Obudził się nagle. Ten sam sen od kilku dni. Do tej pory śniło mu się, że wchodzi do dużego, starego budynku, słyszy, że ktoś go woła, po czym budzi się. Codziennie to samo. Aż do dziś. Pierwszy raz nie obudził się, gdy został zawołany. Zapamiętał z tego snu jedno. Te oczy.

Mateusz ciężko oddychając dochodził powoli do siebie. Zdawało mu się, że ciągle je widzi. Popatrzył na budzik, 3:30.
-Całe szczęście, że mam wakacje – pomyślał.

Był 26 lipca 2001 roku. Wiedział, że już nie zaśnie więc wstał, zaświecił lampkę i wrócił do przerwanej lektury książki, którą znalazł przypadkiem idąc przez szkołę w ostatnim tygodniu nauki. Była dosyć gruba, jednak cała zapisana odręcznym pismem. Przypominała trochę pamiętnik, jednak wydarzenia opisane w nim nie mogły się nigdy wydarzyć. Otworzył tam, gdzie poprzednio skończył czytać.

19 października 1832 roku

Znów ją widziałem. Oderwałem na chwilę wzrok od swojej pracy, by spojrzeć przez okno i zobaczyłem, jak szła drugą stroną ulicy. Od nocy sprzed 2 tygodni nie miałem z nią kontaktu. Dzisiaj piątek, chciałbym się z nią spotkać, jednak tamte wydarzenia powstrzymują mnie przed tym…

6 października 1832 roku

Xander rzadko wychodził albo spotykał się z ludźmi, jednak gdy już został zaproszony – nie odmawiał. Tym razem został zaproszony na ognisko. Wziął ze sobą trochę alkoholu, ubrał się w lepsze rzeczy i wyszedł. Miał przed sobą trochę drogi do pokonania pieszo, jednak nie przejmował się tym, szedł wolnym, spacerowym krokiem, więc gdy już dotarł na miejsce ściemniało się. Przyjaciół zobaczył z daleka – stali wokół płonącego już ogniska. Oni również go już zauważyli i przyjaźnie pomachali. Większość ludzi poznawał, jednak było też kilka osób, które widział pierwszy raz.

Wśród nich ona – blondynka o głęboko niebieskich oczach. Wiedział, że od tej pory będzie myślał tylko o niej. Gdy podszedł, ukłoniła się z gracją. Przedstawił się i powiedział kilka zdań o sobie, jak zwykle gdy poznawał nowych ludzi.
– Nazywam się Andrielle – odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego. – Niestety nie pochodzę stąd a szkoda, bo naprawdę ładne miejsce. Żałuje, że nie mogę zostać tutaj dłużej – posmutniała.

Następne wydarzenia na zawsze pozostaną w pamięci Xandera. Zachował się tak jak nigdy dotąd, przytulił ją, chociaż wiedział, że nie powinien, w końcu co pomyślą inni.
– Niech myślą co chcą – odpowiedział sobie w myślach. – Ale co jak pomyślą sobie źle o niej? – dodał po chwli. Wzdrygnął się bojąc się przyniesienia jej złej sławy i natychmiast puścił.

– Przepraszam – powiedział. – Nie powinienem…
– Nic się nie stało – uśmiechnęła się. – Właściwie to było całkiem miłe.
Odwzajemnił uśmiech.

Resztę wieczoru spędzili razem rozmawiając, śmiejąc się i popijając lokalny alkohol. W końcu ostatni patyk dopalał się i trzeba było zbierać się do domu.
– Ależ chłodno – oznajmiła Andrielle.
Xander oczywiście nic nie myśląc objął ją ramieniem. Uśmiechnęła się do niego patrząc mu prosto w oczy.
– Chyba nie chcę wracać sama – dodała.
Odwzajemnił uśmiech. Wstali razem, dziewczyna wskazała kierunek.
– Ale tam nic nie ma – zdziwił się Xander.
– Jestem pewna, że przyszłam dokładnie stamtąd.
Wzruszył ramionami, w końcu zawsze mogą zawrócić. Mógłby też zaprosić ją do siebie gdyby się zgubili. Nie miał powodu, by odmawiać.

Po około pół godziny dotarli na polankę pośrodku lasu. Xander nie poznawał tego miejsca, nigdy tak daleko się nie zapuszczał, jednak było piękne. Prawie idealny okrąg trawy, zupełnie innej niż normalnie spotykanej, wyższej ale bardziej cieńkiej. Oraz krzaki kwiatów, rosnące w równych odległościach dookoła naliczył 7. Nie znał się na nich, rozpoznał tylko róże, większe i bardziej czerwone niż wszystkie jakie dotychczas widział. Obrócił się w stronę środka koła i zobaczył najpiękniejszy kwat, jaki dotychczas widział. Podszedł bliżej, by przyjrzeć się mu dokładnie. Niebieskie płatki na długiej łodydze, zbliżył się jeszcze trochę, chciał go dotknąć, zerwać…
– Odsuń się! – usłyszał krzyk Andrielli.
Odwrócił się zdziwiony i spojrzał na nią. Rozpuściła włosy a jej suknia wyglądała jakby miała zaraz sama opaść na ziemię. Jednak ona sama zdawała się wyglądać inaczej. Wyższa oraz zimniejsza. Uśmiechnęła się, jednak zrobiła to w taki sposób, że przyprawił go o dreszcze. Zrobiła krok w jego stronę, patrząc mu prosto w oczy a on nagle poczuł, że chce być przy niej, teraz i na zawsze. Począł iść w jej stronę, w końcu spotkali się pośrodku, przyciągnął ją do siebie, ona zaśmiała się złowieszczo, po czym popatrzyła z powrotem na niego i natychmiast pocałowała. Cały świat zawirował, liczyła się tylko ona i nic więcej, jednym szybkim ruchem zdarł z niej suknie i przesunął ręcę w stronę jej piersi, zaśmiała się ponownie i spojrzała na niego.
Gdyby gdyby on również to zrobił, zauważyłby, że to już nie jest ta sama osoba. Zauważyłby, że jej oczy zmieniły kolor na krwawo-czerwony a włosy pociemniały. Jednak on nie spojrzał. Zachwycony jej ciałem przesuwał się ustami coraz niżej i niżej. Zaśmiała się i przyciągnęła go z powrotem do góry by pocałować.
– Zaczekaj, jeszcze jedna rzecz – powiedziała uwodzicielskim głosem. Wiedziała, że teraz już zgodzi się na wszystko. – Podaj mi rękę – dodała.
Spojrzał na nią, jednak nie zauważył żadnej zmiany. Dla niego pozostawała tą samą niebieskooką blondynką, Andielle, którą poznał przy ognisku. Podał jej rękę, a ona zaśmiała się jeszcze raz.
Poczuł dotkniecie metalu i szybki ruch ostrza po wewnętrznej części dłoni, jednak nie przejmował się tym. Teraz liczyła się tylko przyjemność bliskości jej ciała. Cały świat znikł, była nim ona – niebieskooka Andrielle.

… do tego ta swędząca lewa ręka. Nie pamiętam kiedy się skaleczyłem, jednak blizna jakby starała się mi o czymś przypomnieć. Pamiętam jedynie tą dziewczynę. Nie chcę więcej pamiętać. Tylko ona się liczy. Szkoda, że nie mam odwagi wyjść teraz i z nią porozmawiać.

Mateusz odłożył lekturę na później. Spojrzał przez okno, było już całkiem jasno. Pomyślał jeszcze raz o tym co przeczytał i przypomniał sobie wcześniejsze wpisy.
– Jak długo czytam już tą książkę? – Zadał sobie pytanie. Miał dziwne wrażenie, że te sny zaczęły się pojawiać krótko po tym, jak zaczął ją czytać. – Szkoda, że nie pisałem pamiętnika – dodał w myślach.
Przypomniał sobie jeszcze raz te oczy i wzdrygnął się na myśl o nich. Było w nich coś dziwnego, coś nienaturalnego. Poczuł głód, spojrzał na zegar, było już kilka minut po 6, więc postanowił pójść zjeść coś w końcu.
W myślach ciągle miał dziewczynę z snu i te oczy.


Podobało się? Przeczytaj również prolog: Ziarno Prawdy – Prolog cz. 1, Ziarno Prawdy – Prolog cz. 2
A oprócz tego polub Ziarno Prawdy na facebooku!