugi poszedł do przełożonych. Rozglądała się jeszcze, podziwiając kunszt wykonanych dzieł sztuki, gdy w końcu przyszedł jeden z Przywódców. Był to dobrze zbudowany mężczyzna, wyglądał na dobrze po czterdziestce. W przeciwieństwie do strażników miał nagi tors na którym widoczne były liczne tatuaże oraz blizny – pamiątki stoczonych pojedynków i wygranych bitew. Spojrzał na nią krytycznym wzrokiem – wyglądała bardzo marnie w porównaniu do niego.
– Czego tu szukasz? – powiedział. – Nie szukamy służby – zaśmiał się.
Strażnicy nawet nie poruszyli się, dalej bacznie obserwowali ją, a ona poczuła, że się czerwieni.
– Chciałam zostać Wojowniczką – powiedziała nieśmiało.
– Ty? – zaśmiał się głośno. – Nie dziw się, że cię wyśmiewam – dodał po chwili. – To samo zrobiliby nasi wrogowie, gdyby dowiedzieli się o takim rekrucie. Jeśli to wszystko to żegnam. – powiedział i odwrócił się.
– Ale.. – spróbowała zaprotestować, jednak wiedziała, że to na marne.


– Nie przyjęli jej? – zdziwił się Mateusz.

Dziewczyna popatrzyła na niego zamyślona.
– Niestety – powiedziała. – Musiała odejść z niczym. Być może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej, a my nie rozmawialibyśmy teraz. Nie wiedziała, że jest obserwowana – dodała po chwili. – Pewni ludzie spodziewali się przyjścia niezwykłej osoby i chcieli wykorzystać ją do swoich celów. W pewnym sensie się im udało – zasmuciła się. – W każdym razie wróciła do swojego mieszkania, po drodze zatrzymując się tylko po jedzenie. Albo może bardziej aż po jedzenie. Gdy wyciągała z sakiewki monety wypadła jej również owa srebrna zawieszka. Podniosła ją i schowała natychmiast myśląc, że nikt nie zauważył – niestety było inaczej. Zauważyła jedna osoba i o tą jedną osobę było to zbyt wiele.


2 dni przed nastaniem 4. ery, rok 538, Sa’aldin, stolica Astarii, noc.

Wiedziała, że wraca bardzo późno do mieszkania, jednak tak jakoś wyszło. Był nów i generalnie było bardzo ciemno. Weszła do swojego pokoju i poczuła, że coś jest nie tak. Usiadła na łóżku i dopiero wtedy zauważyła zamaskowaną postać stojącą po drugiej stronie pokoju. Nie ruszała się, tylko patrzyła na nią cały czas. Ze strachu nie mogła nic zrobić. Tamten zrobił krok do przodu, a ona odruchowo cofnęła się na łóżku, równocześnie łapiąc w rękę sakiewkę. Poczuła, że nie zamknęła jej dobrze i teraz metalowy obiekt wkulał się do jej prawej dłoni. Zamaskowana osoba zrobiła jeszcze jeden krok, a Iridia wyciągnęła przed siebie lewą rękę, nie chcąc, by tamta osoba podeszła blizej. Strach był ogromny, prawie tak duży jak chęć znalezienia się gdzieś indziej. Nagle poczuła, jak dziwny dreszcz przebiegł przez jej ciało, na sekunde wyczuła, jak srebrny przedmiot emituje do niej swoją moc, a ta przebiega natychmiast do drugiej ręki. Usłyszała huk, a cały świat zawirował. Straciła poczucie czasu i przestrzeni. Otworzyła oczy, jednak widziała tylko biel, otaczającą ją z każdej strony. Nie było nic więcej, prócz niekończącej się przestrzeni złożonej tylko z bieli. W końcu zobaczyła inną postać, znalazła się obok niej tak niespodziewanie, że wręcz wystraszyła ją. Odważyła się popatrzeć na nią, jednak nie poznawała jej w żaden sposób. Widziała twarz tej kobiety pierwszy raz, jednak miała równocześnie wrażenie, jak gdyby ona znajdowała się przy niej od kilku dni.

– W końcu – osoba powiedziała do niej. – Tyle lat w zamknięciu. Tyle lat uciekania przed śmiercią. Tyle lat w samotności. W końcu ktoś przyszedł mnie uwolnić.
Iridia była zbyt przestraszona by coś odpowiedzieć, więc kobieta kontynuowała.
– Widzisz, jesteśmy teraz poza czasem i poza przestrzenią. Mogę znaleźć się gdziekolwiek chcę, aczkolwiek tutaj nic nie ma. Ciężko mi powiedzieć, jak długo tutaj byłam, może minęło kilka dni, może kilka tysięcy lat… Swoją drogą, jaki mamy rok?
– 538 3. ery – odpowiedziała niepewnie.
– Więc trzysta lat minęło… – powiedziała i zamilkła na moment. – Pewnie dużo się zmieniło. Widzisz, będąc tutaj miałam wiele czasu na rozważanie tego, co się stało. Umarłam, a jednak w jakiś sposób żyłam. Udało mi się odkryć coś niesamowitego, poczuj to a zrozumiesz – powiedziała, po czym krzyknęła donośnym głosem. – Poczuj to!

Uderzenie energii zatrząsnęło całym ciałem Iridii, jednak nic się jej nie stało. Kobieta stojąca naprzeciwko zaśmiała się.
– Ta moc jest tu wszędzie dookoła. Przepływa swobodnie i można jej użyć, niestety, mi ona do niczego nie jest potrzebna. Nie mam już ciała, nie mogę też wrócić do Hastapuru w żaden sposób. Próbowałam, ale nie udało mi się. Ty jednak masz ciało. Nauczę cię tego, co sama zdołałam odkryć. Nauczę cię magii.


– I widzisz, tak rozpoczęła się czwarta era. Era wielkiego niepokoju, era magii i wojen.
– Ale przecież… magia nie istnieje – odpowiedział zdziwiony. Popatrzyła na niego dziwnym wzrokiem.
– Tak ci się tylko wydaje. Teraz obudzisz się i już nigdy nie będziesz pewien, czy to co widziałeś, było tylko snem, czy może prawdą. Ale będziesz szukał, w końcu ci się uda znaleźć odpowiedź, by potem okazała się nieprawdziwa…
– Mówisz zagadkami, nie mogłabyś…
– Mateuszu – przerwała mu. – Obudź się! – krzyknęła


30 lipca 2001 roku

Obudził się zlany potem. Dzisiejszy sen był wyjątkowo dziwny.
Już nigdy nie będziesz pewien, czy to , co widziałeś było tylko snem, czy może prawdą.
Słowa zapamiętał mocno, jednak szczegóły szybko bladły. Sięgnął po swój pamiętnik, jednak na jego miejscu znalazł tylko czarną książkę.
Nie miał czasu szukać czego innego, więc otworzył ją pod koniec i odkrył, że posiada wiele czystych kart. Znalazł pierwszą wolną i zapisał ją swym ostatnim snem.