Telefon w końcu się odezwał. Dzwonił do dziewczyny z koncertu już kilka razy, jednak nie odbierała. Tym razem to ona zadzwoniła. Odebrał ucieszony i długo rozmawiali. Był jeszcze bardziej uśmiechnięty, gdy dowiedział się, że dziewczyna przyjeżdża w góry.

– Też pojadę – powiedział do siebie. – Pojadę i w końcu ją znowu zobaczę.

Od ostatniego dziwnego snu minęły już ponad dwa tygodnie, a wakacje zbliżały się do końca. Nic ciekawego nie wydarzyło się w tym tygodniu, więc w pamiętniku zapisywał wspomnienia z ostatnich lat. Codziennie przybywało kilka stron i powoli zeszyt zaczynał się kończyć.
– Trzeba będzie poszukać czegoś grubszego – pomyślał i postanowił pójść w pierwszym tygodniu szkoły do sklepu papierniczego.

Tymczasem musiał zacząć przygotowywać się do wyjazdu w góry. Miał co prawda jeszcze dwa dni do przyjazdu Alicji, jednak nigdy wcześniej nie jechał nigdzie całkiem sam i chociaż nie wątpił, że bez problemu rodzice go puszczą, w końcu nie specjalnie się przejmowali tym co robił, to musiał się sam spakować.


W końcu siedział w pociągu. Plecak z najbardziej potrzebnymi rzeczami leżał obok niego. Spojrzał przez okno i zobaczył stary, zniszczony budynek dworca.
– Mogliby go w końcu wyremontować – pomyślał. – Wyglądałby tak ładnie..
Pociąg ruszył a on wciąż patrzył przez okno. Do celu miał jakieś dwie godziny, jednak nie miał nic ze sobą aby przyspieszyć upływ czasu. Książka, którą czytał z zainteresowaniem jakiś czas temu zniknęła i nigdzie nie mógł jej znaleźć, chociaż przeszukał cały pokój.
– Cóż, musiałem ją zgubić – powiedział do siebie w myślach. – Szkoda, nigdy nie dowiem się jak wszystko się skończyło.
Miał ze sobą swój własny pamiętnik, jednak nie chciał go pisać w pociągu. Bał się, że jego też zgubi, albo, że ktoś go przeczyta.

Na kolejnej stacji wsiadła grupa nastolatków z plecakami. Dwóch chłopaków i trzy dziewczyny, najwyraźniej wybierali się tam gdzie on. Niestety, siedzenia były ustawione w taki sposób, że razem mogły siedzieć równocześnie tylko cztery osoby i tyle z grupki też siadło. Jedna dziewczyna – wysoka, z rudymi włosami, opadającymi falami na koszulę, nie miała gdzie usiąść. Rozglądała się bezradnie, w końcu zauważyła, że koło Mateusza jest jeszcze miejsce wolne.
– Można usiąść? – zapytała nieśmiało.
– Oczywiście – odpowiedział i przeniósł plecak na ziemię.
Siedzieli w milczeniu a czas mijał. Nasz bohater oglądał zmieniający się krajobraz za oknem, gdy poczuł, że coś dotyka jego ramienia. Odwrócił głowę i zauważył, że dziewczyna zasnęła i widocznie nieświadomie opierała się teraz o niego. Zakłopotany nie wiedział co zrobić. Ona najwidoczniej poczuła przez sen, że coś jest nie tak i otworzyła oczy. Ich spojrzenia spotkały się. Oczy miała całkiem brązowe, co wyjątkowo pasowało jej do urody. Wcześniej nie przyjrzał się jej dokładnie i dopiero teraz zauważył piegi na jej twarzy.
– Przepraszam, przepraszam, przepraszam – poderwała się i zarumieniła. – przepraszam, prze….
– Juuuż, spokojnie – uspokoił ją i zaśmiał się. Ona również uśmiechnęła się, wciąż zawstydzona. – Nic się nie stało – dodał.
– Zasnęłam i jakoś tak nie kontrolowałam tego – jej głos drżał odrobinę. Wpatrywała się w podłogę.
Mateusz poczuł się głupio, obwiniając się, że ją obudził.
– Naprawdę nic się nie stało – powiedział łagodnym głosem.
Spojrzała na niego i znowu patrzeli sobie w oczy. Poczuł, że serce zaczyna mu mocniej bić. Zauważył w niej również coś, czego nie widział u żadnej dziewczyny do tej pory. Dotknął ręką jej policzka i przyciągnął głowę w swoją stronę.

– Bilety do kontroli – usłyszał głos nad sobą. Otworzył oczy i popatrzył dookoła. Nie było dziewczyny, nie było tej grupy ludzi, wagon był pusty.
– To był sen – powiedział do siebie i zaśmiał się w myślach. – Dlaczego nie mogłem pośnić jeszcze chwilę.
– Głuchy pan?! – konduktor krzyknął na niego – Bilety sprawdzam a nie mam całego dnia
– Słucham? – popatrzył zaspanym wzrokiem. – Aaa, bilet, tak, tutaj mam.
Konduktor sprawdzał bilety a on zamyślił się przypominając sobie ten sen.
– Nie mógł pan chwilę później przyjść? – zapytał konduktora w myślach. Ten oddał mu bilet, życząc miłego dnia. – Było tak blisko – pomyślał.

Do ostatniej stacji nie udało mu się zasnąć. Przez pewien czas zapomniał nawet po co jechał w góry. Myślał ciągle o tych rudych włosach. W końcu dojechał. Dziewczyna, z którą miał się tu spotkać już na niego czekała. Zauważyła go od razu i uśmiechnęła się. Podszedł do niej i przywitał się.
– Niedaleko stąd znajdują się ruiny zamku – powiedziała. – Przejdziemy się?
– Pewnie – Mateusz odpowiedział uśmiechając się niepewnie. – Dlaczego ona ma czarne włosy a nie rude? – w myślach zapytał samego siebie.

Stara budowla nie była bardzo duża za to w fatalnym stanie. Mateusz zastanawiał się, czy aby na pewno bezpiecznie jest tam wchodzić, jednak dziewczyna nalegała i nie mógł odmówić, jednak miał złe przeczucia co do wchodzenia do środka. W kamiennych murach było coś przerażającego. W końcu dotarli do pierwszego pomieszczenia. Było stosunkowo niewielkie, za to z bardzo wysokim sufitem. Po przeciwnej stronie widać było zagłębienie w ziemi. Podeszli bliżej i zobaczyli, że są tam schody. A raczej szczątki schodów.
– Wchodzimy – zdecydowała dziewczyna.
– Ale… – Mateusz próbował zaprotestować, jednak ona już schodziła w dół. Wzruszył więc ramionami i poszedł za nią. Na dole było całkiem ciemno. Chłodne powietrze i wilgoć sprawiła, że zaczęli drżeć z zimna.
– Zabrałeś latarkę? – zapytała go z nadzieją w głosie. Przecząco pokręcił głową. – Ale mi zimno – dodała. Przytulił ją a ona uśmiechnęła się. – Wracamy – oznajmiła. Mateusz objął ją i ruszyli z powrotem.
Wchodząc po schodach, nagle usłyszeli głuche stuknięcie z góry. Dziewczyna mocniej przytuliła się do niego i z strachem w głosie zapytała – Co to?
Pytanie nie było przemyślane, gdyż on nie miał pojęcia co mogło to być. Po chwili przekonali się, że nie było się czego bać – tylko drzwi się zamknęły.
– Drzwi? Jakie drzwi – pomyślał Mateusz patrząc na drewniane wrota. – Wydaje mi się, że gdy tu wchodziliśmy, nie otwieraliśmy żadnych drzwi. Nic nie zauważyłem – powiedział na głos.
– Musiałeś przeoczyć – zbagatelizowała dziewczyna. – Po prostu je otwórz i wracamy.
– Gdyby to było takie proste – powiedział po chwili mocowania się z wrotami. – Zatrzasnęły się.
– Czyli że co? – zapytała zdziwiona
– Czyli, że nie wyjdziemy. Stoją twardo. Ani drgną – spojrzał do góry. – Dziura w dachu jest za wysoko, nawet jakbym cię podsadził to nie dosięgniesz. A za chwile będzie się ściemniać.
– Mamy tu spędzić całą noc? – powiedziała przerażona.
– Musimy znaleźć inne wyjście albo liczyć, że ktoś nas tu znajdzie.

Zrobiło się jeszcze chłodniej, więc przytulił ją mocniej. Było już zbyt ciemno by zapuszczać się w korytarze, więc postanowili zaczekać do rana tam, gdzie byli. Na szczęście zabrali plecaki z prowiantem, przynajmniej mieli pewne, że nie umrą z głodu. Niestety mieli tylko jeden śpiwór.
– Zmieścimy się razem? – zapytał. Nie chciał zostać bez przykrycia.
– Tak, ale będziemy musieli się mocno do siebie przytulić – uśmiechnęła się do niego.
– Żaden problem – odwzajemnił uśmiech i zaczął wyjmować śpiwór z plecaka.

Leżeli już obok siebie i zasypiali przytuleni, gdy rozbudziło ich wycie.
Dobiegało od strony schodów.
– Słyszałaś to?
Nie musiał czekać na odpowiedź, gdyż usłyszał to samo jeszcze raz.
Popatrzył na nią przerażony.
Skórę miała trupiobladą.
Uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
Były czerwone.