Czynić zło w obronie dobra, brzmi śmiesznie, nieprawdaż? Cóż, niektórzy mówią, że to możliwe. A nawet, że konieczne.

22 dzień miesiąca Septów, 236 rok 3. ery

– Nie wyglądasz na zadowoloną – usłyszała znajomy głos za plecami. Odwróciła się i spojrzała w oczy swojego mentora.
– A dlaczego miałabym? – odpowiedziała patrząc mu bezczelnie w oczy. – Najpierw uczysz mnie wielkich wartości, każesz przestrzegać prawa,by potem łaskawie oznajmić, że będę musiała i tak je złamać.
– To nie jest takie proste – odpowiedział łagodnie. – Jesteś Wybrana, to nie jest moja wina.

Dzień był chłodny, zerwał się delikatny, lecz dokuczający wiatr z północnego-wschodu. Mocniej opatuliła się szatą.
– Wybrańczyni, która drży z żimna – Kat’dwara zaśmiała się w myślach. – O tym legendy nie wspominają.
Stała jednak nadal, zachwycając się widokiem, który rozpościerał się pod jej stopami. Widziała swój dom być może po raz ostatni, teraz musi wyruszyć w podróż i walczyć z złem – przynajmniej tak twierdziła Starszyzna. Ale dlaczego ta walka ma oznaczać mordowanie dzieci? Dlaczego mam zakradać się do niczego niespodziewających się ludzi i szybkim ruchem noża pozbawiać ich życia? Dlaczego mam się ukrywać w cieniu, żeby nikt nie dojrzał mojej twarzy, moich oczu, ust, włosów – tego nikt jej nie powiedział. A gdy pytała to mówili, że to dla większego dobra.

– Ale mnie nikt nie pytał, czy chce być Wybrana – odpowiedziała po chwili.
– A mnie nikt nie pytał, czy chce cię uczyć – odpowiedział bez chwili wahania mentor.- A jednak pogodziłem się z tym. Widzisz, z pewnymi rzeczami trzeba się pogodzić. Wydaje ci się, że to co będziesz musiała robić nie będzie zawsze dobre, cóż, możesz mieć racje. Ale pamiętaj, często istnieje duże, ogromne zło, czekające by pochłonąć świat i obok niego mniejsze, wyrządzające szkodę tylko jednej osobie. I to duże zło mówi: wybieraj, ja albo tamto mniejsze…

Słyszała to już niejednokrotnie, jednak wciąż nie była przekonana czy to aby na pewno musi tak być. Ale cóż, nie miała wyjścia. Przynajmniej tam, gdzie pojedzie będzie z daleka od wszystkich znanych jej ludzi. Przez myśl przebiegł jej widok Rothr’ghana i te jego głupie komentarze na jej temat. Wzdrygnęła się zniesmaczona starając się nie myśleć o nim.

-Dobrze, zrobię to – powiedziała w końcu. – Wyruszę na koniec świata i jeszcze dalej. Wyruszę tam gdzie mnie poślesz. I będę zabijała. Zabijała każdego kogo mi wskażesz. Każde dziecko, dorosłego, starca. Mężczyznę i kobietę. Jeśli taka jest droga do osiągnięcia dobra, niech będzie.
– Przysięgnij – zażądał mentor.

Spojrzała na niego z niesmakiem.
– Przysięgam.

Mentor przytaknął i odwrócił się. Nie zauważyła uśmieszku na jego twarzy gdy zakładał kaptur i ruszał w stronę miasta. Być może gdyby to zobaczyła to postąpiła by inaczej. Ona jednak myślała już o czymś innym.

Myślała o zabijaniu


Podobało się? Przeczytaj również pierwszą część prologu: Ziarno Prawdy – Prolog cz. 1
A oprócz tego polub Ziarno Prawdy na facebooku!